środa, 24 czerwca 2015

#9 "W 80 dni dookoła świata" - Juliusz Verne

Tytuł: W 80 dni dookoła świata
Autor: Juliusz Verne
Tłumaczenie: ?
Ilość stron: 148
Cena: ?
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ocena: 5/10
Wyzwanie wzrostu: 1 cm






Jan Obieżyświat, mimo swojego nazwiska, szukał chlebodawcy, który będzie prowadził osiadły tryb życia. Nie chciał znowu trafić na dziwaka, który nic, tylko będzie podróżował. Cóż, szkoda, że trafił Phileasa Fogga. Angielski dżentelmen wydawał się być normalnym mężczyzną, o ile normalny mężczyzna wychodzi tylko raz dziennie w określone miejsce, jego woda do golenia musi zostać podana równo o dziewiątej trzydzieści siedem, a poprzedniego lokaja zwolnił, bo owa woda była o trzy stopnie za chłodną. Obieżyświatowi to jak najbardziej odpowiadało, bo miał pewność, że panu Foggowi nie zachce się z dnia na dzień dalekich podróży. Nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił. Otóż Phileas Fogg założył się z przyjaciółmi z klubu, że dokładnie drugiego października rozpocznie swoją podróż dookoła świata, którą zakończy dwudziestego pierwszego grudnia. W międzyczasie zostaje obrabowany bank, a, sławna już, podróż Fogga i jego sługi wydała się dziwna pewnemu agentowi policyjnemu o nazwisku Fix. Jakby chcieli uciec od odpowiedzialności za przestępstwo.

Tak więc książka opowiada historię, jak już się dowiedzieliśmy, podróżnika. Jest to człowiek bardzo dokładny i pedantyczny, co mogłoby nas do niego zrazić, ale wcale tak nie jest. Podczas trwania ich przygody, dowiadujemy się, jak wielkie serce ma Fogg, na przykład kiedy chce uratować pewną Hinduskę przed spaleniem na stosie pogrzebowym. Jednak coś zraziło mnie w tej książce, uraz, który pewnie ma każdy z nas. Miałam nieomylne wrażenie, że czytam lekturę szkolną (to chyba jest/była lektura, tak mi się wydaje), jak np. Robinsona Crusoe. I przyznam, trochę ciężko się czytało.

Mam dość dziwne "porachunki" z tym autorem, ponieważ Juliusza Verne poznałam już w podstawówce, kiedy to wygrałam szkolny etap konkursu j.polskiego. Dostałam się na rejon i co mnie tam spotkało? Oczywiście lektury, które trzeba znać. Wśród tych była również powieść Juliusza Verne "20 000 mil podmorskiej żeglugi". Dostałam ją od pewnej pani i zaczęłam czytać, ale po pewnym czasie rzuciłam nią w ścianę i poszłam czytać streszczenia (jedyne wybawienie na takich konkursach). Uważam jednak, że ta książka jest o wiele lepsza od 20 bla bla bla. Tym lepiej mi się ją czytało, bo jako dziecko miałam na płycie tą bajkę, wiecie, z tym takim... lwem? W każdym razie nazywała się "W 80 dni dookoła świata z Willym Foggiem. A ja nawet nie wiedziałam, że ta książka leży gdzieś w odmętach biblioteczki (bardzo skromnej) mojego brata...

Podsumowując? Pój na pół. Nie zrobiło szału, ale jak na lekturę (którą czytam z własnej woli!) ujdzie. 

Książka bierze udział w akcji BOOKATHON, DZIEŃ 3 "Przeczytaj książkę z gatunku, po który sięgasz najrzadziej."

3 komentarze:

  1. Ze wstydem przyznaje, że nigdy tego nie doczytałam do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po tę książkę, choć przyznam szczerze, że naprawdę chciałam to zrobić! :) Może jeszcze uda mi się to nadrobić. ;)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam to chyba w podstawówce :D

    Zapraszam na nowy post z pomysłami na udane wakacje! Jeśli Ci się spodoba będzie mi bardzo miło, jeśli skomentujesz i zaobserwujesz mój blog. :)
    alexandrak-blog.blogspot.com KLIK!



    OdpowiedzUsuń