wtorek, 21 marca 2017

#138 Nowości od Grupy Wydawniczej Foksal!

Nie wiem jak to się dzieje, ale większość książek, które darzę wyjątkową sympatią (m.in. "Król Kruków", "Szklany Tron", "Tancerze burzy") są wydawane właśnie przez Grupę Wydawniczą Foksal. Uwielbiam książki, które wydają i dlatego właśnie dzisiaj opowiem Wam o dwóch nowościach (z czego jedna nie do końca jest nowością, ale to później ;), które oferuje nam właśnie ta grupa. Mam nadzieję, że tak jak ja jesteście okropnie ciekawi!


Jedni ścigają się by wygrać, inni by przeżyć…
Listopad to wyjątkowy miesiąc na klifach Skarmouth. To czas Wyścigu Skropiona, w którym liczy się tylko to aby dojechać na grzbiecie dzikiego wodnego konia do mety. Niektórym się to udaje. Inni umierają.
Dziewiętnastoletni Sean Kendric jest niezwyciężony. Jeśli się czegoś boi to na pewno nie pozwoli sobie na okazanie lęku.
Puck Connolly jest zupełnie inna. Nigdy nie chciała się ścigać, jednak los nie zostawił jej wielkiego wyboru. Jest pierwszą w historii dziewczyną, która bierze udział w wyścigu. I zupełnie nie spodziewa się tego, co się wydarzy…
~***~
Jestem bardzo ciekawa tej premiery. "Wyścig Śmierci" został już wcześniej wydany, ale z tego, co się orientuję, w chwili obecnej jest nie do zdobycia. Dużo osób go chwali, także koniecznie muszę przekonać się na własnej skórze!


Imperium burz to piąty tom bestsellerowej serii Szklany tron, która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie.
Prawa do adaptacji „Szklanego tronu” wykupiło studio Mark Gordon Company (m.in. „Ray Donovan” i „Grey’s Anatomy”). Ekranizacją serialu zajmie się Mark Gordon Company. Autorką scenariusza ma być Kira Snyder, pilotażowy odcinek wyreżyseruje Anna Foerster.
~***~
Dla dobra własnego i waszego użyłam opisu, który nie zdradza ani krztyny tego, co znajdziemy w "Imperium Burz". Przede mną jeszcze tom 3 i 4, ale myślę, że zdążę nadrobić! :) Tak btw, możemy poświęcić chwilkę i pogadać o tym, jak świetnie będzie zobaczyć "Szklany Tron" na ekranie? Mam nadzieję, że nie zepsują aktorów i całej akcji, tak jak to zrobili w "Shadowhunters". 

A wy, na co czekacie najbardziej? :)

wtorek, 14 marca 2017

#137 Folwark zwierzęcy - George Orwell

★★★★★☆☆☆☆☆

Wszyscy się zgodzą, że opinie co do klasyków nie są często podzielone - przecież jakaś grupa ludzi musiała je do tego klasycznego kanonu wpisać. Ja również kocham klasyki, "Wielki Gatsby" i "Mały Książę" to moje miłości, ale że często miewam inne zdanie od reszty książkoholików, w tej kwestii musiała znaleźć się jedna czarna owca. Niestety, musiało paść na coś, do czego miałam naprawdę ogromne nadzieje, co wszyscy powszechnie ubóstwiają i polecają. Dlaczego akurat "Folwark zwierzęcy" George'a Orwella? Zapraszam do recenzji.

Zwierzęta na Folwarku Dworskim pana Jonesa nigdy nie miały lekko, ale nie narzekały na zbyt spartańskie warunki. Stary Major był odmiennego zdania, zwołał więc zwierzęta do siebie i obwieścił im swój plan rewolucji. Te przyjęły to entuzjastycznie, uznając rację świni, i wtem poczęły przygotowywać się do powstania. Po Wojnie pod Oborą, przed którą obiecywano zwierzętom życie w luksusie, nastąpiło coś zupełnie innego...

Przepraszam was z góry jeśli mój styl pisania w tej recenzji będzie dziwny i może troszkę bardziej formalny, ale miałam tę książkę za lekturę i trochę tak mi zostało. Ale... Zastanawia was pewnie fakt mojej bardzo niskiej jak na tak wychwalaną powieść oceny. Naprawdę żałuję, że nie mogę dać Orwellowi więcej. Mam z tą książką ogromny problem i mam wrażenie, że do końca zraziłam się do tego autora (szkoda, bo w planach miałam "Rok 1984"), choć styl pisania był naprawdę bardzo dobry. To jednak nie to.

Rozumiem i doceniam to, co autor pragnął przekazać w tych niecałych 130 stronach. Rozumiem jak postrzegał ustrój totalitarny i wpływ Stalina na to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii, bo taki jest właśnie przekaz kryjący się za tą z pozoru prostą opowiastką o zwierzątkach. Podobało mi się również to, jak przedstawił świnie wysuwające się spoza szeregu, naginające prawa i zmieniając je według swoich potrzeb. Na plus działa też kreacja bardzo wyraźnych, określonych bohaterów. Listę rzeczy, które zadowalały mnie w tej lekturze zamyka styl autora, który faktycznie, utrzymany jest na wysokim poziomie i w prosty, ale elokwentny sposób potrafi wprowadzić czytelnika w zaistniałe sytuacje.

Niestety, listę negatywów też mam. Może nie jest ona tak długa jak tych "drobnostek", które akurat zaspokoiły moje potrzeby czytelnicze, ale jednej, tej najważniejszej, nie dały rady... Przez całe 130 stron wiało NUDĄ. Nie wiem, co się stało. Po prostu nie sprawiało mi przyjemności czytanie o tym, jak zwierzęta budują wiatrak. I choć momenty, w których ta pogarda względem ustroju totalitarnego była widoczna, bardzo przyjemnie się czytało, nie było ich wiele.

Wiem, że wielu z was się ze mną nie zgodzi i zacznie kwestionować to, jakie mam odczucia co do tej książki, że nie rozumiem podtekstu i nie wiem, o co chodzi. Doskonale wiem o co chodzi i bardzo doceniam takie obrazowe pokazanie sprawy, jednak jako książka nie wzbiła się wysoko na mojej liście ulubionych. Może to dlatego, że "Folwark" był moją lekturą i musiałam dogłębnie przeanalizować każde słowo czy każdy fragment, zniechęciło mnie do niej.

Autor: George Orwell
Tłumaczenie: Bartłomiej Zborski
Oryginalny tytuł: Animal Farm
Data wydania: 17.08.1945 (pierwsze wydanie)
Strony: 136

sobota, 11 marca 2017

#136 Spójrz mi w oczy, Audrey - Sophie Kinsella


★★★★★★★★☆☆

Rodzina Audrey to z pozoru rodzina idealna, przechadzająca się spacerkiem z jedną czarną owcą - którą jest oczywiście tytułowa bohaterka. Czternastolatka nie wychodzi z domu, nie uśmiecha się jej na myśl o kontakcie wzrokowym z drugą osobą, przez co cały czas chodzi w okularach przeciwsłonecznych. Jedynym promykiem nadziei w dziurze, w której się aktualnie znajduje, wydają się być spotkania z doktor Sarah, a od niedawna również z Linusem, kolegą jej brata.

Kocham książki, które okazują się zupełnie inne niż początkowo sądziłam. Spojrzałam na okładkę i pomyślałam sobie "Okej, dziewczyna w okularach, pewnie będzie niewidoma", co w sumie mi się dosyć podobało. Jednak to, co dostałam, podobało mi się jeszcze bardziej. Rzadko kiedy mamy okazję spotkać się z różnymi rodzajami fobii, szczególnie w literaturze młodzieżowej, dlatego właśnie uważam, że pomysł autorki to strzał w dziesiątkę. Aktualnie w książkach poszukujemy przede wszystkim oryginalności, dążymy do poznania czegoś, z czym nigdy wcześniej nie mieliśmy styczności. To pierwszy powód dla którego powinniście sięgnąć po "Spójrz mi w oczy, Audrey".

Jaki jest drugi powód? To, że nie tylko fabuła wyróżnia się na tle innych młodzieżówek, ale sama Audrey jest niepowtarzalna. Ma czternaście lat, więc jest na etapie pierwszych miłości, buntu i przeglądania kolorowych magazynów. Jednak ona ma ważniejsze problemy na głowie, bowiem jest dużo dojrzalsza od swoich rówieśników, do czego (mam wrażenie) przyczyniła się w pewnym stopniu jej choroba. Nie zmienia to faktu, że jest niezwykle interesującą postacią i naprawdę przyjemnie się o niej czyta

Jednak nie tylko na Audrey skupia się historia, co tylko działa na plus. Postacie drugoplanowe są fenomenalnie rozwinięte, co nadaje książce wymiarowości i czyni ją bardziej realną. Podczas gdy my rozważamy z główną bohaterką problemy jej choroby, w tle Frank i mama Aud toczą zaparty bój o pewną grę komputerową, co potrafi doprowadzić czytelnika do łez (oczywiście ze śmiechu). Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić to to, że wątek "związku" Linusa i tytułowej bohaterki nie został według mnie rozwinięty w pełni poprawnie. Czułam się, jakby ktoś napisał cały tekst o nich, a później wyrwał kilka stron i tak zostawił.

Nie zmienia to jednak faktu, że serdecznie polecam wszystkim, którzy są nastawieni na powieść niezwykle przyjemną, zarówno dla naszego gustu czytelniczego jak i oka, bo okładka jest fantastyczna! Genialnie nada się dla osób szukającym barwnych postaci, dobrego, bardzo lekkiego i młodzieżowego języka, które bardzo cenią sobie w książkach rodzinną i bardzo ciepłą atmosferę

Autor: Sophie Kinsella
Tłumaczenie: Maciej Potulny
Oryginalny tytuł: Finding Audrey
Data wydania: 06.10.2016
Strony: 320

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina! :)
Znalezione obrazy dla zapytania media rodzina

wtorek, 7 marca 2017

#135 Podsumowanie lutego 2017

https://1.bp.blogspot.com/-ikFQ-7mqcVs/V548OWFaO5I/AAAAAAAAEz0/OP0W1Qyd668j9r7pfXh-j1Bxp2_Yo7JPwCLcB/s640/wp.jpg
1. Słowik - Kristin Hannah (310 stron) ★★★★★★★★☆☆ - dokończyłam tę książkę w lutym i muszę powiedzieć, że faktycznie jest to kawał dobrej literatury, ale niestety, nie spodobał mi się tak jak reszcie. Myślę po prostu, że za wysoko ustawiłam poprzeczkę po "Świetle", ale więcej mówię w recenzji, więc tam was zapraszam ;)

2. Folwark zwierzęcy - George Orwell ★★★★★☆☆☆☆☆ - z tą książką mam niesamowity problem. Rozumiem, co autor miał do przekazania i bardzo to doceniam, uważam, że w bardzo oryginalny i niezwykle prawdziwy sposób ukazał system totalitarny, ale mnie ta książka nie zachwyciła - była po prostu nudna.

3. Dawca - Lois Lowry ★★★★★☆☆☆☆☆ - tutaj kolejny średniak, do którego miałam większe nadzieje. Wszyscy naokoło trąbili jaki to "Dawca" jest świetny, ale ja tu nic świetnego nie widzę. Może gdybym była starsza i przeczytała to w późnych latach dziewięćdziesiątych to wywarłaby na mnie większe wrażenie, bo zdaje się, że był to pionier w dystopijnych klimatach (jeśli to przeczytacie, zobaczycie, na czym "Niezgodna" była naprawdę wzorowana), ale teraz... 

4. Całkiem obcy człowiek - Rebecca Stead ★★★★★★★★☆☆ - promyczek nadziei w tym niezbyt dobrym miesiącu. Była to niezwykle przyjemna lektura, idealna na słoneczne dni, których teraz jest coraz więcej (szczęście dla mnie, bo mój nastrój jest niesamowicie zależny od pogody). Jest przede wszystkim niezobowiązująca, prawdziwa i po prostu urocza. Ponownie - zapraszam do recenzji :)

5. Mechaniczny książę - Cassandra Clare (146 stron) - kocham autorkę i tak samo kochałam pierwszy tom, ale do tego coś nie mogę się przekonać i idzie mi to bardzo opornie.

6. Spójrz mi w oczy, Audrey - Sophie Kinsella (175 stron) - tę książkę już przeczytałam, ale dokończyłam ją w marcu, także nie ma jej w tym podsumowaniu. Wyczekujcie na dniach osobnej recenzji :)

Najlepsza książka: ---
Najgorsza książka: Folwark zwierzęcy
Ilość przeczytanych stron: 1391
Ilość stron na dzień: 50
Dotychczas przeczytane książki w 2017: 8

1. Całkiem obcy człowiek - Rebecca Stead - w tym miesiącu o dziwo same egzemplarze recenzenckie, co nie jest codziennością. Tę pozycję dostałam od wydawnictwa IUVI, w dodatku mogłam ją przeczytać przedpremierowo, za co z całego serducha dziękuję :)

2. Spójrz mi w oczy, Audrey - Sophie Kinsella - tutaj jak wyżej, ale książkę pani Kinselli dostałam od wydawnictwa Media Rodzina, za co również jestem ogromnie wdzięczna!

1. Przełęcz ocalonych ★★★★★★★★★★ - tutaj wiele wyjaśniać nie muszę, bo oglądałam to w styczniu i w tym właśnie podsumowaniu go opisałam. W skrócie - świetny, jedyny w swoim rodzaju, cholernie inspirujący i dający do myślenia.

2. Dom bardzo nawiedzony ★★★★★★★★☆☆ - jedna z tych niezwykle idiotycznych komedii, które są tak niewiarygodnie głupie, że aż śmieszne. Akurat ta to parodia różnych horrorów (coś jak Straszne Filmy), które ja osobiście uwielbiam. Polecam na wieczory, kiedy macie ochotę na po prostu głupi humor.

3. Pamiętnik ★★★★★★★★★★ - oglądałam go z przyjaciółką już po raz setny (i za tym setnym razem zorientowałam się, że główna bohaterka to Regina George z "Wrednych dziewczyn") i powiem wam, że nigdy mi się nie znudzi. Może specjalnie przy nim nie płaczę, ale przyznam, że jest bardzo wzruszający (kto normalny odrzuca Ryana Goslinga, heloł).

4. Pierwszy raz ★★★★★★★☆☆☆ - możecie go kojarzyć z nazwy, bo grali w nim Britt i Dyan. Mimo dobrych aktorów, film jakoś mi nie przypasował. Powtarza schematy, choć przyznam, przyjemny dla oka.

5. Dom bardzo nawiedzony 2 ★★★★★★★★☆☆ - kolejna część, bo mieliśmy z bratem ochotę. Ma trochę inny klimat od pierwszej części (w której bardziej mi się podobał), ale z kolei w kontynuacji komizm był poza skalą.

6. Ciemniejsza strona Greya ★★★★★★★★☆ - tak, tak, mówcie co chcecie. Że głupie, że strata pieniędzy na bilet do kina. Jak dla mnie Grey jest naprawdę dobrą serią filmów (szczególnie druga część, która w końcu ma fabułę). Do tego Jamie Dornan, błagam. Iiipp.

7. Painkillers ★★★★★☆☆☆☆ - film, który obejrzałam w szkole w ramach pewnego projektu. Produkcja holenderska, dosyć fajna, z bardzo wyraźnym przekazem, ale wiadomo jak to z tymi niskobudżetówkami bywa.

8. Walentynki ★★★★★★★★☆☆ - kolejna komedia (Ashton KUUUUTTCHEEER), tym razem romantyczna, która była miła, z bardzo, bardzo dobrą obsadą, ale jednak nie wyróżnia się na tle innych. Powtarzam - Ashton KUUUTTTCHERRR). Na Walentynki - polecam szczególnie.

9. Szybcy i wściekli ★★★★★★★★★★ - nawet nie mogę wyrazić w słowach, jak bardzo lubię ten film. Nie będę ukrywać, że na nim właśnie się wychowałam (no i na Harry'm), więc taka ocena wynika również z sentymentu. Nie zmienia to faktu, że kocham oglądać "Szybkich i wściekłych" z moimi chłopakami, z którymi przygotowujemy się do premiery pod koniec kwietnia.

10. Za szybcy za wściekli ★★★★★★★★★★ - jak pierwsza, to i druga część. Podobała mi się trochę mniej, ale to jednak nadal "Szybcy i wściekli". kontynuacja mojego małego maratonu, teraz na odtworzenie czeka "Tokio Drift".


Z seriali nie mam za dużo, co oczywiście zaowocowało większą ilością filmów. Z TV shows mam tylko Outlandera - możecie być ze mnie dumni, w końcu skończyłam pierwszy sezon! - oraz Teen Wolf, stary, dobry i zawsze na miejscu. Teraz czekamy na część dalszą!

niedziela, 26 lutego 2017

#134 TOP 5 ulubionych ekranizacji książkowych

5. Najdłuższa podróż - Nicholas Sparks (RECENZJA)
Jeśli czytaliście moją recenzję książki to wiecie, że dla mnie było to prawie 500 stron czystej męczarni, a jedyną rzeczą, która mi się tu podobała, były retrospekcje Iry. Mimo wszystko o filmie nie mogę powiedzieć tego samego. Podobali mi się i aktorzy (pokochałam Scotta od pierwszego wejrzenia) i ujęcia, ciekawy plot... Wszystko było w tej pozycji jak najbardziej na plus, dlatego mogę z czystym sumieniem przyznać, że ekranizacja przebija tutaj swój pierwowzór. 


4. Pretty Little Liars - Sara Shepard 
Czytałam tę książkę już chyba trzy lata temu, ale pamiętam jakby to było zaledwie wczoraj. Od około pięciu lat jestem wielką fanką serialu i mimo że faktycznie da się zauważyć spadek formy w ostatnich sezonach, brak tego klimatu, który towarzyszył nam od pilotażowego odcinka, to nadal bardzo lubię PLL i czuję do niego sentyment. Niestety muszę znów powiedzieć, że ekranizacja przebija książkę, bo nie podobał mi się za bardzo sposób jej prowadzenia.

3. Love, Rosie - Cecelia Ahern (RECENZJA)
"Love, Rosie" to pozycja dość znana w książkowej społeczności, z czego bardzo się cieszę, bo jest to jedna z moich ulubionych książek, a już na pewno ulubiona powieść romantyczna/new adult. Na film udałam się o dziwo do kina, co jest dziwne, bo rzadko kiedy chodzę do kina. Tutaj na szczęście mogę przyznać, że zarówno ekranizacja, jak i książka podobały mi się na równi i film zaliczam do tych, do których bardzo, ale to bardzo lubię wracać. Wiem, że niektórzy mówią nawet, że ekranizacja była lepsza, bo zajęła "mniej czasu". 

2. Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins (RECENZJA)
Chyba nie ma osoby, która by nie czytała, nie oglądała, albo chociaż nie słyszała o bardzo głośnej serii pani Collins. Ja osobiście czytałam dwie pierwsze części tej trylogii (nie wiem dlaczego, ale mam straszną blokadę przed sięgnięciem po ostatnią), ale filmy oglądałam wszystkie i muszę powiedzieć, że cały sztab specjalistów wykonał kawał fenomenalnej roboty. Przed czwartą częścią trochę się broniłam i długo jej nie oglądałam, ale kiedy w końcu to zrobiłam, muszę przyznać, że był sztos ;)

1. Harry Potter - J. K. Rowling (RECENZJA 1, 2, 3, 4)
Ta pozycja nikogo nigdy nie dziwi. Nie będę mówić, że książki przegrywają walkę z ekranizacją, bo tak nie jest. Traktuję te dwa zagadnienia kompletnie odrębnie i uważam, że obydwie są genialne na swój sposób. Filmy to jednak część mojego dzieciństwa i na pewno darzę je większym sentymentem niż ich pierwowzory, ale jestem w trakcie czytania całej serii i muszę powiedzieć, że są fenomenalne (ale to wszyscy wiemy, więc nie ma sensu powtarzać tego po raz kolejny).

sobota, 11 lutego 2017

#133 PRZEDPREMIEROWO - Całkiem obcy człowiek - Rebecca Stead

★★★★★★★★☆☆

Przyjaźń to faktycznie druga najsilniejsza więź, która może łączyć ludzi zupełnie odmiennych. Pierwszą, oczywiście, jest miłość. Ale czy te dwie rzeczy czasami się nie pokrywają? Czy osobę, którą darzymy głęboką przyjaźnią, nie obdarowujemy również miłością? Czy ktoś, kogo kochamy, nie powinien być naszym przyjacielem? Przyjaciele czasami ranią - ludzie, których kochamy, również. Ale wybaczenie to kolejna rzecz, która idzie w parze z tymi dwiema wartościami. Poznajcie "Całkiem obcego człowieka", książkę, w której znajdziecie mnóstwo przyjaźni, miłości i (przede wszystkim) wybaczenia. 

"Całkiem obcy człowiek" to historia trzech przyjaciółek, Bridge, Tabithy oraz Emily. Każda zmaga się z oddzielnym problemem, błądzi w poszukiwaniu samej siebie. Bridge nosi kocie uszy, nikt nie wie po co, próbuje zrozumieć, dlaczego wciąż stąpa po tym świecie po śmiertelnie groźnym wypadku i zastanawia się, czy kiedykolwiek poczuje w sercu muzykę na widok chłopaka. Tab jest młodą feministką, która zawsze zrozumie i pomoże, ale czasami gubi się w tym co robi. Em za to robi coś, czego raczej nie powinna i musi zmierzyć się z bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami. Dziewczyny razem próbują rozwiązać swoje problemy i wspierają się nawzajem, kierując się zasadą, którą wymyśliły jako małe dziewczynki - nigdy się ze sobą nie kłócić.

Od razu zacznę od tego, że nigdy w życiu bym nie pomyślała, że ta historia tak bardzo mi się spodoba. Po kilku dość ciężkich książkach, które przeczytałam w tym miesiącu, ta była jakby wybawieniem. Napisana jest w bardzo lekki sposób, czyta się niezwykle szybko dzięki krótkim rozdzialikom (naprawdę, przeczytałam w jeden dzień). Dodatkowo mamy tu wiele wątków pobocznych, które dodatkowo wzmagają naszą ciekawość i tyle bohaterów, że każdy znajdzie postać, z którą może się w jakimś stopniu utożsamić - w moim przypadku najbardziej Tab :)

Uwielbiam ciepłe historie skierowane głównie do mojej grupy wiekowej, ale ta młodzieżówka nie wpisuje się w ścisłe ramy tego gatunku. Nie, jest dużo, dużo lepsza od swoich "rywalek" - nie dostajemy tutaj oklepanych schematów, trójkącików czy Bóg wie czego, do tego nie jest ani trochę sztuczna, dialogi między bohaterami nieraz są tak śmieszne, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Coś, co również nie jest spotykane w młodzieżówkach - ma morał. Kłótnie czasami są potrzebne, musimy dać upust swoim negatywnym emocjom i pod żadnym pozorem nie dusić tego w sobie.

Warto jeszcze nadmienić, że książka posiada pewien aspekt, który chyba najbardziej podobał mi się w tej historii. Co kilka rozdziałów mieliśmy rozdział zatytułowany "Walentynki", który (w odróżnieniu od reszty) został napisany w drugiej osobie liczby pojedynczej. Mamy tutaj nutkę tajemnicy, nie do końca wiemy, w jaką postać się wcielamy, dlaczego robimy to co robimy i co się stało z jej grupą, która nagle się rozpadła. Na końcu dowiadujemy się wszystkiego i przyznam, wielkie pokłony w stronę autorki za wymyślenie takiego ciekawego wątku.

Jak już wspomniałam, sama kreacja bohaterów plusuje dla całej powieści. Dzięki nim, możemy z tej książki wyciągnąć ile się da, a każda postać wnosi coś do naszego życia. Pokochałam "wrogaciół" Jamiego i Alexa, a postać Adrienne była cudowna. To fantastyczne, jak każdy z nich miał swoje pięć minut, mogliśmy poznać ich historie. Naprawdę, jeśli szukacie czegoś lekkiego, co może chwycić was za serducho na moment, serdecznie polecam "Całkiem obcego człowieka" (Walentynki grają tu mniejszą lub większą rolę, także może warto zapoznać się z nią właśnie 14 lutego :)

Autor: Rebecca Stead
Tłumaczenie: Krystyna Kornas
Oryginalny tytuł: Goodbye Stranger
Data wydania: 15.02.2017
Strony: 328

Za możliwość przedpremierowego przeczytania tej pozycji dziękuję wydawnictwu IUVI :)

czwartek, 9 lutego 2017

#132 Słowik - Kristin Hannah

Przepraszam za niską jakość zdjęć, ale było ciemno, a ja koniecznie musiałam zrobić zdjęcie :(
★★★★★★★★☆☆

Nauka mówi, że na nasz charakter wpływa nieskończenie wiele czynników. Chłoniemy je we wczesnym dzieciństwie i nawet najmniejsze rzeczy mają kluczowe znaczenie. Geny również grają tutaj dużą rolę - jednak jak wyjaśnić to, że bliźniaki jednojajowe, choć identyczne na zewnątrz, mają zupełnie inne usposobienie? Jak to możliwe, że rodzeństwo, posiadające podobne geny i dorastające w tym samym środowisku mogą być tak różne? Cóż, mogą. Poznajcie Vianne i Isabelle.

Siostry Rossignol nie miały łatwego życia. Fakt, dorastały w cudownej atmosferze domowego zacisza, otulone ramieniem troskliwej matki i zabawiane przez kochającego ojca. Lecz domowa sielanka skończyła się wraz z momentem, kiedy bicie serca ich matki ustało. Zrozpaczony ojciec, który popadł w alkoholizm, nie chciał mieć do czynienia z dziećmi, więc oddał je na wychowanie pewnej kobiecie. Vianne, jako starsza, starała się oszczędzić młodszej siostrze cierpień i zastąpić jej obojga rodziców, ale na próżno. Kiedy dorastały, ich charaktery stały się diametralnie różne - Vianne była spokojna, chciała tylko być ze swoim ukochanym, Antoinem, w dodatku oczekiwała dziecka. Isabelle była za to porywcza i buntownicza, pragnęła być w życiu kimś. Ale kim jesteśmy naprawdę - to pokazuje nam tylko wojna.

Wkrótce będą musiały nauczyć się żyć innym życiem i przekonać same siebie, że dadzą radę i zrobią wszystko w swojej mocy, aby przeżyć. Nie wiedzą nawet, jakie będzie to trudne, kiedy na każdym rogu spotykają niemieckie czapki z czaszką budzącą odrazę i przerażenie. Każda z nich pokazuje, jak ludzie radzili sobie z okupacją. Byli ludzie, jak Vianne, którzy woleli siedzieć cicho, znosić to w milczeniu i czekać na lepsze czasy. Ale byli też tacy, jak Isabelle, którzy nie dopuszczali do siebie myśli o kapitulacji Francji, chcieli wyzwolić się z rąk okupantów i dołączyć do ruchu oporu. 

Autorka ma świetny styl pisania, to trzeba jej przyznać. Niestety, nie mogę powiedzieć, że ta pozycja mnie zachwyciła. Mimo dobrego języka, zabrakło mi tutaj tego historycznego podłoża. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo trafnie Kristin Hannah opisała w "Słowiku" realia wojny, wyczekiwanie w kolejkach z kartkami w ręku i wrzucanie ulotek propagandowych za podszewkę płaszcza, ale zabrakło mi tam... świata. Wszystko kręciło się wokół dwóch bohaterek, przez co świetnie opisaną mieliśmy trudną, siostrzaną relację, ale zabrakło mi opisów, jak radzili sobie inni, jak to wyglądało dokładniej. Może jestem odrobinę zbyt surowa, bo po "Świetle, którego nie widać" i "Jeźdźcu miedzianym" poprzeczka dla powieści historycznych jest ustawiona u mnie bardzo wysoko.

Bardzo podobała mi się za to kreacja bohaterów i relacje pomiędzy nimi. W "Słowiku" było to ukazane w bardzo dojrzały sposób, nie były idealne, ale zawsze w stu procentach prawdziwe. Do tego ten wątek miłosny, który był tylko chwilkę, przysporzył mi motylków w brzuchu, a to rzadkość. Generalnie wszystko bardzo mi się podobało, ale (na pewno mnie zrozumiecie!) zabrakło mi "tego czegoś", co urzekło mnie w "Świetle". Tak, niestety, każdą fikcję historyczną porównuję do tego, ale musicie mi wybaczyć! :)

Autor: Kristin Hannah
Tłumaczenie: Barbara Górecka
Oryginalny tytuł: The Nightingale
Data wydania: 12.10.2016
Strony: 560