czwartek, 22 października 2015

#33 Przygody Sherlocka Holmesa (Błękitny Karbunkuł) - Arthur Conan Doyle

RECENZJA OPOWIADANIA!

Tytuł: Przygody Sherlocka Holmesa (Błękitny Karbunkuł)
Autor: Arthur Conan Doyle
Tłumaczenie: Ewa Łozińska-Małkiewicz
Ilość stron: 30
Cena: 16,90
Wydawnictwo: Algo
Ocena: 7/10
Wyzwania: -





 Jak rozwiązać tajemnicę zaginionego kamienia, kiedy jako dowody mamy tylko zniszczony kapelusz i martwą gęś? Nie wiesz? Więc lepiej przeczytaj "Błękitny Karbunkuł", a na pewno dowiesz się, jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w takiej sytuacji! 

Dobra, ale teraz już na poważnie. W mojej recenzji "Studium w szkarłacie" przedstawiłam wam doktora Watsona i Sherlocka Holmesa, których i tak już pewnie wcześniej znaliście. Jednak jeśli nie wiecie (w co szczerzę wątpię) to szybko wam to nakreślę - Sherlock to niezwykle inteligentny człowiek, który para się pracą detektywa. Jest tak dobry, że kiedy policja utknie w ślepym zaułku śledztwa, od razu udają się do niego. Tak było i tym razem, kiedy jeden z policjantów jest świadkiem dość nietypowej sytuacji. Jako "dowody" dostaje ubrudzony kapelusz i gęś. Odrzuca zwierzę jako nic nie wartą poszlakę i poleca, aby policjant po prostu wziął ją na obiad. Tak też uczynił, ale zdziwił się, kiedy w przełyku gęsi znajduje drogocenny kamień. Typowa sytuacja?

Jak się okazuje, kamień (czyli tytułowy karbunkuł o kolorze innym niż reszta - błękitnym) należy do hrabiny, która zgubiła go pewnego dnia w hotelu. Wtedy Sherlock wraz z naszym narratorem, Watsonem, wyrusza na poszukiwanie złodzieja, który ukradł drogocenną rzecz hrabinie. Czy to faktycznie był hydraulik, który został o tą zbrodnię oskarżony? A może ktoś, kto zupełnie nie ma pozornego związku z tą sprawą?

Najbardziej w książkach Doyle'a uwielbiam to, kiedy wiemy, że jesteśmy wyprowadzani w pole i ten, na którego wskazują dowody nigdy nie jest tym, który popełnił zbrodnię. Jednak dalej z zapartym tchem czekamy na rozwój wydarzeń, choć i tak wiemy, że nie przechytrzymy ani Doyle'a ani Holmes'a i nie odgadniemy winowajcy. Dlaczego? Bo to zwykle jest ktoś, kto ma najmniejszy z możliwych związek ze sprawą. Poznaliśmy tylko jego nazwisko (czasami nawet nie), było wspomniane bodajże raz, bo przecież "nie ma związku z przestępstwem". 

Uwielbiam też Holmes'a, który jest tak cholernie inteligentny! Świetne są też jego pozornie głupie i niemądre zachowania, ale jak się później okazuje, było to wszystko dokładnie przemyślane i osiągnął dzięki temu zamierzony cel. 

Głupi kapelusz jest zaczątkiem sprawy - skończyła się na skradzionym kamieniu, za którego cenę ze spokojem moglibyśmy kupić sobie kilka wypasionych aut (oczywiście na tamte czasy). Myślę jednak, że najlepsze w tej książce jest wodzenie czytelnika za nos, o czym wspomniałam w poprzedniej recenzji Sherlocka. Niby jesteś już pewien, że wiesz, że znalazłeś odpowiedź, a tu BUM! To ktoś inny! Jednak nie była to tak emocjonująca i rozbudowana powieść jak "Studium w szkarłacie", ale i tak bardzo mi się podobała.

Jeśli macie ochotę na jakiś dobry kryminał to oczywiście polecam, ale może nie róbcie tak jak ja, nie czytajcie opowiadania, które jest w środku książki (to na przykład zaczyna się na stronie 200.), bo z tego co wyczytałam, dużo opowiadań ma w treści powiązania do kolejnych. Ja jednak musiałam przeczytać to na konkurs i dlatego zaczęłam od "środka" ;)

2 komentarze:

  1. Ale tu ładnie u Ciebie :) Co do Sherlocka... postać bardzo lubię, chociaż do książek Doyla miałam jedno podejście. Nie podpadło mi to jakoś, może ze względu na to, że ja ogólnie nie przepadam za krótkimi opowiadaniami. Także u mnie raczej króluje Poirot ;)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję, kochana <3 Sherlock to nie tylko krótkie opowiadania, więc może polecam sięgnąć po np. "Studium w szkarłacie", czyli właściwie początek jego przygód. A Poirota (jeśli wszystko dobrze pójdzie) przeczytam za niedługo, bo z tego co widziałam, w drugim etapie jest jedna książka właśnie o nim :)
      Buziaki! :*

      Usuń