piątek, 31 lipca 2015

#16 Lipcowy book haul

Cześć!

Dziś już niestety ostatni dzień lipca, co oznacza, że już za równiutki miesiąc wracamy do szarej codzienności - szkoły, pracy i udawania, że się uczymy, kiedy za podręcznikiem od fizyki (ugh -,-) czytamy ukradkiem książkę do zrecenzowania. Mimo wszystko mamy jeszcze cały sierpień do wykorzystania i mam nadzieję, że wykorzystacie go jak najlepiej!


1. "Dary Anioła: Miasto Popiołów" - Cassandra Clare, Tę książkę kupiłam w normalnej cenie przy okazji pobytu w księgarni na początku lipca - Recenzja
2. "Rywalki" - Kiera Cass, Książka z zamówienia na Aros.pl, za którą zabrałam się jako pierwszą. Kupiona po bardzo okazyjnej cenie - Recenzja
3. "Czas żniw" - Samantha Shannon, Cudowna książka, której skończyłam już pierwszą połowę. Również z zamówienia na Arosie.
4. "Szklany Tron" - Sarah J. Maas, Arooooos.
5. "W pierścieniu ognia" - Suzanne Collins. Jestem wielką fanką pierwszej części, mam nadzieję, że ta część spodoba mi się jeszcze bardziej ;) Zgadnijcie co? Aros.
6. "Akademia Wampirów" - Richelle Mead. Czytałam baaardzo dawno temu, strasznie mi się podobała, ale nie miałam swojego egzemplarza. Kupione nad morzem za połowę ceny.
7. "W szponach mrozu" - Richelle Mead. j.w.
8. "Pocałunek cienia" - Richelle Mead. j.w.
9. "Przysięga krwi" - Richelle Mead. j.w.

To już wszystko, co udało mi się upolować w lipcu. Mam nadzieję, że jutro uda mi się wstawić Wrap up, TBR i podsumowanie lipcowego TBR. 

+ Czy tylko ja czytam pierwszą część Harry'ego Potter'a i urządzam sobie maraton filmowy? Wszystkiego najlepszego Harry!

wtorek, 28 lipca 2015

#15 Rywalki - Kiera Cass


Tytuł: Rywalki
Autor: Kiera Cass
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Ilość stron: 333
Cena: 37,90
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10
Wyzwania: 3 cm, Ma tylko jedno słowo w tytule



Na początku chciałam zaznaczyć jedną rzecz - okładka jest P R Z E P I Ę K N A. Może to trochę dziwne, ale kiedy patrzyłam, jak inni zachwycają się tą okładką mówiłam "No, fajna, ale szału nie ma". Jednak kiedy książka trafiła w moje ręce po prostu zaniemówiłam. Widziałam kulisy powstawania jej, a sam pomysł na zrobienie osobnej sesji do okładki był świetny. Dobrze, że polska okładka została oryginalna, bo to niesamowicie buduje klimat.

America Singer jest Piątką. Chodzi czasami głodna, ale nie jest najgorzej. W nie lepszej sytuacji jest Aspen, tajemniczy ukochany Ami. Jest Szóstką i zapracowuje się na śmierć. Dziewczyna wie, że jej matka wyrzuciłaby ją na ulicę, słysząc, że chce poślubić mężczyznę niższej klasy, więc ukrywają swój związek. Wkrótce ogłoszone zostają Eliminacje. Do udziału namawiają Mery rodzice, jak i Aspen. Jest to szansa na lepsze życie dla całej rodziny, bo kiedy wygra, będzie Jedynką. America zgadza się, choć niechętnie. Poznaje Maxona, którego wcześniej uważała za sztywniaka, ale nie może przestać myśleć o swojej pierwszej miłości, którą zostawiła w domu.

Polubiłam naprawdę Ami, bo wydawała się być taką silną i nieugiętą postacią. Nie chciała tej korony, a na Eliminacje poszła, żeby pomóc finansowo swojej rodzinie. To dowodzi, że bardzo zależało jej na bliskich i na ich szczęściu, nawet jeśli miała poświęcić swoje. Jednak do końca powieści pozostałam niezdecydowana w jednej kwestii, zapewne wiecie, jakiej - Maxon czy Aspen? Oczywiście, Maxon, książę, zamek - heloł! Kto by go nie kochał? No ale Aspen... jest taki troskliwy w stosunku do Americi i taki kochany, że po prostu nie idzie go nie kochać. Ale którego wybrać?

Książka jest naprawdę dobra, ale nie rozumiem tego całego szału, który ją otacza. Nie ma w tym nic specjalnego, choć fakt, fabuła jest naprawdę dobra. Może to chęć powrotu do dzieciństwa i poczucia się jak księżniczki? Ja jak księżniczka się nie poczułam, ale i tak enjoyowałam się lekturą.

Styl pisania Kiery Cass jest prosty i przewidywalny, co niestety mnie nie ucieszyło. Niby fajnie, jak język jest przystępny i nie musimy co chwila sięgać po słownik, ale trochę więcej epitetów, porównań czy metafor nie zaszkodziłoby. To w dużej mierze przyczyniło się do tego, że książeczka jest lekka i nieprzejmująca, choć mamy tu elementy "małej" wojny. Na zamek dość często napadają rebelianci, którzy chcą obalić system monarchii.

Postaci, których nie lubiłam? Oczywiście Celeste! Tak mnie wkurzała, że chciałam wskoczyć do książki, podrzeć jej wspaniałą sukienkę i rozwalić fryzurę, wrócić i czytać dalej. Była wstrętną manipulantką, a kto lubi takie osoby? Prócz Celeste nie znienawidziłam żadnej z kandydatek do korony. Jednak z żadną postacią się nie zżyłam, prócz Americi, Aspena i Maxona oczywiście. Kurczę, ta książka naprawdę zlasowała mi mózg! Nie mam zielonego pojęcia, którego wybrać, jaką ocenę wystawić i czy faktycznie się w nią wkręciłam.

Wybaczcie, że recenzja taka krótka i chaotyczna, ale jestem tak zmęczona, że nie wyrabiam. Chciałabym również zaznaczyć, że tę książkę skończyłam 14.07, ale był to tak smutny, żałosny i zabiegany tydzień, że ostatnie o czym myślałam, to napisanie recenzji. Słowem zakończenia, książka podobała mi się, ale nie byłam nią tak oczarowana, jak to wszyscy mówili. Styl pisania Kiery Cass jak mówiłam, na moje, jest za prosty, ale i tak przyjemnie się czytało. Polecam wszystkim i kiedy skończę te wszystkie zaległe książki, które mam do przeczytania, na pewno zabiorę się za "Elitę".

wtorek, 21 lipca 2015

#14 Skazani - Alice Hill

Tytuł: Skazani
Autor: Alice Hill
Tłumaczenie: -
Ilość stron: 577
Cena: 42,00
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 8/10
Wyzwania: 4 cm, Została wydana w 2015







Powiem wam szczerze, że zastanawiałam się, czy ta książka w ogóle powinna podlegać ocenie. Tak cholernie namieszała mi w głowie, że nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam. Raz miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę, bo tak niemiłosiernie mnie nudziła, a chwilę później patrzę na strony i zdaję sobie sprawę, że przeczytałam już 150 stron, bo tak mnie wciągnęła. W jednej chwili uważałam, że Asmund jest jedynym chłopakiem, z którym główna bohaterka mogła się spotykać, a później tak potwornie chciałam, żeby znowu spotkała się z Adanem... Ugh!

Thilli Carroll to zupełnie normalna nastolatka, tylko że bez przyjaciół. Chodzi do katolickiej szkoły dla dziewcząt i jedyne czym się przejmuje, to wybór piosenki, która ma jej towarzyszyć przy drodze powrotnej do domu. Jednak tym razem, kiedy wraca do domu, nie zastaje swojej matki jak zwykle czytającej kolorowe magazyny czy sprzątającej. Znajduje ją za to na kuchennej podłodze, całej we krwi. Po tych wydarzeniach Thilli i jej ojciec przeprowadzają się do nowego miasta. Idzie do nowej szkoły i poznaje przesympatyczną Zoey oraz nieco skrytego Alana. Na jej drodze staje też dwójka niezwykle przystojnych chłopców: Adan i Asmund. Co zrobi, jeśli dowie się, co tak naprawdę stało się z jej matką? I co starała się przekazać głównej bohaterce siostra Annabeth, która zginęła w surrealistycznych okolicznościach? 

Nie wiem dlaczego, ale miałam na początku wrażenie, że styl pisania pani Alicji jest jakiś taki studencki. Później jednak autorka się rozkręciła i pisała naprawdę fajnie. Muszę tu dać plusa, bo takiego stylu pisania raczej jeszcze nie doświadczyłam, a oryginalność u pisarza to coś, co już dawno niestety zanikło. Mam ostatnio wrażenie, że nie ważne, co czytam, pisane jest to niemal identycznym językiem, prostym i trochę banalnym (no, może nie mam takiego wrażenia przy Kingu czy pani Shannon). Tu jednak spotkałam się z dużą ilością słów bardzo wyszukanych, ale nie sprawiało to, że powieść czytało się trudno.

Mimo wszystko muszę jednak przyznać, że widać, że to debiut. O ile warsztat pisarski jest na wysokim poziomie, to rozwijanie akcji nie przypadło mi do gustu. Książka liczy sobie prawie 600 stron, a mam wrażenie, że akcja rozgrywa się tylko i wyłącznie na dwudziestu ostatnich stronach. Niby było dużo tajemnic, zagadek, ale kompletnie mnie one nie zaintrygowały i po kilku zdaniach po prostu o nich zapominałam. Do tego ta kłótnia Zoey i Thilli, w której w moim odczuciu wcale nie było powodu do kłótni. Och, nastolatki i ich hormony... Mimo wszystko bardzo fajnym pomysłem była zmienna perspektywa, bo mogliśmy się dowiedzieć, jakie odczucia co do zaistniałych sytuacji mają inni bohaterowie. 

Nie mogłabym nie wspomnieć o cudownych ilustracjach (autorstwa pani Marty Kreczmer), które zdobią tę książkę. Naprawdę, wszystkie obrazki zostały przemyślane i nie są "od czapy", a nawiązują do kolejnych rozdziałów, rodząc w czytelniku ciekawość, co będzie dalej i co oznaczają te ilustracje. Kolejny plus!

Co jednak muszę zaznaczyć to czcionka, która jest wkurzająco mała, ale podejrzewam, że gdyby była większa i ilość stron by się zwiększyła, a to kompletnie zniechęciłoby do czytania, gdyby książka miała 800 stron, prawda?

Na początku bardzo wnerwiały mnie postacie Thilli, Zoey, Asmunda, Adana i pana Carrolla, czyli prawdopodobnie wszystkie postacie pierwszo/drugoplanowe. Mimo to nie zniechęciło mnie to do czytania i postawiłam sobie cel, że przeczytam tę opasłą cegłę do końca, choćby nie wiem co. Z czasem jednak uznałam, że Thilli jest po prostu sarkastyczna i ironiczna, a ja sama taka jestem, więc jak mogłabym nie lubić swoich ludzi? Nie przepadam też za takimi "cukierkowymi" postaciami, a taka w moim odczuciu była Zoey, kiedy pokłóciła się z Thilli już w ogóle przestałam ją lubić. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do niej i już nie wydawała się taka denerwująca. Asmund pozostał do końca osobą, której nie trawię, bo tak to właśnie jest w trójkątach miłosnych. Musisz wybrać, czy jesteś Team Sylvain, czy Team Carter, shippujesz Delenę czy Stelenę, wolisz Edwarda czy Jacoba. Kiedyś musisz się określić.

Mimo wszystko książkę uznaję za wartą przeczytania, choć akcja leci na łeb na szyję dopiero pod sam koniec. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać drugi tom, bo zakończenie było tak cudowne i zaskakujące, że nie wyobrażam sobie, żeby w moje ręce nie wpadł zbiór kolejnych przygód Thilli i rozwiązanie tych wszystkich zagadek.

Książkę miałam okazję przeczytać przy okazji Book Tour'u organizowanego przez Izę :) Bardzo dziękuję również autorce, bo z tego co się orientuję, książka ma wrócić do niej. Kawał naprawdę dobrej roboty!

sobota, 11 lipca 2015

#13 Liebster Blog Award #1 i #2

Na dzisiaj mam dla was dwie nominacje do Liebster Blog Award! Zapraszam i dziękuję za zaproszenie do zabawy!

Pytania od xtheisabellex


1. Film, czy serial na podstawie książki?
To naprawdę zależy. Staram się nie oglądać aż tylu seriali na podstawie książek, ale oczywiście i takie się zdarzają. Z tego, co zauważyłam, serialami, które oglądam, a są na podstawie książek, są Pamiętniki Wampirów, Pretty Little Liars, Outlander, Gra o Tron i Orange is the new black. PW próbowałam przeczytać, ale jakoś nie wgryzłam się w tę historię, choć serial ubóstwiam. Inaczej jest w przypadku PLL, bo i książka (na razie tylko pierwsza część) i serial bardzo mi się podobały, mimo wszystko jednak wolę serial, bo oglądam już od około trzech lat i jest mi o wiele bliższy. Do OITNB jakoś mnie nie ciągnie, Martin chyba dość trudny (I tak przeczytam prędzej czy później), a seria pani Gabaldon mam zamiar ugryźć ;)

2. W świecie której książki chciałbyś się znaleźć?
Myślę, że każdy odpowiedziałby tak samo - Harry Potter! Czyż to nie wspaniałe, móc unosić się w powietrzu na miotle i przywołać jakiś przedmiot za jednym machnięciem różdżki? Chociaż zastanawiam się nad światem Nocnych Łowców... Nie, Harry wygrywa!

3. Dekorujesz swój pokój nawiązując do książek/filmów?
Niestety nie, za bardzo nie mam takiej możliwości :C

4. Wolisz kupować ubrania, czy książki?
Pytanie akurat dla mnie, bo od jakiegoś czasu mam z tym istny dylemat. Nie lubię wypożyczać książek, bo kiedy mam jakąś na półce na stałe, wiem, że ją przeczytałam, a o takiej z biblioteki mogę zapomnieć. Nienawidzę prosić rodziców o dodatkowe pieniądze na ciuchy, co pogarsza sprawę...

5. Czy jest taka rzecz, której nie żałujesz, że zrobiłeś mimo, że wszyscy ci odradzali?
Myślę, że jest to błahostka, ale pewnie wybór języka w gimnazjum. Wszyscy mówili mi, żebym poszła na niemiecki, bo więcej ludzi mówi w tym języku, szkoły nie oferują języka, który mam zamiar wziąć, ja jednak uważałam, że niemiecki jest strasznie ciążki i brzydko brzmiał, więc poszłam na rosyjski. Okazało się, że z niemcem nikt sobie nie daje rady, a ja tu piąteczka z ruska :D

6. Twój ulubiony napój?
Herbata, najlepiej miętowa. Albo orzechowe cappuccino ♥

7. Jesz/pijesz podczas czytania?
Akurat wtedy głodnieję :)

8. Czy kiedykolwiek nazwałeś lub chciałeś nazwać zwierzę po bohaterze z książki/filmu?
Mój pies miał mieć na imię Alex Finnick II, ale okazało się, że ma już imię :C

9. Twój ulubiony gatunek książki?
Nie mam ulubionego. Najczęściej sięgam po Young Adult, fantastykę i romanse, ale nie ograniczam się do jednego ulubionego gatunku ;)

10. Czy kiedykolwiek poznałeś kogoś przez internet z kim utrzymujesz kontakt?
Nie, ale zauważyłam, że teraz robi się to coraz bardziej popularne. Nie mam nic do internetowych znajomości, ale zakładanie grup na Facebook'u "Szukam internetowej przyjaciółki" jest trochę żałosne.

11. Odżywiasz się zdrowo, czy raczej jesz to, na co masz ochotę?
Chyba na to, na co mam ochotę, ale nie jest tak, że na okrągło jem same niezdrowe rzeczy. Akurat tak się składa, że fastfoodów za bardzo nie lubię, a na słodycze nie mam zwykle aż takiej ochoty ;)

Pytania od Julia 111

1. W jakim miejscu i o jakiej porze najczęściej czytasz?
Czytam najczęściej wieczorami lub nocami, bo wcześniej nie mam czasu. Moim ulubionym miejscem jest zdecydowanie moje łóżko, czyli od normy nie odbiegam ;)

2. Wolisz kupować czy wypożyczać książki?
Kupować, zdecydowanie! Mimo, że nie działa to dobrze na mój portfel (cierpi na anoreksję...) to jednak uwielbiam to uczucie, kiedy wychodzę z księgarni z nową książką i mam to uczucie, że ten egzemplarz jest tylko mój, mogę go przeczytać kiedy chcę i nie mam narzuconego terminu, bo ktoś tam na nią czeka. 

3. Co sądzisz o lekturach szkolnych?
3 razy nie, do widzenia. Tak serio, myślę, a nawet wiem, dlaczego większość uczniów nie czyta lektur. Muszę się nawet przyznać, że ja też dużo lektur nie czytam. Oczywiście, niektórzy po prostu sobie olewają i mają centralnie gdzieś, ale mówię teraz o uczniach w miarę obowiązkowych, którzy chociaż próbują się wziąć za tych "Krzyżaków". Chodzi mi o to, że wielu ludzi po prostu odrzuca samo słowo "lektura". A jak dodajemy "obowiązkowa" to już w ogóle. Sama na swoim przykładzie to wiem - mieliśmy przeczytać "Anię z Zielonego Wzgórza" Lucy M. Montgomery. Ok, dwa tygodnie, spoko. Dam radę. Nie dałam rady, bo książka została mi narzucona. A może nie lubię akurat takiego gatunku? Chciałam zrobić eksperyment, więc przeczytałam jeszcze raz, sama dla siebie. Przeczytałam w jeden/dwa dni, bardzo mi się podobało, bo wiedziałam, że potem nie muszę pisać kartkówki ze znajomości. Dlatego tuż przed zakończeniem roku poprosiłam nauczycielkę polskiego o listę lektur na następny rok szkolny i zamierzam poczytać sobie trochę w wakacje, wiedząc, że nie będę musiała czytać tego na określony termin. Oczywiście, rozumiem, że "Lalka", "Krzyżacy" czy "Romeo i Julia" to już zabytki polskiej kultury, czy zagranicznej, jak w przypadku ostatniego przykładu, ale po co mi czytać "Karolcię" czy "Opium w rosole" (nie mam nic do pani Musierowicz, bardzo lubię C:) Dużo bardziej podoba mi się podejście do literatury w Stanach Zjednoczonych. Czytałam kiedyś o lekturach właśnie w USA. Nauczyciele dawali fragmenty do czytania i uczniowie czytali fragmenty, o których później dyskutowali. Oczywiście wiem, że takie omawianie zajmuje dużo więcej czasu, ale dużo bardziej by mi się to podobało.

4. Jaką książkową parę najbardziej lubisz?
Jlary (lub Clace xd), Solder, Ralex (hah), Patniss (ale lepsza Keeta :P) i duuuużo innych :)

5. Częściej czytasz książki napisane przez mężczyznę czy kobietę?
Patrząc na moją biblioteczkę, przeważają autorki, ale dla mnie to obojętne, o ile książka jest dobra ;)

6. Jaka książka zmieniła w jakiś sposób Twoje życie?
Myślę, że (banalne) "Igrzyska Śmierci", "Love, Rosie" i "Zwierzenia Georgii Nicolson". Igrzyska uświadomiły mi, jak może kiedyś wyglądać nasz świat, a dystopia, coś, o czym pisze się książki, spekuluje i opowiada, może stać się teraźniejszością. Uświadomiła mi też realia wojny, głodu i jak system może poniewierać ludźmi. "Love, Rosie" nauczyła mnie, co to miłość. I nie rzucam słów na wiatr, bo na prawdę pokazała mi, jak powinna ona wyglądać. A "Zwierzenia Georgii Nicolson", które czytałam w podstawówce, po prostu sprawiły, że pokochałam książki i tak zmieniły moje życie.

7. Jakie seriale oglądasz?
Spróbuję je skatalogować właśnie tutaj, ale nie wiem, czy mi się to uda xD 
Gra o Tron, Teen Wolf, Pamiętniki Wampirów, Pretty Little Liars, Outlander, Suits, Once Upton a Time, Orange is the new black, Faking It, The Originals :)

8. Co, oprócz czytania, lubisz robić w wolnym czasie?
Oglądam seriale, a tak to się uczę ;) Jeśli chodzi o wakacje, to najczęściej czytam, oglądam seriale, czytam, wychodzę na rolki, czytam itp. 

9. Jakiej premiery filmowej najbardziej wyczekujesz?
"Kosogłos cz.2". Czy tylko ja nie mogę się doczekać listopada?! 

10. Ile książek liczy Twoja biblioteczka?
Nie liczę, coś koło setki :-) Na razie mało, ale cały czas "zbieram" :P

11. Co jesz/pijesz podczas czytania?
Lubię chrupać, więc najlepiej orzeszki ziemne w jakiejś skorupce. Pić lubię jogurty pitne, herbatę miętową, cappuccino orzechowe, wodę lekko gazowaną i sok marchewkowy :)

Nie mam czasu, więc nikogo nie taguję. Recenzja "Percy'ego Jackson'a" jednak się nie ukaże, bo nie mogę przebrnąć przez tę książkę. Za to moje zamówienie na arosie już się wysyła, więc bądźcie czujni! Ja jestem meeega podekscytowana, bo w paczuszce są książki, które naprawdę długo chciałam przeczytać ;)

wtorek, 7 lipca 2015

#12 Dary Anioła: Miasto Popiołów - Cassandra Clare


Tytuł: Dary Anioła: Miasto Popiołów
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Ilość stron: 442
Cena: 35,00
Wydawnictwo: MAG
Ocena: 7/10
Wyzwania: 3,1 cm, Autor pod pseudonimem 








Pewnie pamiętacie, jak zachwycałam się pierwszą częścią tej serii, czyli "Dary Anioła: Miasto Kości". Bardzo spodobał mi się prosty, lecz nie banalny styl pisania pani Clare, a losy Jace'a i Clary bardzo mnie zainteresowały. Chciałabym móc powiedzieć, że druga część mnie nie zawiodła, była tak samo dobra, jak pierwsza, ba, nawet lepsza. Ale nie mogę. Totalnie zawiodła mnie, choć nawet nie wiem dokładnie, dlaczego tak bardzo mi się nie podobała. Zgaduję, że składało się na to sporo czynników, których po prostu nie jestem w stanie zdefiniować. Przechodząc jednak do sedna, chciałabym dokończyć tę serię, bo doskonale wiem, że w każdych seriach są tomy lepsze i gorsze, a skoro "Miasto Kości" tak mnie zachwyciło, dlaczego autorka nie może mnie zachwycić "Miastem Szkła"?

Clary Fray, po wydarzeniach z pierwszego tomu serii "Dary Anioła" ma zamiar na powrót odnaleźć się w nowojorskiej codzienności. Każdą wolną chwilę spędza ze swoim najlepszym przyjacielem Simonem, który po wyznaniu miłości Clary, bierze sprawy w swoje ręce. Jeśli już o nim mówimy, nie czuje się on najlepiej, nie wiadomo nawet z jakich powodów. Tymczasem Jace, jak to Jace, pakuje się w kłopoty - zadziera z wilkołakami i Inkwizytorką, która Jace'a chce krótko mówiąc udupić. Poznajemy Maię, młodą likantropkę, która ma słabość do Simona, ale, jak się okazuje, nie mogą być razem. Dlaczego? Tego dowiecie się czytając "Miasto Popiołów". Ale gdzie Valentine? Bez niego nie ma książki! No więc nasz kochany tatuś Morgenstern, moi mili, szykuje dla nas coś wielkiego i demonicznego!

Nie wiem, dlaczego, ale miałam wrażenie, że ta część była zupełnie inaczej pisana. Nie oceniam tu, lepiej, czy gorzej, po prostu inaczej. W inny sposób autorka opisywała sytuacje, bohaterów, a książkę okalał zupełnie nowy klimat. Może książka nie była aż tak zła, ale mi ten klimat najzwyczajniej w świecie nie podpasował. Byłam bardzo optymistycznie do tej książki nastawiona i może był to mój błąd, bo miałam dużo większe wymagania co do tej części. Autorka zaczęła wiele wątków, jak Simon, który jako Nocne Dziecko może chodzić w słońcu, ale kompletnie nie wiemy, dlaczego. Mamy też znamię Jace'a, które rozpoznała Inkwizytorka, ale w chwili kiedy miała to wyjaśnić... umarła. Wyszeptała Jace'owi coś do ucha, ostatnim tchnieniem, ale (oczywiście) nie wiemy co. Zmusza to do przeczytania kolejnych tomów, na co szczerze powiedziawszy nie mam w tej chwili ochoty. 

     Bohaterów nie zostawiam w spokoju, niestety. W "Mieście Popiołów" szczególnie irytowali mnie Simon i Clary. Główną bohaterkę szczególnie ceniłam i lubiłam, za to, że potrafiła się odnaleźć w tak nieprawdopodobnej sytuacji i miała na tyle odwagi, żeby sprzeciwić się Valentine'owi. Może irytowała mnie dlatego, że jestem w Team Jace i to się nigdy nie zmieni, a ona nie odepchnęła Simona, kiedy ją pocałował. Może nie było tutaj biadolenia "którego wybrać", ale i tak niewiarygodnie wkurzało mnie to, że brnęła w ten dziwny związek i nie powiedziała Simonowi, że nic  do niego nie czuje, dalej wodząc go za nos. No, może chciała zapobiec rozpadowi ich wieloletniej przyjaźni, ale czy to nie lepsze, niż trwanie w związku, który nie ma prawa przetrwać?

Podobała mi się tu najbardziej ta aura tajemniczości. W prologu dostajemy od autorki coś, co tylko zachęca nas do dalszego czytania. Mianowicie, mamy tam sytuację, kiedy Valentine używa młodego czarownika do wezwania bardzo potężnego demona. W środku książki dochodzi do zabójstwa Cichych Braci, którzy strzegą pewnego miecza, jednego z Darów Anioła, który zostaje wykradziony przez Morgensterna. Do jakich celów go potrzebuje? Książka, mimo wszystkich tych na pozór ciekawych wątków, jak przemiana Simona, ten tajemniczy rytuał. opowieść nie wywołała we mnie jakiś specjalnych emocji. Pamiętam, jak w pierwszym tomie, razem z Clary przeżywałam stratę jej matki i sama chciałam tam wejść i skopać Valentine'owi dupsko. A tutaj? Kompletnie nic. Myślę, że to był swego rodzaju eksperyment ze strony pani Clare, chciała sprawdzić, czy ten sposób pisania i opisywania jest lepszy od poprzedniego. No cóż, nie jest. Ciarki na plecach miałam tylko wtedy, kiedy królowa faerie na Jasnym Dworze kazała Jace'owi pocałować Clary SWOJĄ SIOSTRĘ. Czy tylko ja uważam, że opieka społeczna powinna się tym zainteresować?

Początek kompletnie do mnie nie przemówił. Co chwile mieliśmy te gwiazdki, które wychodziły mi już uszami, oddzielające różne wydarzenia. A to mieliśmy Clary i Simona, jak oglądają japońskie kreskówki, gwiazdki i Jace'a, który wdaje się w bójkę w pubie dla wilkołaków. Niesamowicie mnie to denerwowało i tylko czekałam na moment, kiedy Clary w końcu pojedzie do Jace'a i klepnie go w twarz, żeby się opamiętał. Końcówka podobała mi się dużo bardziej, bo pozostawiała dużo do wyczekiwania. Na serio, nie wyobrażam sobie, kiedy ktoś czytał na bieżąco, czyli czytał drugi tom zaraz po wydaniu, dostał informację, że Clary może wybudzić mamę ze śpiączki, ale musi znaleźć antidotum, i spokojnie czekał ten rok czy dwa, aż wyjdzie "Miasto Szkła".

Recenzja wyszła mi dość obszerna, więc kończę krótkim podsumowaniem. Drugi tom rozczarował mnie, ale i tak mam zamiar sięgnąć po "Miasto Szkła". No cóż, może nie teraz, ale kiedyś na pewno. Chociaż nie sięgnę po niego tak ochoczo, jak sięgałam po "Miasto Popiołów". Czytałam recenzje, że następne tomy są lepsze, więc się nie zniechęcam. Mam nadzieję, że dotrwaliście ze mną do końca tej zdecydowanie przydługiej recenzji. I zaznaczam, że następną recenzją będą albo "Skazani" Alice Hill albo "Percy Jackson". Wyczekujcie!

czwartek, 2 lipca 2015

#11 Dotyk Julii - Tahereh Mafi


Tytuł: Dotyk Julii
Autor: Tahereh Mafi
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Ilość stron: 330
Cena: 34,90
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10
Wyzwania: 2,4 cm, Główny bohater ma na imię na tę samą literę co ja






Tę pozycję na pewno już dobrze znacie. Dotyk Julii to debiutancka powieść amerykańskiej pisarki Tahereh Mafi. Książka zdobyła uznanie i rzesze fanów dzięki świetnemu stylowi pisania, dobrymi rozwinięciami wątków, jak i bardzo pomysłową fabułą. Szczerze powiem, że nigdy nie dowiedziałabym się o tej książce, gdyby nie booktube i książkowa blogosfera. I kiedy ją lepiej poznałam, nie miałam ochoty po nią sięgać, ale zrobiłam to, na rzecz Bookathonu (którego do końca nie udało mi się niestety doprowadzić). W końcu jednak sięgnęłam po bestseller, którego jeszcze nie przeczytałam i naprawdę nie żałuję. Zobaczyłam to sławne już oko w bibliotece i stwierdziłam, że muszę je mieć!

Siedemnastoletnie Julia ma dar. A może to przekleństwo? Czy zabijanie dotykiem można uznać za dar? Tak myśli Warner. Julia żyje w odosobnieniu, w ośrodku dla ludzi chorych psychicznie. Jej rodzice już dawno pogodzili się z "utratą" córki i nie chcą nawet jej widzieć. Pewnego dnia do jej celi pokoju zostaje przydzielony pewien tajemniczy chłopak, o pięknych oczach i czarującym uśmiechu. Głównej bohaterce zdaje się, że gdzieś już widziała te oczy. Wkrótce okazuje się, że Adam Kent, z którym spędziła kilka dni, może tygodni w pokoju, nie jest jej wcale taki obcy. Dziewczyna staje się narzędziem w rękach Warnera, mężczyzny rządnego władzy i chwały. Czy zdoła uciec? Czy miłość to na pewno miłość? Kim jest dla niej Adam? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa biało-złoty ptak, który lata?

Czytając to, czasami, ale tylko momentami, miałam wrażenie, że świat przedstawiony w tej powieści jest podobny do sytuacji w Panem (Igrzyska Śmierci). Mamy tu dystopię, Komitet Odnowy chce stworzyć zupełnie nowe, lepsze społeczeństwo i opanować cały świat, czyli ojciec Warnera taki prezydent Snow. Mamy tu także ruch oporu, którego (pod koniec książki) częścią staje się też główna bohaterka, czyli taki 13 Dystrykt. Mimo to, pomysł jest nowatorski i nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim pomysłem, choć książek "dystopijnych" jest ostatnio coraz więcej. Polubiłam też relację Julii i Adama, choć nie tak, jak bym tego chciała. 


Bohaterowie mieli określone charaktery, choć Adam wydawał mi się trochę... nijaki. Jedynym minusem tej książki, za który odjęłam tę jedną gwiazdkę, jest fakt, że tylko z jednym z bohaterów związałam się emocjonalnie. Julia, moja imienniczka, na początku jest zamkniętą w sobie świruską, która nic tylko liczy: a to bicie serca, minuty, żeby ostygło jedzenie, kroki. Miejscami trochę to wkurzało, ale może tylko mnie to kuło w oczy. Pod koniec jednak przeszła wielką transformację, która trwała właściwie przez cały czas tej powieści. Adam jednak wydawał się trochę pominięty i miałam wrażenie, że autorka głównie skupiła się na wykreowaniu postaci głównej bohaterki, a on był tylko tym gościem, w którym miała się zakochać. Oczywiście, był troskliwy, rodzinny itp, ale wydawał się trochę zapchajdziurą. Co do Warnera... U W I E L B I A M. Zielonego pojęcia nie mam, dlaczego zawsze moimi ulubionymi postaciami są czarne charaktery, a jedynym śmiertelnym moim wrogiem jest Joffrey Baratheon (nie czytałam jeszcze, ale oglądałam serial i, ugh, kawał sukinkota), którego najchętniej bym spoliczkowała. Krzesłem. Ale wracamy do Warnera! Uwielbiam panią Mafi za to, że zaczęła wątek jego "obsesyjnej" miłości do Julii. W tamtym momencie strasznie mu współczułam i [TAKI TROCHĘ SPOJLER] mam nadzieję, że żyje :C

Na pierwszych stronach na prawdę nie chciało mi się czytać i moje czytanie było w kratkę. Siadałam do lektury, po kilku stronach odkładałam i tak w kółko. Dopiero kiedy trafiła do Warnera, akcja się rozkręciła i nie mogłam się oderwać, odkładałam książkę tylko wtedy, kiedy moje oczy już nie dawały rady. Zawsze miałam wrażenie, że wzrok odmawia mi posłuszeństwa w najważniejszych momentach. Kim jest James? Zasypianie na stojąco. Czy Kenji kłamie? Oczy same mi się zamykają, tak w kółko. Zaliczyłam tę pozycję w półtora dnia i chciałam więcej, więc chyba nie będzie dla was zaskoczeniem, kiedy powiem, że z niecierpliwością czekam na moment, kiedy Sekret Julii wpadnie w moje łapska. 


Co mi się podobało to głównie klimat i akcja. Tahereh Mafi zabrała mnie ponownie w rozpadający się świat, na którego punkcie mam obsesję od pierwszego tomu Igrzysk. Wszędzie na wpół zniszczone budynki, elektrownie po wybuchu i ulice pełne sierot. Do tego akcja rozwija się w perfekcyjnym tempie, czyli autorka nie zarzuca nas co chwila jakąś mega super akcją, ekspedycją i w ogóle, ale wszystko rozwijało się jak należy - mieliśmy wielkie BUM i chwilę na odsapnięcie. Podobało mi się również, jak autorka nami manipuluje. Raz kochamy Adama, bo tylko on świetnie rozumie Julię, a w drugiej nienawidzimy, bo jest częścią armii Warnera. Warnera nienawidzimy za to, że porwał główną bohaterkę, ale współczujemy, kiedy wyznaje jej miłość, a ona... cóż, strzela do niego z pistoletu. 

Jak już powiedziałam, zawsze mam słabość do głównych postaci męskich: Jace, Alex, Peeta. Ale tutaj Adam miał za słabo jak dla mnie nakreślony charakter. Ja na przykład, dużo bardziej związałam się z Kenjim (oczywiście Warner i tak #1), który pojawia się dopiero pod sam koniec książki, choć i tak nie była to taka więź, jaka połączyła mnie z powyższymi. Mam nadzieję, że w drugim tomie to się zmieni. 

Podsumowując, nie zawiodłam się, a jedyną jak dla mnie wadą, nad którą ubolewam, były postacie. Polecam, jeśli czytaliście Igrzyska Śmierci Suzanne Collins i tak jak ja, jesteście fanami dystopii i lekko paranormalnego romansu. Z chęcią sięgnę po drugą część przygód Julii, zwłaszcza po tym intrygującym zakończeniu, jakie zwieńczyło pierwszy tom. Tahereh Mafi jest teraz jedną z moich ulubionych autorek, a Warner jest jedynym bohaterem z tej książki, którego kocham bezgranicznie.