wtorek, 21 lipca 2015

#14 Skazani - Alice Hill

Tytuł: Skazani
Autor: Alice Hill
Tłumaczenie: -
Ilość stron: 577
Cena: 42,00
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 8/10
Wyzwania: 4 cm, Została wydana w 2015







Powiem wam szczerze, że zastanawiałam się, czy ta książka w ogóle powinna podlegać ocenie. Tak cholernie namieszała mi w głowie, że nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam. Raz miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę, bo tak niemiłosiernie mnie nudziła, a chwilę później patrzę na strony i zdaję sobie sprawę, że przeczytałam już 150 stron, bo tak mnie wciągnęła. W jednej chwili uważałam, że Asmund jest jedynym chłopakiem, z którym główna bohaterka mogła się spotykać, a później tak potwornie chciałam, żeby znowu spotkała się z Adanem... Ugh!

Thilli Carroll to zupełnie normalna nastolatka, tylko że bez przyjaciół. Chodzi do katolickiej szkoły dla dziewcząt i jedyne czym się przejmuje, to wybór piosenki, która ma jej towarzyszyć przy drodze powrotnej do domu. Jednak tym razem, kiedy wraca do domu, nie zastaje swojej matki jak zwykle czytającej kolorowe magazyny czy sprzątającej. Znajduje ją za to na kuchennej podłodze, całej we krwi. Po tych wydarzeniach Thilli i jej ojciec przeprowadzają się do nowego miasta. Idzie do nowej szkoły i poznaje przesympatyczną Zoey oraz nieco skrytego Alana. Na jej drodze staje też dwójka niezwykle przystojnych chłopców: Adan i Asmund. Co zrobi, jeśli dowie się, co tak naprawdę stało się z jej matką? I co starała się przekazać głównej bohaterce siostra Annabeth, która zginęła w surrealistycznych okolicznościach? 

Nie wiem dlaczego, ale miałam na początku wrażenie, że styl pisania pani Alicji jest jakiś taki studencki. Później jednak autorka się rozkręciła i pisała naprawdę fajnie. Muszę tu dać plusa, bo takiego stylu pisania raczej jeszcze nie doświadczyłam, a oryginalność u pisarza to coś, co już dawno niestety zanikło. Mam ostatnio wrażenie, że nie ważne, co czytam, pisane jest to niemal identycznym językiem, prostym i trochę banalnym (no, może nie mam takiego wrażenia przy Kingu czy pani Shannon). Tu jednak spotkałam się z dużą ilością słów bardzo wyszukanych, ale nie sprawiało to, że powieść czytało się trudno.

Mimo wszystko muszę jednak przyznać, że widać, że to debiut. O ile warsztat pisarski jest na wysokim poziomie, to rozwijanie akcji nie przypadło mi do gustu. Książka liczy sobie prawie 600 stron, a mam wrażenie, że akcja rozgrywa się tylko i wyłącznie na dwudziestu ostatnich stronach. Niby było dużo tajemnic, zagadek, ale kompletnie mnie one nie zaintrygowały i po kilku zdaniach po prostu o nich zapominałam. Do tego ta kłótnia Zoey i Thilli, w której w moim odczuciu wcale nie było powodu do kłótni. Och, nastolatki i ich hormony... Mimo wszystko bardzo fajnym pomysłem była zmienna perspektywa, bo mogliśmy się dowiedzieć, jakie odczucia co do zaistniałych sytuacji mają inni bohaterowie. 

Nie mogłabym nie wspomnieć o cudownych ilustracjach (autorstwa pani Marty Kreczmer), które zdobią tę książkę. Naprawdę, wszystkie obrazki zostały przemyślane i nie są "od czapy", a nawiązują do kolejnych rozdziałów, rodząc w czytelniku ciekawość, co będzie dalej i co oznaczają te ilustracje. Kolejny plus!

Co jednak muszę zaznaczyć to czcionka, która jest wkurzająco mała, ale podejrzewam, że gdyby była większa i ilość stron by się zwiększyła, a to kompletnie zniechęciłoby do czytania, gdyby książka miała 800 stron, prawda?

Na początku bardzo wnerwiały mnie postacie Thilli, Zoey, Asmunda, Adana i pana Carrolla, czyli prawdopodobnie wszystkie postacie pierwszo/drugoplanowe. Mimo to nie zniechęciło mnie to do czytania i postawiłam sobie cel, że przeczytam tę opasłą cegłę do końca, choćby nie wiem co. Z czasem jednak uznałam, że Thilli jest po prostu sarkastyczna i ironiczna, a ja sama taka jestem, więc jak mogłabym nie lubić swoich ludzi? Nie przepadam też za takimi "cukierkowymi" postaciami, a taka w moim odczuciu była Zoey, kiedy pokłóciła się z Thilli już w ogóle przestałam ją lubić. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się do niej i już nie wydawała się taka denerwująca. Asmund pozostał do końca osobą, której nie trawię, bo tak to właśnie jest w trójkątach miłosnych. Musisz wybrać, czy jesteś Team Sylvain, czy Team Carter, shippujesz Delenę czy Stelenę, wolisz Edwarda czy Jacoba. Kiedyś musisz się określić.

Mimo wszystko książkę uznaję za wartą przeczytania, choć akcja leci na łeb na szyję dopiero pod sam koniec. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać drugi tom, bo zakończenie było tak cudowne i zaskakujące, że nie wyobrażam sobie, żeby w moje ręce nie wpadł zbiór kolejnych przygód Thilli i rozwiązanie tych wszystkich zagadek.

Książkę miałam okazję przeczytać przy okazji Book Tour'u organizowanego przez Izę :) Bardzo dziękuję również autorce, bo z tego co się orientuję, książka ma wrócić do niej. Kawał naprawdę dobrej roboty!

5 komentarzy:

  1. Książka zapowiada się interesująco i na dodatek ta okładka! Chyba się na nią skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że jednak Ci się podobało <3 A ja wolę Adana *^* #teamadan

    Pozdrawiam,
    isabelczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o tej książce wcześniej, ale opis mnie zaintrygował (w przeciwieństwie do ilości stron i czcionki...). Może kiedyś nadarzy się dla mnie okazja, żeby "Skazanych" przeczytać ;)
    Pozdrawiam!
    ilmiogattonero.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award! http://ksiazkowe-tajemnice.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-2.html :)

    OdpowiedzUsuń