niedziela, 31 stycznia 2016

#60 Zakon Mimów - Samantha Shannon

Tytuł: Czas Żniw
Autor: Samantha Shannon
Tłumaczenie: Regina Kołek
Ilość stron: 541
Cena: 34,90
Wydawnictwo: SQN
Ocena: 8/10







Po pierwsze i najważniejsze, przepraszam was za moją dłuuugą nieobecność, która spowodowana była chorobą. Mam jednak nadzieję, że zostajecie ze mną i zapraszam was serdecznie na recenzję książki, z którą niemiłosiernie się męczyłam.

Zakon Mimów to kontynuacja bezbłędnego debiutu literackiego Samanthy Shannon, "Czasu Żniw". Opowiada o dziewiętnastoletniej Paige, która zostaje porwana do kolonii Szeol I i tam wykorzystywane są jej zdolności jasnowidza. Kolonia prowadzona jest przez inną rasę, Refaitów, która pochodzi z innego wymiaru. "Zakon Mimów" zaczyna się, kiedy garstka ocalałych ucieka z Szeolu, z pomocą Naczelnika. Rozpraszają się i każdy stara się żyć swoim wcześniejszym życiem, tylko z większą dozą ostrożności. Tylko Paige wie, że Refaici zaatakują niebawem i chce ostrzec resztę, która nie wierzy w żadne jej słowo. 

Zacznę od najlepszej rzeczy, czyli oczywiście stylu pisania pani Shannon. Jest on po prostu najlepszy i uwielbiam frazesy, którymi autorka operuje. Jest młoda, ale niewiarygodnie utalentowana. Pisze dość, można powiedzieć, "wyniośle", ale bardzo przyjemnie czyta się jej pozycje. Świetnie wykreowani bohaterowie, trójwymiarowe sytuacje tylko nadają tej wspaniale obmyślanej historii koloru. Jedyną rzeczą, na którą mogę narzekać jest fakt, że czasami się w tym gubiłam.

Ta część jest skupiona bardziej na politycznych aspektach życia w Londynie, którego największym celem jest wytępienie wszystkich jasnowidzów. Czasami jednak to przytłacza. Mimo, że męczyłam się z tą powieścią kilka tygodni, podobała mi się, naprawdę. Bardzo lubię Paige, więc wielki plus dla autorki, bo większość głównych bohaterek mnie denerwuje. 

Moją ocenę troszkę zaniżył początek, który ciągnął się niemiłosiernie. Po tym, jak Paige wręcz jest zmuszona wrócić do Tarcz, zmuszona jest również do robienia rzeczy, które wcześniej były jej obowiązkami. Chodziła na aukcje, miała małe "starcia" z innymi jasnowidzami... Czasami po prostu nużyły nas te "codzienne" czynności, kiedy w "Czasie Żniw" dostaliśmy tyle akcji, czuć trochę niedosyt.

Mimo wszystko akcja zaczęła się rozkręcać i wrócił klimat z pierwszej części. Było dużo intryg, rozterek, tajemnic, na których rozwiązania czekaliśmy z zapartym tchem. Po pierwszej części dostaliśmy dużo niedokończonych spraw, które toczą się dalej w drugiej części.

Podsumowując - polecam bardzo gorąco, choć uprzedzam, że początek może naprawdę dłużyć się w nieskończoność. Bardzo lubię tą serię i czekam z niecierpliwością na trzeci tom! :)

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu!

sobota, 16 stycznia 2016

#59 Obsydian - Jennifer L. Armentrout

Tytuł: Obsydian
Autor: Jennifer L. Armentrout
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Ilość stron: 442
Cena: 39,90
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 3/10
Wyzwania: 3,1 cm





Nie mam pojęcia, dlaczego piszę tę recenzję prawie dwa tygodnie po przeczytaniu książki. Może to dlatego, że nie miałam na nic ochoty. Powodem może też być szkoła, która chyba wszystkich nas przytłoczyła w tych ostatnich miesiącach pierwszego semestru. Jednak myślę, że największym i najprawdopodobniejszym powodem było to, że chciałam troszeczkę ochłonąć po tak złej powieści.

Moja radość była ogromna, kiedy przyszła do mnie paczka z zamówionym kilka dni wcześniej "Obsydianem". Na półce niemal każdej blogerki czy vlogerki książkowej stała calusieńka seria "Lux". Obejrzałam masę recenzji, jeszcze więcej przeczytałam, a moja ekscytacja wciąż rosła. Rzuciłam wszystko, odłożyłam książkę, którą aktualnie czytałam i zabrałam się za czytanie tego rzekomego "cudeńka", które wszyscy zachwalali. No niestety, okazało się, że pierwsza książka,którą przeczytałam w 2016 okazała się totalną klapą i stratą czasu.

Katy to zwykła nastolatka wychowująca się bez jednego rodzica. Kocha książki, prowadzi blog książkowy i bardzo lubi zajmować się ogrodnictwem, co przypomina jej o zmarłym ojcu. Jej matka decyduje, że wyjadą do zapyziałego miasteczka, o którym nikt nigdy nie słyszał i tam zaczną nowe życie. Katy wzrusza na to ramionami i po prostu robi to, co chce matka. Poznaje swoją nadpobudliwą sąsiadkę i szybko się z nią zaprzyjaźnia, zupełnie inaczej jest z jej bratem - on jest niebywale wredny dla głównej bohaterki i ciągle robi jej na złość. Jednak po serii dziwnych wydarzeń i zbiegów okoliczności okazuje się, że oni nie są tacy jak my...

Zacznę może od kwestii, która wszystkich nas dopada zaraz po przeczytaniu opisu bądź recenzji - wielkie podobieństwo do "Zmierzchu". Sama "Zmierzchu" nie czytałam (ale na pewno mam taki zamiar), ale przeczytałam ostatnio jakiś post (nie dam sobie głowy uciąć, ale było to chyba u Gosiarelli), który porównywał "Lux" do powieści pani Stephenie Meyer. Główny bohater jest wredny dla głównej bohaterki, wychowuje się ona bez jednego rodzica, prawie zostaje potrącona przez samochód, ale ratuje ją Daemon/Edward, ujawniając tym samym swoje moce. Dziwny zbieg okoliczności? Nie sądzę.

Do tego dochodzi styl pisania autorki, który wydał mi się tak prymitywny i amatorski, że na prawdę porządnie zastanawiałam się, jakim cudem ta powieść osiągnęła tak duży sukces. Czułam się tak, jakbym czytała jakieś kiepskie fanfiction, albo co najmniej jakby autorka uważała, że jestem idiotką. Irytowało mnie to tak, że nieraz po prostu miałam ochotę walnąć tą książką w ścianę, jednak cały czas dawałam jej szansę. Do tego ten okropny humor, który nie trafiał ani trochę w moje gusta, no i te akcje, które niby miały mi przyspieszyć tętno, ale tylko sprawiały, że ziewałam.

I kolejny powód, który uzasadnia moją ocenę - bohaterowie, którzy byli tak okropne wykreowani, że chciało mi się płakać. Te teksty, które ukazują tylko i wyłącznie ich głupotę, no i to, co robią, pokazując, że tekstami nie wyczerpali swojego zbioru głupoty. Katy okropnie mnie irytowała, ale to akurat wybaczam, bo niemal każda bohaterka takich powieści mnie niesamowicie wkurza. I wiem, że Daemona kochają wszyscy, ja niestety miałam ochotę go udusić. 

Podsumowując - tę książkę albo się kocha, albo się nienawidzi - ja jestem w tej drugiej grupie. Możliwe, że nie spodobała mi się, bo moje oczekiwania były zbyt wygórowane, jednak będę te książki omijać szerokim łukiem. A szkoda, bo okładki mają naprawdę piękne i chętnie ozdobiłabym nimi moją półkę ;)

A wy, czytaliście "Obsydian"? 

poniedziałek, 11 stycznia 2016

#58 Literackie miasteczko Book TAG

Cześć!
Dziś, przed recenzją, która jest już w przygotowaniu, przychodzę do was z tagiem, do którego nominowała mnie moja kochana Justyna :) Bez zbędnego przedłużania, zadam wam jeszcze jedno pytanie - chcielibyście kolejną odsłonę mojego "stosu książek do przeczytania"? Już od jakiegoś czasu na moim stoliku nocnym piętrzą się stosy książek, które pilnie muszą zostać przeczytane... Przejdźmy do tagu! :)

Ratusz
Hm... Kto by mógł nadawać się na burmistrza? Dla mnie najlepszym rozwiązaniem byłby Castle z "Dotyku Julii" bądź Katniss z "Igrzysk Śmierci". W sumie obydwoje "przewodzili" rebeliom, więc myślę, że posiadają zdolności przywódcze. Jestem jednak bardziej skłonna do wybrania na burmistrza Castle'a.

Sklep
Załóżmy, że będzie to sklep odzieżowy i musimy wybrać osobę, która będzie kochała ubrania. Myślę, że będzie to Sara z "Powodu by oddychać". Jeszcze nie przeczytałam całej książki i z pewnością nie zrobię tego w najbliższym czasie, ale już zdążyłam zauważyć, że ubrania to dla niej rzecz święta. Choć po namyśle mogłabym tu umieścić Wernera - kto czytał "Dotyk Julii" ten zrozumie :')

Zoo
Hm, kto lubi zwierzęta na tyle, żeby pracować w zoo? O Jezu, nie mam pojęcia... Pojadę chyba po najniższej linii oporu, bo powiem, że Hanna z "Pretty Little Liars". W końcu miała psa, co nie? :)

Klub
Myślę, że Alaska z "Szukając Alaski" genialnie odnalazłaby się w tej pracy. W końcu nie była typem spokojnej i poukładanej dziewczyny, a wybuchowej, imprezowej, podążającej swoimi własnymi ścieżkami. Tak btw, mam nadzieję, że "Papierowe Miasta" Green'a mi się spodobają!

Kawiarnia
Przepraszam, ale nie mogę się oprzeć... Rachel z serialu "Przyjaciele". Mimo że nie jest dobrą kelnerką, uwielbiam ją i  k o c h a m  "Friends", najlepszy serial pod słońcem <3 Czy tylko ja uważam, że bez Chandlera i Joeya ten serial nie był by już tak świetny? :)

Szkoła
Tu również podążę za schematem - Albus Dumbledore. Kto by nie chciał go za swojego dyrektora? Mógłby raz machnąć różdżką i niedobry kompot z kawałkami paznokci pań kucharek zmieniłby się w pyszny sok dyniowy!

Muzeum
Ross... Dobra, dosyć seriali! Może będzie to trochę na wyrost, ale do muzeum nadawałby się doktor Watson z całego cyklu o Sherlocku Holmesie. W sumie był świadkiem tej historii i ma tyle przeszedł... Tak, definitywnie sprawdziłby się w tej roli.

Szpital
Lidka z "Galopu '44", który czytałam do tej pory, ale niestety musiałam odłożyć z przyczyny pojawienia się paczki z książkami recenzenckimi. Bardzo fajna książka, szczególnie, jeśli chcemy się dowiedzieć więcej o powstaniu w Warszawie lub jeśli lubisz czytać o IIWŚ, tak jak ja :)

Bank
Maxon z "Rywalek", może to dziwne, ale uważam, że skoro ma zarządzać całym państwem, to powinien umieć również rozważnie dysponować królewskimi finansami. A może powinnam wybrać do tej kategorii jego ojca? Ale dajmy młodemu szansę, niech będzie Maxon! :)

Księgarnia
Nie mogę odpowiedzieć ja? No cóż... Uważam, że byłaby to wymarzona praca dla Katy z "Obsydianu" (recenzja już wkrótce :). Oczywiście to wszystko dlatego, że prowadzi swojego bloga recenzenckiego i myślę, że dla każdej z nas byłaby to bardzo przyjemna praca.

Autobus
A kierowcą jesteś ty! Tak, ty! Jeśli właśnie to czytasz, wyobraź sobie, że właśnie tutaj figuruje nazwa twojego bloga :)

wtorek, 5 stycznia 2016

#57 Dar Julii - Tahereh Mafi

Tytuł: Dar Julii
Autor: Tahereh Mafi
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Ilość stron: 384
Cena: 34,90
Wydawnictwo: Otwarte
Ocena: 10/10
Wyzwania: 2,6 cm, główny bohater ma imię na tą samą literę co ja






Jeśli czytaliście mój post z podsumowania, dotyczący moich ulubionych książek 2k15, wiecie doskonale, że ta właśnie pozycja upasowała się na dość wysokim miejscu. bo na drugim. Oczywiście mogłam wstawić tam pierwszą lub drugą część, ale wiem, że miały wiele wad (szczególnie pierwsza), a "Dar Julii" moim zdaniem jest bezbłędny.

Julia budzi się u Warnera, po jakże dramatycznym zdarzeniu, które zaistniało przez Andersona, ojca Warnera. Rozpoczęła się wojna, a Julia musi poprowadzić Punkt Omega, nie ważne, że rozbity, do zwycięstwa. Przetrwała tylko garstka, dochodzi wśród nich do licznych sporów, a wielu nie podoba się, że Julia ufa Warnerowi. 

W tej książce nic nie jest jak powinno, wszystko wywraca się do góry nogami. Kompletnie nie wiemy, kogo lubić, kogo nie. Ale właśnie to w tym było najfajniejsze. I powiem wam szczerze, że główną wadą, co jest jednocześnie wielką zaletą, jest to, że książkę czyta się jednym tchem. Mimo że każdy lubi książki, które łatwo się czyta, chciałabym spędzić więcej czasu przy tej lekturze i nie kończyć jej tak szybko.
Zauważyłam, że wiele książek dystopijnych kończy się wojną. To, że tutaj również było dużo wojny (krótkiej, ale jednak), myślę, że to właśnie dlatego książka tak bardzo mnie wciągnęła. Akcja jest szybka i wartka, dzięki czemu nie będziemy się nudzić. Do tego autorka wyszła chyba poza skalę dobrego pisania, bo uważam, że jej język był w tej konkretnej części genialny. Gdybym akurat miała przy sobie karteczki samoprzylepne, pewnie zużyłabym wszystkie na "Dar Julii" ;)

Myślę, że książka nie spodoba się zwolennikom Adama, nie chcę spojlerować, więc nie powiem dokładnie, o co chodzi, choć większość pewnie się domyśla. Irytował mnie przez całą serię, więc niezmiernie się cieszę, że Tahereh Mafi postanowiła umieścić w "Darze..." tyle Wernera. 

Coś co również mi się podoba to to, że nie mamy tu typowej dystopijnej powieści dla młodzieży, typowego romansu. Prowadzony również jest jeden wątek (nie powiem wam, o co chodzi, najlepiej jak przeczytacie sami! :), który "opowiada" o rodzinie, problemach, usamodzielnieniu się i przejęciu odpowiedzialności. Właśnie to sprawiło, że cała powieść tak bardzo mnie zauroczyła, bo miała to czego zwykle brakło innym młodzieżowym dystopiom. 

Słowem podsumowania - najlepsza seria, najlepsza część. To bardzo dobrze świadczy o autorach, kiedy z każdym kolejnym tomem ich warsztat jest lepszy, co oznacza, że uczą się na błędach, a po takich ludziach spodziewać się możemy najlepszych książek. Mam nadzieję, że Tahereh Mafi napisze coś jeszcze, bo z chęcią sięgnęłabym po coś jej autorstwa ;)
Czytaliście? Co myślicie o kończącym tomie? ;)
+ przepraszam za brak moich zdjęć, ale naprawdę nie miałam ani czasu ani ochoty :(

niedziela, 3 stycznia 2016

#56 WRAP UP grudzień & TBR styczeń

Cześć!

Dzisiaj przychodzę, jak na każdy początek miesiąca, z wrap up'em oraz TBR. Przeczytałam 4,5 książki, co jak dla mnie jest całkiem zadowalającym wynikiem. Oczywiście, mam nadzieję, że styczeń będzie jeszcze lepszy ;) Dobra, zaczynamy!

WRAP UP

~ "Opowieść Wigilijna" - Charles Dickens (10/10) Wyzwania: -
~ "Ania z Zielonego Wzgórza" - Lucy M. Montgomery (-) Wyzwania: 3 cm
~ "Sekret Julii" - Tahereh Mafi (10/10) Wyzwania: 2,9 cm
~ "Dar Julii" - Tahereh Mafi (10/10) Wyzwania: 2,6 cm
~ "Obsydian" - Jennifer L. Armentrout (250 stron)

Łącznie przeczytałam 1554 strony, co daje 50 stron na dzień.


TBR styczeń
Oczywiście, że książkami, które muszę w tym miesiącu przeczytać są moje prezenty gwiazdkowe. Przede wszystkim zależy mi na skończeniu "Obsydianu" Jennifer L. Armentrout. Następnie zabiorę się za "Powód by oddychać" Rebecci Donovan, bo jestem mega ciekawa, czym się tak wszyscy zachwycają. Na kolejny ogień idzie "Endgame", później "Mechaniczny Anioł". Jeśli starczy mi stycznia, oczywiście zabiorę się za "Papierowe Miasta" Johna Green'a ;)


A jak u was? Jaka była najlepsza książka, którą przeczytaliście w ostatnim miesiącu 2015? :)