wtorek, 28 lipca 2015

#15 Rywalki - Kiera Cass


Tytuł: Rywalki
Autor: Kiera Cass
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Ilość stron: 333
Cena: 37,90
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 7/10
Wyzwania: 3 cm, Ma tylko jedno słowo w tytule



Na początku chciałam zaznaczyć jedną rzecz - okładka jest P R Z E P I Ę K N A. Może to trochę dziwne, ale kiedy patrzyłam, jak inni zachwycają się tą okładką mówiłam "No, fajna, ale szału nie ma". Jednak kiedy książka trafiła w moje ręce po prostu zaniemówiłam. Widziałam kulisy powstawania jej, a sam pomysł na zrobienie osobnej sesji do okładki był świetny. Dobrze, że polska okładka została oryginalna, bo to niesamowicie buduje klimat.

America Singer jest Piątką. Chodzi czasami głodna, ale nie jest najgorzej. W nie lepszej sytuacji jest Aspen, tajemniczy ukochany Ami. Jest Szóstką i zapracowuje się na śmierć. Dziewczyna wie, że jej matka wyrzuciłaby ją na ulicę, słysząc, że chce poślubić mężczyznę niższej klasy, więc ukrywają swój związek. Wkrótce ogłoszone zostają Eliminacje. Do udziału namawiają Mery rodzice, jak i Aspen. Jest to szansa na lepsze życie dla całej rodziny, bo kiedy wygra, będzie Jedynką. America zgadza się, choć niechętnie. Poznaje Maxona, którego wcześniej uważała za sztywniaka, ale nie może przestać myśleć o swojej pierwszej miłości, którą zostawiła w domu.

Polubiłam naprawdę Ami, bo wydawała się być taką silną i nieugiętą postacią. Nie chciała tej korony, a na Eliminacje poszła, żeby pomóc finansowo swojej rodzinie. To dowodzi, że bardzo zależało jej na bliskich i na ich szczęściu, nawet jeśli miała poświęcić swoje. Jednak do końca powieści pozostałam niezdecydowana w jednej kwestii, zapewne wiecie, jakiej - Maxon czy Aspen? Oczywiście, Maxon, książę, zamek - heloł! Kto by go nie kochał? No ale Aspen... jest taki troskliwy w stosunku do Americi i taki kochany, że po prostu nie idzie go nie kochać. Ale którego wybrać?

Książka jest naprawdę dobra, ale nie rozumiem tego całego szału, który ją otacza. Nie ma w tym nic specjalnego, choć fakt, fabuła jest naprawdę dobra. Może to chęć powrotu do dzieciństwa i poczucia się jak księżniczki? Ja jak księżniczka się nie poczułam, ale i tak enjoyowałam się lekturą.

Styl pisania Kiery Cass jest prosty i przewidywalny, co niestety mnie nie ucieszyło. Niby fajnie, jak język jest przystępny i nie musimy co chwila sięgać po słownik, ale trochę więcej epitetów, porównań czy metafor nie zaszkodziłoby. To w dużej mierze przyczyniło się do tego, że książeczka jest lekka i nieprzejmująca, choć mamy tu elementy "małej" wojny. Na zamek dość często napadają rebelianci, którzy chcą obalić system monarchii.

Postaci, których nie lubiłam? Oczywiście Celeste! Tak mnie wkurzała, że chciałam wskoczyć do książki, podrzeć jej wspaniałą sukienkę i rozwalić fryzurę, wrócić i czytać dalej. Była wstrętną manipulantką, a kto lubi takie osoby? Prócz Celeste nie znienawidziłam żadnej z kandydatek do korony. Jednak z żadną postacią się nie zżyłam, prócz Americi, Aspena i Maxona oczywiście. Kurczę, ta książka naprawdę zlasowała mi mózg! Nie mam zielonego pojęcia, którego wybrać, jaką ocenę wystawić i czy faktycznie się w nią wkręciłam.

Wybaczcie, że recenzja taka krótka i chaotyczna, ale jestem tak zmęczona, że nie wyrabiam. Chciałabym również zaznaczyć, że tę książkę skończyłam 14.07, ale był to tak smutny, żałosny i zabiegany tydzień, że ostatnie o czym myślałam, to napisanie recenzji. Słowem zakończenia, książka podobała mi się, ale nie byłam nią tak oczarowana, jak to wszyscy mówili. Styl pisania Kiery Cass jak mówiłam, na moje, jest za prosty, ale i tak przyjemnie się czytało. Polecam wszystkim i kiedy skończę te wszystkie zaległe książki, które mam do przeczytania, na pewno zabiorę się za "Elitę".

5 komentarzy:

  1. Ja mimo wszystko uwielbiam tę serię, recenzje ostatnio pojawiły się na moim blogu. Co do Celeste to ja ją bardzo polubiłam, ale to kwestia gustu.
    Pozdrawiam,
    isareadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Seria zdecydowanie nie dla mnie. Choć nie czytałam, a wszyscy nieustannie się nią zachwycają (jesteś dopiero drugą osobą, która pisze, że było dobrze ale bez wielkiego WOW) to wiem, że to zupełnie nie moje klimaty. Gdy tak sobie o tym myślę, to widzę Igrzyska w bajkowej scenerii i tyle. I do tego kolejny trójkąt miłosny? Co za dużo, to niezdrowo. :)

    Pozdrawiam,
    Skrzynka Pełna Książek

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie ciągnie mnie do tej serii :/ Może kiedyś...
    Pozdrawiam, /ksiazkowe-tajemnice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, seria ma przecudowne okładki, które już samym wyglądem zachęcają do zapoznania się z treścią. "Rywalki" czekają na półce i mam nadzieję, że zabiorę się za nie jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam tę serię, choć na początku nic nie zapowiadało mojej sympatii. A okładki są rzeczywiście przepiękne!
    Dla mnie ta seria jest zdecydowanie lepsza od "Igrzysk śmierci" (przynajmniej główna bohaterka nie jest tak irytująca i styl, którym całość jest napisania jest ZNACZNIE lepszy!).
    Pozdrawiam :)
    ilmiogattonero.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń