niedziela, 15 listopada 2015

#42 Maybe Someday - Colleen Hoover

Na początku mała informacja - mój telefon padł na dobre i nie wydaje się, by za niedługi czas miał powrócić do sił, także przepraszam, że zdjęcia nie są "moje" i za mój brak życia na instagramie... :(

Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Ilość stron: 381
Cena: 36,90
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 9/10
Wyzwanie: 2,4 cm






Miałeś kiedyś wrażenie, że pech uczepił się tylko ciebie na tym wielkim świecie? Do tego stopnia, że nie chcesz nic robić, bo wiesz, że na starcie skazane jest to na porażkę. Do takiego wniosku dochodzi Sydney po swoich 22. urodzinach, kiedy zdradza ją chłopak i współlokatorka. Nie ma gdzie iść. Nie ma pieniędzy. Jednak dobra dusza przygarnia ją pod swoje skrzydła. Dobra dusza, w której Syd na zabój się zakochuje.

Na starcie bardzo optymistycznie, bo powiem, że jest to jedna z lepszych historii New Adult jakie czytałam w tym roku. Przy tego typu książkach mam wrażenie, że gdzieś już widziałam tą historię... A, tak! W pięciuset innych książkach! A tutaj? Kompletnie świeże spojrzenie na miłość i ludzkie problemy.

Muszę tu wspomnieć o Colleen, która w tej książce wszystko zrobiła perfekcyjnie. Po raz pierwszy tak zażarcie chciałam, aby dwójka bohaterów była razem i polubiłam główną bohaterkę. Było tu tyle emocji, podczas których na zamianę wstrzymywałam oddech, zaciskałam pięści albo czułam motylki w brzuchu. Kolejnym plusem dla Colleen jest to, że nie była to piękna jak w bajce historyjka, ale historia, która naprawdę gdzieś mogłaby się zdarzyć. Cóż, serce Ridge'a niestety rozdzielone jest na dwie połówki - jedna należy do Sydney, druga do wieloletniej dziewczyny.

I - w końcu! - nie byłam pewna jak ta cała historia się potoczy, zakończy. Kogo Ridge wybierze? A może to Sydney będzie miała w końcu dość i pójdzie w diabły? Czy może zostanie i będą dalej tworzyć. Ale co tworzyć? Kolejny fantastyczny wątek, czyli...

Muzyka.

To muzyka właśnie zbliżyła tych dwojga. Odgrywa w "Maybe Someday" wielką, wręcz kluczową rolę, nawet sam tytuł to piosenka, którą razem napisali. Ale najlepszą niespodzianką było dla mnie to, że możemy posłuchać wszystkich tych piosenek, które powstały na łóżku Ridge'a. Nigdy nie spotkałam się z czymś takim, a ten "eksperyment", jak sama nazwała to autorka, bardzo, ale to bardzo przypadł mi do gustu!

Jednak "Maybe Someday" porusza także tematykę problemów, niestety, nie powiem wam jakich. Ja, kiedy się o tym dowiedziałam, moja szczęka wylądowała na podłodze i miałam ochotę całować panią Hoover po stopach, za to, że stworzyła coś tak pięknego i wzruszającego. A jeśli już mówimy o pani Hoover, warto byłoby napomknąć coś o jej stylu pisania. Cóż, jest to moje drugie spotkanie z nią (po "Hopeless") i wiem na pewno, że nie ostatnie. Od jej słów można się po prostu uzależnić, bo ja już teraz czuję potrzebę sięgnięcia po jej kolejne książki!

Ale powiem wam, że mimo tych wszystkich zalet, nie ciągnęło mnie do tej książki. Chociaż mam bardzo duży sentyment, bo przez maraton z "Maybe Someday" poznałam booktube'a, a bez niego raczej by mnie tu nie było. Ale w końcu sięgnęłam i kompletnie odleciałam! A do tego ta okładka... Jeśli lubicie książki New Adult (albo nie) to przeczytajcie to natychmiast. Jeśli interesuje was muzyka, to tym bardziej! :)

15 komentarzy:

  1. Nic dodać, nic ująć. Mnie książka też wyjątkowo pochłonęła; bardzo cieszyłam się, że była mniej "słodka" od Hopeless, jakby bardziej dojrzała. Rzezywiście, to jedna z lepszych historii new adult, jakie czytałam. Ale czytałam mało, więc może kiedyś... się to zmieni ;)

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wole chyba... bardziej ambitne książki niż new adult, ale takie właśnie książki są dobrą odskocznią ;)

      Usuń
  2. Cześć! W ogóle to ja niedawno zmieniłam wygląd bloga, więc miło by mi było, gdybyś zajrzała i oceniłą - zmiany poczyniłam dosyć odważne i radykalne :)
    Książka... no, czytałam o niej dosyć sporo opinii i albo ludzie ją wychwalali, albo wręcz przeciwnie, mówili, że jest bez emocji i bez sensu. Osobiście nie zamierzam stawać po żadnej ze stron, bo jak dla mnie to wolę poczekać, aż trochę straci na popularności... nie wiem dlaczego, ale ostatnio nie lubię czytać takich wszędzie reklamowanych powieści :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na recenzję "Klątwy tygrysa"!

    OdpowiedzUsuń
  3. Normalnie KOCHAM. TE. KSIĄŻKĘ! *-*
    Jest cudowna i po prostu mateńko święta się rozmarzyłam i chętnie znów bym do niej wróciła xD

    Buziaki <3
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie tylko mnie zachwyciła! Haha, całusy kochana! :*

      Usuń
  4. Ja nie jestem największą fanką tej pozycji :/
    Pozdrawiam, JUlka

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, krótka recenzja, która idealnie oddaje istotę Maybe Someday. Mnie książka urzekła, chociaż nieco mniej niż Hopeless i Losing hope i sama szykuję się do napisania recenzji. Hoover po raz kolejny pokazała klasę i to, że potrafi wykreować realnych, prawdziwych bohaterów i to nie tylko tych głównych. Waren skradł moje serce. <3
    W sumie to po lekturze Maybe Someday słowa "trójkąt miłosny" nabrały nowego znaczenia. :3
    Myślę, że jak ktoś się jeszcze waha, czy czytać, to po przeczytaniu Twojej recenzji sprawa będzie jasna: koniecznie przeczytać. :D
    Pozdrawiam, Koneko

    W wolnej chwili zapraszam do siebie: recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Maybe Someday to książka, od której rozpoczęłam swoją przygodę z Colleen Hoover i to właśnie dzięki niej pokochałam tę autorkę. Historia Sydney i Ridge'a całkowicie mnie pochłonęła i jestem w niej zakochana ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dawna mam w planach przeczytanie tej książki. Nie wiem nawet na co czekam - MUSZĘ JĄ MIEĆ! ;)

    http://skrytaksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam już kilka książek Pani Hooveer i jeszcze na żadnej się nie zawiodłam. "Maybe Someday" jeszcze nie czytałam, jednak już od dłuższego czasu mam na nią ogromną ochotę ;)
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  9. Hoover jest dla mnie marką samą w sobie, tę książkę mam na półce i z przyjemnością zabiorę się za nią w wolniejszej chwili :)
    Przykro mi, że padł Ci telefon...

    OdpowiedzUsuń
  10. Też sądzę, że Colleen Hoover ma rękę do magicznych historii. To już kolejna książka, która pochłonęła mnie bez reszty i wywołała ogromne emocje.
    Pozdrawiam!
    Pokoleniezaczytanych.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Po rozczarowaniu jakim była dla mnie "Hopeless" z pewną niechęcią sięgnęłam po "Maybe someday", nie spodziewając się niczego dobrego i...zupełnie się pomyliłam! Zakochałam się w tej historii i na pewno jeszcze do niej powrócę. :)
    Pozdrawiam,
    Kalorka czyta

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jeszcze po nią nie sięgnęłam. Lubię autorkę, bo pisze lekko, a jej powieści nie są banalne. Jednak niedawno było mnóstwo zachwytów nad tą książką, a mnie niestety do niej nie ciągnęło. Teraz czuje się zaciekawiona, więc przy okazji chętnie się przekonam czy mi się spodoba:) Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń