wtorek, 14 czerwca 2016

#94 Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes



Zacznijmy od tego, dlaczego nie lubię już romansów. Książki z gatunku young adul nauczyły mnie tego, że aby napisać dobre romansidło trzeba coś w życiu przeżyć, mieć wyobraźnię na poziomie dziecka (bo wiemy przecież, że brzdącowa wyobraźnia jest dużo bardziej rozwinięta) i lekkie pióro. Serdecznie dość miałam tych samych historii, kiedy to dziewczyna poznawała chłopaka i się w sobie zakochiwali. Proste i banalne. Co sądzę zatem o kolejnym "romansidle" na mojej półce?

Lou Clark to 26-latka o bardzo małym doświadczeniu zawodowym. Kiedy jej ukochana restauracja "Bułka z masłem" zostaje chamsko zamknięta na rzecz innego baru, Louisa musi szybko znaleźć inne zajęcie aby uzupełnić lukę w domowym budżecie. Idealną ofertą zdaje się być propozycja pracy w domu Traynorów, gdzie dziewczyna miałaby się zajmować mężczyzną z czterokończynowym paraliżem. 

To było moje pierwsze spotkanie z Jojo Moyes i zdecydowanie nie ostatnie. Już dawno chciałam dorwać "Zanim się pojawiłeś", szczególnie w tej uroczej książkowej wersji, więc kiedy w księgarni wypatrzyłam jeden, jedyny egzemplarz, schowałam go pod kurtkę i pobiegłam do kasy, aby go kupić. Nie od razu zabrałam się do lektury, nie przez moje małe zainteresowanie, ale przez to, że czytała ją moja mama. O dziwo, bardzo jej się spodobała. Nie zrozumcie mnie źle, ale książka, która podoba się mojej nieczytającej z powodu braku czasu rodzicielce, musi być dobra.

Co mnie poraziło w tej książce, zupełnie nie w negatywnym sensie, była zupełna prawdziwość. Moyes opisała tu prawdziwe życie dziewczyny - ba, kobiety - która nie jest taka jak wszystkie. Miała chłopaka, z którym była siedem lat, a jednak lista rzeczy, którymi się różnią zdawała się nie mieć końca. Trwała w związku, bo to było dla niej bezpieczne. Nie była życiowym nieudacznikiem, ale nie miała własnego mieszkania i ciągle żyła na garnuszku rodziców, a rzeczą, która różniła ją od innych był nieszablonowy styl i nieumiejętność trzymania języka za zębami.

Jeśli już lawirujemy w temacie bohaterów, Will. Will na początku wydawał mi się najbardziej ponurą i niewdzięczną postacią, jaka kiedykolwiek istniała. Z czasem jednak pokochałam go z całego mojego serducha i żałowałam tego, że w ogóle miał wypadek. 

Bardzo podobało mi się, jak Jojo Moyes wplatała różne wartości w tekst, aby w prostej, ale ujmującej fabule przekazać nam coś większego. Przykładem może być faworyzowanie młodszej siostry Lou, Triny, która jako jedyna w rodzinie miała szanse osiągnąć coś wielkiego. Problemy rodzinne i zmagania z depresją to również nieodłączna część tej historii.

Jeśli mam być szczera - nie był to rozpierniczacz systemu, ruskie pierogi czy co tam jeszcze, ale całkiem przyjemna powieść o tym, że nie zawsze miłość jest najsilniejsza i nie ważne, ile mamy pieniędzy, zawsze trzeba być przygotowanym na to, że nie jesteśmy nietykalni. Więc, podsumowując - zdecydowanie polecam. Nie było to najlepsze romansidło, jakie czytałam, ale wiem, że wielu ludziom bardzo się podobało, więc spróbujcie, może i wy uznacie ją za rozpierniczacz systemu!

6 komentarzy:

  1. Książkę miałam w planach jeszcze przed ekranizacją, zanim wszyscy zaczęli o niej trąbić. Na pewno ją przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę książkę... i Willa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem świeżo po innej powieści autorki i jestem pod wielkim wrażeniem. Również jestem zdania, że to nie ostatnie spotkanie z autorką. :]

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszędzie jest pełno o tej książce i same pozytywne opinie. Ja również nie przepadam za romansidłami, ale powiem szczerze, że "Zanim się pojawiłeś" z każdą chwilą coraz bardziej mnie kusi :)

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/06/krolowa-cieni.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Powieść uwielbiam, Lou ubóstwiam, Willa kocham....ale nigdy, przenigdy mu tego nie wybaczę!

    OdpowiedzUsuń