niedziela, 30 sierpnia 2015

#24 Studium w szkarłacie - Arthur Conan Doyle


Tytuł: Studium w szkarłacie
Autor: Arthur Conan Doyle
Tłumaczenie: Ewa Łozińska-Małkiewicz
Ilość stron: 179
Cena: 13,90
Wydawnictwo: Algo
Ocena: 9/10
Wyzwania: 1,6 cm, W tytule jest kolor






XIX wiek. Doktor Watson szuka mieszkania, przez wspólnego kolegę poznaje Sherlocka Holmesa - postać niezwykle dziwną, ale jakże intrygującą. Podwójne morderstwa i brak motywu. Jakie znaczenie ma damska obrączka obok ciała mężczyzny? O co chodzi ze słowem "RACHE" namalowanym krwią na ścianie? Jakim cudem Sherlock po jednym spojrzeniu odkrył, że morderca miał ponad metr osiemdziesiąt i rumiane policzki? Co wspólnego z tą całą akcją mają mormoni?

Jak zapewne większość książkoholików, którzy nadmiernie oglądają booktube, przeczytałam "Studium w szkarłacie" z polecenia Marty z Secret Books. Na początku byłam sceptycznie nastawiona, bo nigdy za bardzo nie czytałam kryminałów. Nie zawiodłam się, kompletnie.

Historia o morderstwach i motywach do ich popełnienia, w gruncie rzeczy przemieniła się w naprawdę świetną i niezwykle wzruszającą opowieść. I choć nie zgadłam na początku sprawcy, a myślałam, że uda mi się to od razu, po tylu latach oglądania Pretty Little Liars ;) Ale kiedy morderca został ujawniony pomyślałam "No tak, faktycznie!". 

Jest to naprawdę godna podziwu książka, bo sposób, w jaki Sherlock odkrywał kolejne niby niepozorne poszlaki, musiał sam autor wymyślić. Szacunek. Jeśli zastanawiacie się, czy zacząć sięgać po kryminały, polecam zacząć od klasyki, czyli tej właśnie powieści, pierwszej części przygód Sherlocka Holmesa i jego przyjaciela Doktora Watsona.

Recenzja wyszła mi bardzo krótka, do tego chaotyczna i dziwna, ale zbierałam się przez dłuższy czas i tylko coś takiego mi wyszło. Ale myślę, że krótko zwięźle i na temat ;)

piątek, 21 sierpnia 2015

#23 Mały książę - Antoine de Saint-Exupéry


Tytuł: Mały Książę
Autor: Antoine de Saint-Exupéry
Tłumaczenie: Marta Malicka
Ilość stron: 79
Cena: 14,90
Wydawnictwo: Siedmioróg
Ocena: 10/10
Wyzwania: 0,2 cm, W tytule jest imię





Pozwolę sobie recenzję tej książki wzbogacić o ilustracje oraz cytaty pojawiające się w tej książce, bo uważam, że jest to element nieodłączny, jeśli chcesz, aby ta powieść, bajka, cokolwiek, zrobiła na tobie wrażenie.

Mały Książę pewnego dnia postanawia wyruszyć w daleką podróż, zostawia swoją ukochaną różę i trzy wulkany sięgające mu do kolan, aby poznać wielu intrygujących, a może irytujących dorosłych. Opuszcza swój azyl, małą, bezpieczną planetę, aby przeżyć przygodę i poznać przyjaciół. Nie wiedział jednak, że człowiek naraża się na łzy, gdy raz pozwoli się oswoić.

Podróżując między asteroidami, małymi planetami i przebywając na Ziemi, Mały Książę poznaje wielu skrajnie różniących się od siebie ludzi. Od Króla, który nie miał poddanych, przez Pijaka, który wstydził się, że pije, więc pił, aż po Lisa, którego oswoił. Chce znaleźć przyjaciół, lecz dowiaduje się, że ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. On jednak poznaje na pustyni człowieka, który jest jednocześnie narratorem powieści, ale nie znamy nawet jego imienia. 

"- Narysuj mi baranka.
Więc narysowałem.
- Nie! Ten jest już chory! Zrób innego!
Rysowałem dalej.
- Widzisz przecież... To nie jest baranek, to kozioł. Ma rogi...
Przerobiłem więc jeszcze raz mój rysunek.
- Ten jest za stary. Chcę, żeby mój baranek długo żył.
Wówczas zabrakło mi cierpliwości, gdyż chciałem już zająć się silnikiem, i nabazgrałem taki rysunek:
- To skrzynka. Twój baranek jest w środku.
- Jest zupełnie taki, jak chciałem!"
Czytając tę książkę, bardzo, ale to bardzo się zdziwiłam, że okalano ją mianem książki dla dzieci. Oczywiście, tematyka jak najbardziej okej, ale zawiłość tej powieści sprawiła, że ja niekiedy miałam problemy z doszukaniem się przekazu czy w ogóle sensu zdania. Mimo wszystko, książkę zaliczam do najlepszych i najdziwniejszych, jakie miałam okazję przeczytać, najlepiej wydanych oraz najmądrzejszych i ponadczasowych. Jeśli jakieś dziecko nawinie mi się pod rękę, będę wciskała mu tą książkę, aż jej nie przeczyta. Dorosłym też, choć dorosłym trzeba zawsze wszystko wyjaśniać.

"Jeżeli mówicie dorosłym: „Widziałem piękny dom z czerwonej cegły, z geranium w oknach i gołębiami na dachu” – nie potrafią sobie wyobrazić tego domu. Trzeba im powiedzieć: „Widziałem dom za sto tysięcy złotych”. Wtedy krzykną: „Jaki to piękny dom!”"

Nie muszę nikomu wyjaśniać, że Mały Książę wymiata i jest jednym z najlepszych fikcyjnych postaci, jakie kiedykolwiek spisano. Dopiero, kiedy nie rozumiesz książki dla dzieci, uświadamiasz sobie, na jakim poziomie intelektualnym jesteś. Ale mimo tego, że wielu fraz w tej książce nie jestem w stanie zrozumieć, powiem, że jest to książka ponadczasowa, bo opowiada o przyjaźni, zmusza do łez (kiedy ja nie płaczę przy tej książce, płakałam jak bóbr) i do śmiechu (nie przemawia do mnie humor innych bohaterów, przy tej książce śmiałam się do rozpuku). 

I leżąc na trawie - płakał.

Jednym słowem, jeśli nie czytaliście "Małego Księcia", zróbcie to jak najszybciej. Wiem, że jest to lektura bodajże w gimnazjum, ja jeszcze jej nie przerabiałam, ale tylko czekam na moment, żeby pani od polskiego każe nam się za nią zabrać, będzie to pretekst, aby jeszcze raz przeżyć coś tak wspaniałego.

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."

"- Na pustyni jest się trochę samotnym. 
- Równie samotnym jest się wśród ludzi."

"Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela."

piątek, 14 sierpnia 2015

#22 Akademia Wampirów - Richelle Mead


Tytuł: Akademia Wampirów
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Ilość stron: 336
Cena: 34,90
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 7/10
Wyzwania: 2 cm


Opowiem wam dzisiaj pewną historię. Historię o sile przyjaźni, która była tak silna, że przetrwała wszystko. Opowiem o Rose i Lissie, dwóch dziewczynach, które były gotowe poświęcić życie i zdrowie dla tej drugiej. O sile miłości, poświęceniu i poniekąd o żądzy władzy.

Rose Hathaway to dampir, ucząca się w Akademii św. Władimira. Jej najlepszą przyjaciółką jest Lissa Dragomir. Dziewczyna czuje się zobowiązana chronić dziewczynę. Lissa jest morojem, pochodzi z królewskiej rodziny. Oznacza to, że potrafi władać magią, ale nie umie się bronić. Rose za to jest dampirem, połączeniem człowieka i wampira. Zadaniem dampirów jest utrzymywanie bezpieczeństwa moroi. Jednak coś różni tą przyjaźń od innych - dziewczyny mają więź. Rose może bez ostrzeżenia wejść do głowy swojej przyjaciółki, może odczuwać jej emocje. Tymczasem dziewczyny postanawiają sprawdzić, co z Lissą nie tak - każdy moroj w jej wieku identyfikuje już, jaki przypasowany ma żywioł. Dragomirówna nie wie, jakim żywiołem włada, ale wie jedno - potrafi uzdrawiać, a nawet wskrzeszać. Nie wie jednak, jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za nadużywanie tej mocy.

Na wstępie zaznaczam, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą książką. Pierwszy raz wypożyczyłam ją z biblioteki koło trzech/czterech lat temu. Pamiętam, że bardzo mi się podobała i całą serię (sześć książek) pochłonęłam w tydzień. Tak korzystając z okazji, kupiłam sobie pierwsze cztery części, w lipcu, kiedy byłam nad morzem. Czytanie zajęło mi długo, ale nie dlatego, że książka jest gruba, bo nie jest, po prostu nie mogłam się wgryźć. Mimo wszystko książkę czyta się bardzo szybko i łatwo, bo język jest najprostszym z możliwych. Nie umniejsza to jednak wartości tej książki.


Dopiero teraz zauważyłam, jakie wartości, przenoszone między wierszami, ma ta książka. Opowiada przede wszystkim o sile przyjaźni i o tym, jak można poświęcić się dla drugiego człowieka. O przeżywaniu depresji, radzeniem sobie ze stratą rodziny. O tym, jak pomimo młodego wieku można być odpowiedzialnym i zdecydować się na tak odważne kroki jak życie na własną rękę.

Myślę jednak, że to najsłabszy tom z całej serii. Przez większość książki mamy tylko pokazane życie w Akademii, o tym, jak Rose i Lissa na nowo starają się zaaklimatyzować i jak radzą sobie z plotkami na ich temat. Dopiero pod koniec mamy taki nawał akcji i wydarzeń, na które czekaliśmy od samego początku. Mamy tu Rose, która jest typową kick-ass, Lissę, trochę bezbronną, ale pokładającą w sobie dużo niebezpiecznej mocy i Dymitra, który jest tak zimny, że aż się ciepło na sercu robi.

Polecam wszystkim zafascynowanym fantasy, którzy uwielbiają wampiry i podobne klimaty. Jednak nie zrażajcie się po pierwszym tomie, bo niedługo Akademia zejdzie na dalszy plan. Osobiście moimi ulubionymi są tom drugi i chyba ten ostatni, ale niewiele pamiętam, dlatego jestem tak podekscytowana, aby odświeżyć tę serię.

wtorek, 11 sierpnia 2015

#21 Szklany Tron - Sarah J. Maas


Tytuł: Szklany Tron
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Ilość stron: 512
Cena: 36,90
Wydawnictwo: Uroboros
Ocena: 9/10
Wyzwania: 3,4 cm


Dziś na warsztat weźmiemy dzieło nadzwyczaj wyjątkowe, wyróżniające się swoim oryginalnym przebiegiem zdarzeń oraz niesamowicie dobrze wykreowanymi bohaterami. Przybliżę wam trochę losy Celaeny Sardothien, której imienia na długo nie zapomnę.

Celaena Sardothien w państwie, w którym żyje, jest znana jako Zabójczyni Adarlanu. Jednak nikt nigdy nie odważył się, aby zajrzeć pod maskę ochlapaną krwią i ujrzeć wrażliwą dziewczynę, która od prawie dziesięciu lat nie zaznała ciepła rodzinnego. Kiedy ma siedemnaście lat, otrzymuje kolejne zlecenie. Zostaje złapana i zesłana na dożywotnią niewolniczą pracę w kopalni soli Endovier. Kiedy po raz kolejny urabia sobie ręce po łokcie, jak to robi przez kolejny rok pracy w kopalni, niespodziewanie zostaje wyciągnięta i postawiona przed obliczem samego Doriana Havilliarda, następcy tronu Adarlanu. Książę składa jej propozycje nie do odrzucenia - albo pojedzie z nim do Szklanego Zamku i zwycięży w turnieju na Królewską Obrończynię, a po czterech latach służby zwrócona jej zostanie wolność, albo kolejne lata spędzi w kopalni. Jeśli przeżyje, oczywiście. Jakiego wyboru dokonała Celaena?

Jeśli mam być szczera, nie do końca wiedziałam, na co się piszę. Kupiłam "Szklany Tron" ze względu na naprawdę dobre rekomendacje. Nie czytając nawet opisu, wcisnęłam ją do koszyka i kupiłam. Kiedy w domu ponownie po nią sięgnęłam i przeczytałam opis z tyłu książki, załamałam ręce. Kolejne "Igrzyska Śmierci"? Po "Rywalkach" miałam już dość i stwierdziłam, że tą książkę przeczytam jako ostatnią. Tak też się stało, przeczytałam już trzy książki z zamówienia i nadszedł czas i na tą. Z biegiem czasu zaczytywałam się bardziej i bardziej, aż w końcu spostrzegłam, że do końca pozostało mi jedynie dziesięć stron.

Książka ani trochę nie przypomina przytoczonej wcześniej serii, ale na pewno dorównuje jej poziomem. "Szklany Tron" trzyma w napięciu i zaskakuje cię w kluczowych momentach. Dopiero po lekturze przekonałam się, że te wszystkie szalenie i jak wcześniej myślałam na wyrost dobre opinie okazały się szczerą prawdą.

Autorka wplotła również swoisty wątek kryminalny. Podczas turnieju ktoś brutalnie morduje kolejnych uczestników. Od razu mój umysł wszedł na wysokie obroty i obstawiał kogo popadnie, wyłapując sytuacje, które mogły by świadczyć o winie. Jak się okazało cały czas byłam w błędzie. Rozważałam opcję, której użyła autorka, ale uważałam ją za zbyt oczywistą i to według mnie był malutki minus. Ja jednak do końca pozostałam w błędzie, więc pani Maas chyba mnie wyrolowała. Było tu dużo więcej fantastyki, niż przypuszczałam, ale całkiem mi się to podobało. Choć potwory i różne zjawy nie były na pierwszym planie, i tak cieszę się, że zostały wciśnięte do całości.


Mimo, że  autorka jest dość młoda, jej styl pisania, jest naprawdę bardzo dopracowany i doskonale wyobraziłam sobie poszczególne sytuacje, tylko dzięki jej ciekawym i barwnym opisom. Dobry kunszt pisarski objawił się również po tym, jak autorka nakreśliła bohaterów. Przyłączam się do ogólnego zachwytu Celaeną Sardothien i do przekonania, że jest to Królowa Bohaterek Kick-Ass. Nie lubiłam zbyt Doriana, choć nie irytował mnie aż tak bardzo. Za to po uszy zakochałam się w Chaolu (w ogóle, jak to się mówi? Kol? Kaol? Karol? xd) i Noxie. Uwielbiam ich!

Końcówką Sarah J. Maas kompletnie nastawiła mnie na kolejne tomy! Choć mam nadzieję, że w drugiej części inaczej zrobiona jest okładka. Jest ona faktycznie imponująca, ale za szybko ścierają się literki, co niemiłosiernie mnie wnerwia. Dla tych trochę niezorientowanych, trzeci tom, "Dziedzictwo Ognia" pojawi się w Polsce już 9 września!

piątek, 7 sierpnia 2015

#20 W pierścieniu ognia - Suzanne Collins


Tytuł: W pierścieniu ognia
Autor: Suzanne Collins
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Ilość stron: 359
Cena: 29,90
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ocena: 9.5/10
Wyzwania: 2 cm, Ma smutne zakończenie


Myślę, że każdy już zapoznał się z "W pierścieniu ognia", a jeśli nie, to na pewno ma zamiar. Książka jest kontynuacją "Igrzysk Śmierci", które tak zawładnęły moim sercem. Chyba każdy dokładnie zna zarys fabuły tego tomu, ale w razie czego postaram się nakreślić tu jakiś obraz dla niezorientowanych.

Katniss Everdeen cieszy się z wygranych Igrzysk i tym, że może w spokoju cieszyć się z rodziną bogactwem, jakie otrzymała za zwycięstwo. Jednocześnie dziewczyna martwi się wieloma rzeczami, jak wypadnie podczas Tournee Zwycięzców, nachodzi ją prezydent Snow dając jej do zrozumienia, że jest na jego celowniku, a do tego nowy Strażnik Pokoju wychłostał Gale'a niemal na śmierć. Mimo wszystko napawa się spokojem i cieszy się czasem spędzonym z rodziną. Zbliżają się obchody Ćwierćwiecza Poskromienia, siedemdziesiąte piąte Głodowe Igrzyska. Jej spokój zostaje zaburzony, bo prezydent Snow oznajmia, że w tym Ćwierćwieczu wezmą udział dotychczasowi zwycięzcy, a to ona jest jedyną żyjącą zwyciężczynią w Dwunastym Dystrykcie. Ma też pojęcie, że państwo Panem zaczyna się sypać przez trwające niemal w połowie dystryktów powstania i rebelie, a to ona jest ich przyczyną i nieświadomie podżega mieszkańców do buntu.

Zastanawialiście się kiedyś, co się stanie jeśli wszechobecny system upadnie? Kiedy fala buntu i powstań zalałaby nasze miasta i cały kraj obróciłby się przeciwko stolicy? Wypisz wymaluj Panem! Czy poradzilibyśmy sobie, gdyby system zaostrzyłby się do takiego stopnia, że stolica żądałaby rocznie dwudziestu trzech ofiar w postaci nastolatków?

Książkę pochłonęłam niemal na jednym wdechu, ale po skończonej lekturze miałam wrażenie, że czegoś mi zabrakło. Po "Igrzyskach" miałam wrażenie, że to wszystko zdarzyło się naprawdę i uczestniczyłam w tej rzeźni, ale nie tutaj. Nie możemy mówić jednak, że "W pierścieniu ognia" kompletnie mnie rozczarowało, bo to nie prawda. Styl pisarski pani Collins sprawiał, że niemal czułam, jak swędzi mnie skóra, kiedy dosięgła mnie trująca mgła i bolał mnie nadgarstek, kiedy Johanna wyciągnęła mi czip. Klimat został zachowany.

Autorka wymyśliła igrzyska zwycięzców, co moim zdaniem było pomysłem mistrzowskim i doskonale wykorzystanym. Wprowadziła wiele nowych postaci, z którymi przez całą książkę mieliśmy okazję bliżej się poznać. Powieść po brzegi wypełniona była Finnickiem, za co dziękuję w głębi ducha, bo kocham go ponad życie. Niestety pierwsza część książki bardzo się dłużyła, obfitując w niezbyt porywające, aczkolwiek ciekawe akcje. Myślę, że bardziej podobałaby mi się ta książka, gdyby więcej miejsca pani Collins poświęciła igrzyskom, bo to one są głównym wątkiem powieści i napędzaczem akcji. Mimo to na arenie wiele się działo, a ja nie raz siedziałam skulona w głębi fotela, z zapartym tchem, czekając na rozwój wydarzeń.

Myślę, że bardziej podobałaby mi się, gdybym nie widziała już wcześniej filmu. Teraz jednak, kiedy jestem już po lekturze, z przyjemnością odświeżę sobie ekranizację. Te pół punkta odjęłam za przydługi początek, ale rozumiem, że autorka musiała gdzieś zawrzeć Tournee i informacje o buntach w dystryktach. Podsumowując nie był to najlepszy tom tej trylogii, ale zdecydowanie mi się podobał.

czwartek, 6 sierpnia 2015

#19 Czas żniw - Samantha Shannon


Tytuł: Czas żniw
Autor: Samantha Shannon
Tłumaczenie: Regina Kołek
Ilość stron: 497
Cena: 34,90
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ocena: 9/10
Wyzwania: 3,9 cm, Napisał ktoś przed 30

Sajon to miejsce, gdzie umierają ludzie. Gdzie rząd pod przykrywką bezpieczeństwa innych obywateli, zabija jasnowidzów. Bo  j a s n o w i d z e n i e  to choroba, zaraza. Czy więc istnienie Szeolu I zajmie się ich zmartwieniami?

Paige Mahoney urodziła się 2040 roku. Zawsze wiedziała, że jest inna, ale nie, że jest "zarażona", jak twierdzi Sajon. Dołączyła więc do Jaxona Halla, mim-lorda, który dowodzi w I-4. Pracuje z innymi jasnowidzami i zbiera informacje dla swojego szefa, włamując się do innych sennych krajobrazów. Jednak pewnego dnia, kiedy duchem, bezkrwawo zabija dwóch podstrażników, zostaje złapana. Ale czy to na pewno Sajon ją złapał? Czy wysłali ją do Wieży? Nie, wysłali ją do Szeolu I.

Zrozumieliście coś? Bo ja, gdybym nie przeczytała tej książki wcześniej, nic bym nie skumała. Ale teraz postaram się krótko wyjaśnić. Paige ma dziewiętnaście lat i żyje w SajLo, czyli Sajonie Londyn. Sajon to swego rodzaju nowe państwo, którego głównym celem jest oczyszczenie świata z jasnowidzów. Nikt nie wie, że podpisali traktat z inną rasą, Refaitami, zgadzając się, aby to oni wykonywali za nich brudną robotę dotyczącą jasnowidzów. W ten sposób powstaje Szeol I, kolonia karna, do której co dziesięć lat dowożeni są nowi "więźniowie". Nazywają ten czas Czasem Żniw. Paige jest jednak swego rodzaju wyjątkowa. Jest śniącym wędrowcem i może włamywać się do cudzych sennych krajobrazów (według słowniczka, jest to wnętrze umysłu, miejsce, gdzie przechowywane są wspomnienia), może nawet posiąść czyjeś ciało. Tego chce Nashira, przywódczyni Refaitów. Jednak żeby posiąść moc Paige, która w Szeolu znana jest jako XX-59-40, musi ją zabić, ale 40 nie da się tak łatwo zabić.

Najpierw pobijmy trochę brawa dla pani Shannon, która nie miała chyba nic do roboty i wymyśliła sobie ten pokręcony świat. Przez pierwsze strony kompletnie nie wiedziałam, o co chodzi, ale tutaj z pomocą przybył mi słowniczek, który umieszczono na końcu książki. Najpierw przestudiowałam sobie wszystko i dopiero potem zabrałam się za powieść, co myślę, że było dobrym posunięciem. Mimo tej całej komplikacji, bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę, bo styl Samanthy Shannon jest naprawdę bezbłędny. Aż trudno sobie wyobrazić, że pisała to mając niespełna dwadzieścia lat!

Oprócz niezwykle dobrze nakreślonego świata, dostałam też dobrze nakreślonych bohaterów. Uwielbiałam tego, którego miałam uwielbiać, a nienawidziłam, którego miałam nienawidzić. Myślę, że każdy, kto czytał już to dzieło, zgodzi się ze mną, że Naczelnik jest uosobieniem tajemnicy i co chwila czekałam, aż będzie miał scenę z Paige, bo go ubóstwiam. A jeśli już mowa o Paige, jest to mój ulubiony typ bohaterki, kick-ass, która nie boi się przeciwstawić temu, czego boją się wszyscy naokoło. 

Dzięki tej tutaj powieści przeniosłam się do roku 2059 i stałam się śniącym wędrowcem, który jest niezwykle cenny w tym świecie, ale paradoksalnie wszyscy chcą go zabić. Następnie stałam się XX-59-40, która nie chciała przyporządkować się władzy, odznaczała się odwagą i umiejętnością zachowania zimnej krwi. Potrzeba wiele czasu, aby dokładnie opisać tę książkę, a i nie sądzę, by komukolwiek udało się to zrobić. Dlatego jeśli chcecie przeżyć tę historię, dowiedzieć się więcej o tym zakręconym świecie, koniecznie sięgnijcie po "Czas żniw". Jeśli chcecie powtórki z osiemnastych żniw. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

#18 Musimy coś zmienić - Sandy Hall


Tytuł: Musimy coś zmienić
Autor: Sandy Hall
Tłumaczenie: Małgorzata Rymsza
Ilość stron: 287
Cena: 36,90
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 7/10
Wyznania: 1,8 cm, Typowy romans


Jednym wydawałoby się, że historia Lei i Gabe'a to typowy romans. Cóż, ja też tak uważam. Jednak jest kilka czynników, przez które musielibyśmy dyskutować, czy faktycznie jest to typowa powieść dla młodzieży, czy może coś zupełnie innego z miłością na pierwszym planie.

Gabe to chłopak o dużym uroku osobistym, którego przez swą nieśmiałość nie umie wykorzystać. Nie ma pojęcia, że wpadł w oko pewnej dziewczynie, Lei, która swoją drogą też mu się całkiem podoba. Chodzą razem na kurs kreatywnego pisania, gdzie siedzą razem, choć z ich ust nie pada ani jedno słowo. On nie ma pojęcia, czy dziewczyna faktycznie jest nim zainteresowana, a ona nie wie o pewnej tajemnicy, którą Gabe skrzętnie ukrywa.

Zacznę od czegoś, co jest cechą charakterystyczną tego utworu i powinno zostać poruszone jako pierwsze - bardzo oryginalny sposób narracji. Książka bowiem prowadzona jest z czternastu różnych perspektyw, m.in. z perspektywy brata Gabe'a, Sama, przyjaciół głównych bohaterów, kierowcy autobusu, dostawcy chińszczyzny, a nawet wiewiórki czy ławki na szkolnym dziedzińcu. Uważam, że to bardzo dobry pomysł i do tego całkiem dobrze wykorzystany. Mam jednak wrażenie, które ani na krok mnie nie opuszcza, że książka została odrobinkę przesłodzona. No bo czy normalna nauczycielka manipulowałaby lekcjami i projektami, aby zbliżyć do siebie dwójkę uczniów? Albo czy ekspedientki ze Starbucksa stałyby z zapartym tchem i czekały, aż jeden z klientów podejdzie w końcu do dziewczyny i coś do niej powie?

Jest to typowy romans/młodzieżówka, ale za to nie nudziłam się, kiedy zagłębiałam się w losy Lei i Gabe'a. Nawet wyczekiwałam, kiedy znów się spotkają i kiedy nastąpi jakiś przełom w ich znajomości. Oj, to prawda, że autorka kazała nam długo czekać na rozwój wydarzeń, ale mi jakoś to nie przeszkadzało. Zmienna narracja pomagała nam zobaczyć, jak ludzie postrzegają ich zakręconą relację. Myślę, że właśnie ten oryginalny pomysł jest głównym atutem tej pozycji.

Obiecałam sobie, że napiszę kilka słów o wydaniu. Okładka jest naprawdę ujmująca i oddaje całą słodycz tej książki. Na samym końcu możemy dowiedzieć się kilku bardzo ciekawych sytuacji, jakie zaistniały podczas tworzenia tej książki, bowiem tam właśnie zamieszczono wywiad z Sandy Hall. Mnie osobiście zainteresowało to, że autorka potrzebowała jedynie sześciu dni, aby spisać losy tej pary. 

Nie spodziewałam się niczego wielkiego, niczego wielkiego też nie dostałam. Jest to lekka, przyjemna i momentami naprawdę zabawna powieść o dwójce studentów, którzy są zbyt nieśmiali, aby się ze sobą umówić, albo chociaż wydukać jakieś słowo. Szczególną więź nawiązałam z Gabem. No cóż, może nie więź, bo ja raczej do nieśmiałych osób nie należę, ale urzekł mnie swoim urokiem i tym właśnie, że jest tak uroczo nieśmiały. Może czasami miałam ochotę, aby dogłębniej poznać myśli Lei bądź Gabe'a, ale w ostateczności mogliśmy poznać ich uczucia poprzez dialogi, jakie prowadzili. 

Książka była świetnym odmóżdżaczem, więc jeśli macie ochotę na lekką, ale nie banalną historyjkę o miłości, słodką i nieprzejmującą, polecam wam sięgnąć właśnie po "Musimy coś zmienić". Książkę miałam okazję przeczytać (znów) dzięki Izie, za co bardzo dziękuję ;)

niedziela, 2 sierpnia 2015

#17 WRAP UP lipiec & TBR sierpień

Cześć! ♥

Kompletnie nie sprostałam swoim oczekiwaniom. Myślałam "Och, lipiec, wakacje, więc będę miała więcej czasu na czytanie". Nie wzięłam pod uwagę, czy akurat będę miała na to ochotę. "Weny czytelniczej" zabrakło mi w tym miesiącu, niektórzy wiedzą, dlaczego, niektórzy nie. Dlatego też mój wynik pozostawia wiele do życzenia. W lipcu udało mi się przeczytać jedynie trzy książki, ale mam jeszcze dwie, w których jestem trakcie.

WRAP UP

~ "Dary Anioła: Miasto popiołów" - Cassandra Clare (7/10) Wyzwania: 3,1 cm, Autor pod pseudonimem
~ "Skazani" - Alice Hill (8/10) Wyzwania: 4 cm, Została wydana w 2015 (Nie ma na zdjęciu, część "Booktour'u")
~ "Rywalki" - Kiera Cass (8.5/10) Wyzwania: 3 cm, Ma tylko jedno słowo w tytule
~ "Musimy coś zmienić" - Sandy Hall 100 stron!
~ "Czas żniw" - Samantha Shanon 178 stron!

Łącznie przeczytałam 1630 stron, co daje 53 strony na dzień.



PODSUMOWANIE TBR lipiec
Przeczytane z TBR: Miasto popiołów

TBR sierpień
Oczywistym będzie, że w tym miesiącu muszę przeczytać do końca "Musimy coś zmienić" oraz "Czas żniw". Spróbuję również przeczytać "Gra w kłamstwa", "W pierścieniu ognia" oraz "Szklany Tron". Coś czuję, że tego nie przeczytam, ale jak już wpadnę w czytelniczy nastrój, spróbuję ugryźć "Akademię Wampirów" po raz kolejny ;)