niedziela, 31 lipca 2016

#108 Podsumowanie lipca 2016

Cześć kochani!

Dziś ostatni dzień lipca, więc pomyślałam, że zrobiłabym małe podsumowanie. Może nie był to miesiąc tak dobry jak myślałam, ale zdecydowanie nie najgorszy. Wiecie, mimo że od ponad miesiąca mam wakacje, mam strasznie mało czasu na czytanie. Kocham książki, ale nie chcę ograniczać puli moich rozrywek tylko do czytania, więc wychodziłam i korzystałam z wolnego ile się dało. Coś, z czego jestem bardzo zadowolona to książki kupione w tym miesiącu - jest ich mało, ale za to upolowałam wszystkie w naprawdę atrakcyjnych cenach!


1. Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd ★★★★★★★☆☆☆
2. Ja, diablica - Katarzyna Berenika Miszczuk ★★★★★☆☆☆☆☆
3. Tancerze burzy - Jay Kristoff ★★★★★★★★★☆
4. Mroczniejszy odcień magii - V. E. Schwab ★★★★★★★☆☆☆
5. 316 stron "Króla Kruków" Maggie Stiefvater

Najlepsza książka: Tancerze burzy
Najgorsza książka: Ja, diablica
Wyzwanie wzrostu: 10,4 cm
Ilość przeczytanych stron: 1910
Ilość stron na dzień: 62
Dotychczas przeczytanie książki w 2016: 28,5 


1. Mroczniejszy odcień magii - V. E. Schwab - musiałam mieć tę książkę w dniu premiery, także 11 lipca złożyłam swoje zamówienie na Aros.pl :)
2. Siła trucizny - Maria V. Snyder - wygrzebana na jednym z nadmorskich kiermaszy za jedyne 12 zł :)
3. Tak blisko... - Tammara Webber - również na kiermaszu, tym razem tylko 9,99!
4. Dawca - Lois Lowry - w końcu znalazłam coś dla siebie w biedronkowym koszu, za jedyne 7,99. Ten miesiąc to zdecydowanie miesiąc przecen!

Trochę teraz o statystykach!

Liczba wyświetleń w miesiącu: 2515
Najchętniej czytany post: Sekretne życie pszczół (583 odsłony)
Komentarze: 246
Liczba postów: 9
Nowi obserwatorzy: 40

środa, 27 lipca 2016

#107 Mroczniejszy odcień magii - V. E. Schwab

★★★★★★★☆☆

Macie czasami takie wrażenie, że książka była dobra, nawet bardzo dobra, rozbieracie ją na części pierwsze i okazuje się nagle, że wszystko - styl autora, fabuła, bohaterowie - bardzo wam się podoba. Ale jednak w głębi serca macie uczucie, że to nie było to, że autor odwalił kawał dobrej roboty i doceniasz jego starania, ale po prostu nie czujesz więzi z postaciami i całą historią? Może to efekt uboczny stawiania powieści za wysokiej poprzeczki? Nie mam pojęcia, ale wiem, że właśnie takie wrażenie towarzyszyło mi cały czas przy czytaniu "Mroczniejszego odcienia magii" V. E. Schwab.

Kell to w oficjalnym świetle podróżnik z Czerwonego Londynu. Przekazuje wiadomości od swojego władcy do szalonego króla Jerzego z Szarego Londynu, miejsca, gdzie cała magia zanikła, a świat i mieszkańcy tego równoległego świata podupadają na duchu, że kiedykolwiek zaznają magicznego mrowienia w palcach. Istnieje też Biały Londyn, rządzony przez bliźniaków Dane, który desperacko próbuje ściągnąć magię z powrotem. Mało osób wierzy w istnienie innego, Czarnego Londynu, gdzie magia żyje pod czystą postacią, do którego wiele lat temu zamknięto drzwi.

W posiadanie Kella (nie całkiem przypadkowo) wchodzi kamień. Antari wyczuwa, że nie pochodzi on z żadnego ze znanych mu wymiarów. To musi być artefakt z Czarnego Londynu. Przez trochę większy zbieg okoliczności, poznaje Lilę, podwładną szalonego Jerzego III, która okrada bogatych przechodniów aby zarobić na życie i przede wszystkim na swoje marzenia. Widzi w Kellu szansę na przygodę, tak więc chwyta go za ramię i razem z nim wyrusza na niebezpieczną wędrówkę między światami aby odnieść kamień tam, gdzie jego miejsce.

Mam totalny mętlik w głowie i nie mam kompletnie pomysłu co zawrzeć w tej recenzji. Zrobiłam lekki błąd i myślę, że to właśnie dlatego ta powieść została przeze mnie odebrana nie w ten sposób, w jaki chciałam. Miałam po prostu za wysokie oczekiwania - wiecie, jak bardzo kocham Jessego, a kiedy zobaczyłam, że zakochał się w książkach Schwab, od razu zaczęłam odliczać dni do premiery w Polsce. Jednocześnie nie chciałam poznawać fabuły, co było chyba lekkim błędem. 

Liczyłam na coś wciskającego w fotel, coś, o czym będę myśleć przez kolejne kilka tygodni, a praktycznie rzecz biorąc dostałam kolejną młodzieżówkę, może trochę lepszą od innych. Kolebka fantastyki to na pewno nie jest, może raczej przygodówka dla 13+. Nie na takie coś liczyłam.

Nie mogę jednak narzekać na styl pisania pani Schwab, który faktycznie był bardzo, bardzo dobry. Oczywiście, jest wielu lepszych autorów, ale sposób, w jaki pisała był przede wszystkim inspirujący. Naprawdę, po skończeniu książki od razu otworzyłam Worda i zaczęłam skrobać coś swojego. Myślę właśnie, że to dlatego jej książki zdobyły taką popularność za oceanem, bo Schwab ma wyjątkowo dobry kunszt pisarski. 

Słowem podsumowania - nie podchodźcie do tej książki ze zbyt wielkimi oczekiwaniami, bo tak jak ja możecie się zawieść. Ale zdecydowanie, jeśli macie wolne popołudnie, albo chcecie podszkolić trochę swój język i zaczerpnąć parę fajnych zwrotów, zdecydowanie polecam. Tak więc - fantastycznie nie było, ale fajna na jeden raz.

piątek, 22 lipca 2016

#106 Colleen Hoover Book TAG

Cześć wszystkim!

Dzisiaj przychodzę do was (znowu) z TAGiem. Tym razem zostałam nominowana (już miesiąc temu!) przez Justynkę, także zapraszam was do niej serdecznie, bo ma cudownego bloga! Jest to Colleen Hoover Book TAG - jeśli nie wiecie, przeczytałam tylko dwie jej powieści (Maybe Someday i Hopeless) i obydwie pokochałam całym sercem. Jestem wielką fanką sposobu pisana Hoover i jestem pewna, że nie poprzestanę na tych dwóch powieściach. Dzisiaj nikogo nie nominuję, ale jeśli kochacie tę autorkę tak jak ja i Justyna, poczujcie się jak najbardziej nominowani! :D


Nie wiem, czy wiecie, ale mam obsesję na punkcie ścieżki dźwiękowej do bajek Disney'a (tak, wszystkich!). Często wychodzi tak, że czytając książkę, która klimatem przywołuje mi na myśl właśnie jeden z soundtracków Disney'a, po prostu włączam muzykę przy czytaniu i zdecydowanie lepiej mi się czyta. Ostatnio taki myk zastosowałam przy czytaniu "Tancerzy Burzy" Jaya Kristoffa, a w tle leciała mi cudowna ścieżka dźwiękowa z "Mulan".


Ten kto "Marsjanina" raz zje
Ten wie,
że nie powie już nie
i w Marku zakocha się

Dobrze, nie śmiejcie się ze mnie, okej? :D Wspominałam już chyba, że jestem wielką fanką bajek - ktoś oglądał "Skok przez płot"? :)


Ci, którzy czytali "Światło, którego nie widać" Anthony'ego Doerra, doskonale wiedzą, co strasznego, ale jednocześnie pięknego działo się na kartach tej powieści. Kocham ship Marie-Laure i Werner, i nikt mi nie powie, że nie mam prawa, bo... No dobra, nie będę kończyć, może ktoś jeszcze nie czytał :) Ale tak, to wszystko, co dzieje się między tą dwójką jednocześnie rozgrzewa i jednocześnie łamie moje serce.


Jeśli czytaliście moją recenzję "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk, wiecie, że niezmiernie irytowała mnie Wiktoria, główna bohaterka, która swoim wymuszonym poczuciem humoru doprowadzała mnie do białej gorączki. Niestety, cała seria prowadzona jest z jej perspektywy, więc... Tak, to na bank bym zmieniła.


Tu również mogę wcisnąć "Tancerzy burzy" Jaya Kristoffa. Co prawda miałam szczerą nadzieję na to, że mi się spodoba, ale coś tego nie widziałam. Ja i mitologia japońska? Przecież wschodem ja się w ogóle nie interesuję! Okazało się jednak, że urzekła mnie ona niezmiernie i teraz nie mogę przestać paplać o tej książce!


Dobra, może to nie będzie postać z książki, ale - STILES z Teen Wolf. Błagam was, niby Scott jest główną postacią, ale to Dylan ukradł całe show i to jego wszyscy kochają. Stiles jest najcudowniejszy, inteligentny i niesamowicie zabawny ♥♥♥ Jeśli już muszę wybrać postać książkową, pewnie byłby to Mason z "Akademii Wampirów".


Jestem pewna, że Lili z "Mroczniejszego odcienia magii". Jej przeszłość była zdecydowanie jedną z tych, których żadna z nas nie chciałaby przeżyć, ale ona dała radę. Wiadomo, te przeżycia ukształtowały ją w osobę, którą jest teraz, ale nie zaszkodziłoby trochę miłości w jej krótkim życiu, bo jest naprawdę pozytywną i ciekawą postacią.


Pamiętam, jak czytałam "Małego Księcia". Może nie jestem w stanie przypomnieć sobie konkretnej daty, ale zdecydowanie został mi w pamięci cały ten dzień. Pamiętam, jak co chwila, podczas czytania tych niespełna 80 stron, schodziłam na dół i relacjonowałam mamie, co dzieje się w książce, na przemian ze łzami w oczach i w stanie głupawki. 

wtorek, 19 lipca 2016

#105 Tancerze burzy - Jay Kristoff

★★★★★★★★★☆

TANCERZE BURZY | BRATOBÓJCA | ENDSINGER

Poświęcenie to rzecz wyjątkowa. Nie każdy potrafi zasłonić kogoś bliskiego własnym ciałem i przyjąć na siebie karę wymierzaną przyjacielowi przez los. Taka relacja była, jest i będzie wyjątkowo cenna. Masaru wie o tym doskonale i właśnie takie wartości chce przekazać córce, jedynej osobie, jaka mu została. A sama Yukiko przekona się, że takim uczuciem można obdarzyć nie tylko człowieka, ale także stworzenie. Zapraszam was na recenzję książki, która w mgnieniu oka stała się dla mnie wyjątkowo ważna, powieści intrygującej i po prostu cudownej.

Yukiko ma szesnaście lat i żyje w Shimie. Niebo już dawno przestało być niebieskie, przybierając barwę krwi, a ludzi przestał męczyć rak, a ich prawdziwe zmartwieniem stało się uzależnienie od lotosowych oparów. W końcu dewiza tamtejszej cywilizacji brzmiała "lotos musi kwitnąć". To niezwykle okrutny świat, w którym Strażnicy Czystości i Gildia Lotosu pilnowała, aby likwidować każdego, kto choć trochę wychyli się z szeregu. Yukiko ma dosyć, ale musi pozostać wierna ojcu i wspierać go, uzależnionego od lotosu łowcy w służbie szogunowi

Nikt nie wie, że Yukiko jest jedną z osób, które nie pasują do reszty społeczeństwa. Posiada dar, który pozwala jej buszować w myślach innych istot i przekazywać im niewerbalne wiadomości. Gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział, dziewczyna zostałaby skazana na śmierć, więc łowczyni dokładnie pilnuje, aby nikt nie poznał jej sekretu. Pewnego dnia szalony szogun oświadcza, że Masaru ma zapolować na arashitorę, mityczne stworzenie, zwane również Tygrysem Gromu. Oboje z Yukiko wiedzą, że ostatnie takie stworzenia wymarły, ale posłusznie wyruszają na poszukiwanie wiatru w polu.


Nie jestem w stanie stwierdzić, jakim cudem przeczytanie tych czterystu trzydziestu stron zabrało mi tak dużo czasu. Wiecie, dlaczego? Bo czytanie tej książki było po prostu przygodą tego miesiąca. Może podświadomie czytałam ją bardzo powoli, bo nie chciałam, żeby ta podróż w nieznane rejony rodem z japońskich legend się zakończyła. Podobało mi się w niej wszystko - od oryginalnego pomysłu na fabułę, po fenomenalny styl pisania.

Okej, Rick Riordan na stałe wprowadził mitologiczne monstra na listy bestsellerów i to on jest swego rodzaju pionierem w tej dziedzinie, ale jak dla mnie w tej kategorii Jay Kristoff bije go na głowę. Mitologia grecka? Czy to aż takie oryginalne? Przecież każdy to zna, wszyscy musieliśmy czytać poszczególne teksty Parandowskiego w podstawówce. Ale czy ktoś kiedykolwiek czytał o Onich, japońskich demonach, albo wie, co to katana (nie, nie chodzi mi tutaj o dżinsową kurtkę)? Autor świetnie wymyślił cały świat, pogrzebał we wschodnich legendach i zdobył przepis na książkę niemal doskonałą.

Ale czuję, że "Tancerze burzy" nie byliby tak świetni, gdyby nie styl pisania Jaya Kristoffa. Przez tą całą powieść czułam, jak wspina się po hierarchii moich ulubionych autorów i zasiada dumnie na samym szczycie. To, jak on operuje słowem pisanym, jak świetnie potrafi opisać coś, czego w ogóle nie widział na oczy - to niewiarygodne. Ile musiał przygotowywać się, aby po prostu usiąść do komputera i zacząć pisanie pierwszego rozdziału, ile musiał sprawdzić i wykuć na pamięć - jego poświęcenie tej historii było przeogromne, a na kartach powieści mogliśmy dosłownie ujrzeć jego całe serce, jakie w to dzieło włożył.

Umiejętnie wyważona historia, odrobina romansu i kropla politycznych zagrywek tylko dodają smaku i zwiększają apetyt na kolejną część. Mam nadzieję, że ten objętościowo wielki "Bratobójca" wkrótce zasiądzie obok swojej poprzedniczki na najwyższej półce, zarezerwowanej dla najlepszych z najlepszych. Więc jeśli macie ochotę na kawał dobrego pisarsko tomiska, chcecie poznać się na nowym temacie i przeżyć niesamowitą przygodę - zróbcie mi tę przyjemność i po nią sięgnijcie. 

Autor: Jay Kristoff
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Oryginalny tytuł: Stormdancer
Data wydania: 2013-06-05
Strony: 431
Grzbiet: 2,7 cm
Czas czytania: 9 dni

sobota, 16 lipca 2016

#104 Mid-Year Book Freak Out // BOOK TAG

Cześć wszystkim!

Jak tam mijają wakacje? Właśnie uświadomiłam sobie, że to już połowa roku i że wypadałoby podsumować jakoś te sześć miesięcy naszego czytelniczego życia. Wpadłam na amerykańskim booktubie na "Mid-Year Book Freak Out TAG" i od razu mi się spodobał. Nie widziałam go nigdzie na blogosferze, tym bardziej polskiej, więc postanowiłam, że fajnie byłoby wnieść coś takiego i do nas. Zapraszam serdecznie do TAGu i jeśli chciałabyś zrobić coś takiego u siebie, a nie ma cię w nominowanych - nie krępuj się! Ty też jesteś nominowana! :)

1. Najlepsza książka, jaką do tej pory przeczytałaś w 2016
Kiedy popatrzyłam na to pytanie, wiedziałam, że to miejsce przypadnie mojemu cudownemu "Marsjaninowi"! Kocham tę historię całym sercem i zdecydowanie jest to najlepsza książka, jaką do tej pory udało mi się przeczytać w tym roku. Fabuła jest oryginalna, styl pisania wręcz fenomenalny, no i oczywiście najlepsi na świecie bohaterowie!

2. Najlepsza kontynuacja, jaką przeczytałaś do tej pory w 2016
Wiecie co? Z mojego małego riserdżu wynika, że w tym roku, przez te siedem miesięcy przeczytałam jedynie cztery kontynuacje. Ta... Czy kiedyś mówiłam, że jestem dobra w kończeniu serii? Nie? To dobrze, bo nie jestem. No, ale przynajmniej nie muszę się długo zastanawiać, bo na miano najlepszej kontynuacji tego roku bez dwóch zdań zasługuje "Korona w mroku" Sarah J. Maas.

3. Książka, która niedawno została wydana i którą bardzo chcesz przeczytać
Jeśli kiedykolwiek skomentowałam wasz post z zapowiedziami czytelniczymi na lipiec to na pewno wspomniałam o "Mroczniejszym odcieniu magii" V. E. Schwab. Ta lektura była tak zachwalana na zagranicznym booktubie (szczególnie przez jessethereader, którego ubóstwiam!), że koniecznie muszę się z nią zapoznać. Jeśli z kolei śledzicie mojego Instagrama to wiecie, że już tę książkę u siebie mam :)

4. Premiera w drugiej połowie 2016, na którą najbardziej wyczekujesz
Kolejna głośna premiera zza oceanu to "Six of Crows" Leigh Bardugo, która w Polsce ma mieć swoją premierę we wrześniu 2016 pod tytułem "Szóstka wron". Do tego dochodzi jeszcze premiera "Harry Potter i Przeklęte Dziecko", która datowana jest na 22 października 2016, "Never never" Colleen Hoover i Tarryn Fisher oraz "Moje serce i inne czarne dziury" Jasmine Warga (3 sierpnia 2016),

5. Największe rozczarowanie
Zdecydowanie "Obsydian", który czytałam na początku roku. Styl autorki był prymitywny, a historia prosta jak pyry z gzikiem. Osobiście "Zmierzch" znam tylko z filmów (tak, to ta co nie ogląda ekranizacji przed książką!), ale z tego co wiem, dużo sytuacji w "Obsydianie" jest zaczerpniętych właśnie z tej sagi. No i Daemon! Ugh, jak ja gościa nie znoszę!

6. Największa niespodzianka
Myślę, że wpiszę tu dzieło polskiej pisarki Moniki Kowaleczko-Szumowskiej, dokładnie jej "Galop '44". Dla tych, którzy nie zapoznali się z historią - zróbcie to, koniecznie! Spodziewałam się czegoś źle napisanego (niestety moje uprzedzenie do polskich pisarzy jeszcze nie minęło), a historia miała być po prostu sucho podana. A tu proszę! Świetnie napisana powieść, bardzo przejmująca i przede wszystkim pouczająca. Polecam ludziom, którzy choć trochę interesują się Powstaniem Warszawskim :)

7. Najlepszy nowy autor (który dopiero zdebiutował lub którego dopiero poznałaś)
Jay Kristoff! Jego kunszt pisarski jest niesamowity, a coś czuję, że mało osób go u nas zna. Właśnie kończę jego "Tancerzy burzy" i muszę powiedzieć, że autor ma prześwietny styl, a historie, które pisze, są naprawdę wciągające. Dla tych, którzy troszkę szperają po zagranicznym booktubie - jest to współautor bardzo głośnej pozycji "Illuminae", którą napisał z Amie Kaufman :)

8. Najnowszy fikcyjny crush
Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałabym mieć crushe, postacie, o których mogę gadać w kółko i w kółko i nigdy mi się nie znudzi. Niestety ze mną jest tak, że trudno podbić moje serducho, nawet tym bohaterom napisanym. Jednak jednemu z nich totalnie udało się zawładnąć moimi uczuciami i mówię tu o Marku Watneyu, który ma tak fantastyczne poczucie humoru, że od razu skradł moje serce!

9. Postać, którą ostatnio polubiłaś
Bardzo polubiłam Lou z "Zanim się pojawiłeś". Mimo że przy lekturze nie wylałam morza łez, tak jak niektórzy mi zapowiadali, ale spędziłam przy niej naprawdę miło czas, napawając się naprawdę fajnym stylem pisania Jojo Moyes. A jeśli chodzi o samą Lou - kto nie chciałby mieć ją za przyjaciółkę, szczególnie z tymi trzmielowymi rajstopami!

10. Książka, którą zmusiła cię do płaczu
Niestety, to miejsce pozostawię puste. Miałam nadzieję, że "Zanim się pojawiłeś" wyciśnie ze mnie morze łez, ale nic a nic się nie stało. Wychodzi na to, że strasznie ciężko zmusić mnie do płaczu, więc jeśli macie dobre wyciskacze łez to koniecznie podzielcie się tym w komentarzach!

11. Książka, dzięki której poczułaś się szczęśliwa
Nawet nie wiecie, jak skakałam, kiedy otworzyłam swoją paczkę z "Mroczniejszym odcieniem magii"! Niby trochę naginam zasady, bo nie przeczytałam jeszcze tej książki, ale napełniła mnie taką radością, że nie mogłam jej tutaj nie wstawić! A jeśli chodzi o książkę przeczytaną, co mogłabym tu innego dać jak nie cudownego, jedynego w swoim rodzaju "Marsjanina"?

12. Najpiękniejsza książka, jaką w tym roku zdobyłaś
Moje piękne wydanie "Damy kameliowej" Aleksandra Dumas, cudowna twarda oprawa, fioletowa ze złotymi elementami. A jej grzbiet! Jeszcze cudowniejszy niż okładka :) Dziękuję zatem mojemu koledze, który zdecydował się kupić mi to właśnie wydanie na Dzień Kobiet. Jest przepiękne!

13. Jaką książkę musisz przeczytać przed końcem 2016?
Zdecydowanie "Grę o Tron" George'a R. R. Martina. Niby nic się nie szykuje, ale po prostu tyle już stoi na mojej półce, że nie mogę już dalej oglądać serialu bez czytania pierwowzoru. Fajnie by było, gdyby jeszcze udało mi się skończyć całą serię o "Percym Jacksonie i Bogach Olimpijskich", "Piętnaście pierwszych żywotów Harry'ego Augusta" i oczywiście "Osobliwy dom pani Peregrine", którego to ekranizacja wychodzi pod koniec 2016.

14. Największe blogowe/booktubowe/bookstagramowe odkrycie tego roku
Ciężko mi stwierdzić. Wszystkich blogerów i booktuberów, których oglądam, bardzo cenię i chyba nie potrafię wybrać mojego odkrycia tej części roku. Ale moim największym mediowym odkryciem była chyba Laura Lee ;) Jest to tak ciepła i cudowna osóbka, że nie sposób jej nie lubić! Do tego jest po prostu przepiękna, aż miło się patrzy!

Nominuję:
1. Ninę z Impresjalnie
2. Mroczną Kosiarkę z W krainie Białych Kruków 
3. Dziewczyny z bookish pearls
4. Justynę z Z miłości do książek
5. Ann Wars z Namalować świat słowami

środa, 13 lipca 2016

#103 Podsumowanie letniego BookAThonu

Cześć!

Jeśli śledzicie mojego Instagrama wiecie, że znów brałam udział w BookAThonie organizowanym przez dwie cudowne booktuberki - Anitę i Ewelinę. Na początku w ogóle nie chciałam brać udziału w tej zabawie, bo twierdziłam, że nie mam czasu. Jednak zdecydowałam się w ostatniej chwili, odwołałam kilka spotkań i jakiś czas się tam znalazł. Jak mi poszło? Zapraszam do dalszej części postu ;)

DZIEŃ 1 - wakacje z duchami: Uznałam, że "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk będzie idealne. Niby do końca nie ma tam duchów, ale pomyślałam, że przecież nieżyjący ludzie to prawie tak jak duchy - trzeba interpretować zadania na swój sposób, prawda? Wtedy jest ciekawiej ;) No, przeczytałam w pierwszym dniu połowę. ✔

DZIEŃ 2 - rozpoczęcie lub zakończenie serii: Tutaj też postanowiłam wstawić "Ja, diablica", ponieważ jest to pierwszy tom trylogii. W tym też dniu dokończyłam całą książkę, a ze względu, że zaczęłam ją czytać jeszcze przed BookAThonu, podczas trwania akcji przeczytałam łącznie 264 strony tej książki. ✔

DZIEŃ 3 - autor z twoim imieniem lub inicjałami: W tą kategorię idealnie wpasował się Jay Kristoff ze swoimi "Tancerzami burzy". Niestety przeczytałam w tym dniu jedynie 120 stron książki, ale jeśli kogoś to interesuje, mogę już śmiało powiedzieć, że jest cudowna i z pewnością kiedy skończę pisać tego posta, idę czytać "Tancerzy". Niestety wyzwanie nie zostało wypełnione. ✘

DZIEŃ 4 - lato z kryminałem: Jedynym kryminałem na mojej półce (nie było czasu, żeby skończyć do biblioteki) były "Dzieci gniewu" Paula Grossmana. Od pewnego czasu je sobie rereadowałam, więc uznałam BookAThon za świetną okazję do ponownego skończenia tej książki. Do końca zostało mi jedynie 141 stron i tyle też przeczytałam w dniu czwartym. ✔

DZIEŃ 5 - książka z twoim wymarzonym zawodem: Hej, kto by nie chciał być wampirem łapka w górę! Nikt nie podnosi ręki? I dobrze, bo ja na pewno chciałabym być nieśmiertelna i posiadać te wszystkie wampirze zdolności. Dlatego tutaj przypasowałam sobie dzieło Richelle Mead "W szponach mrozu". Niestety, książki nie przeczytałam ani strony.  ✘

DZIEŃ 6 - wakacyjna miłość: Miałam szczerą nadzieję, że "Król kruków" od Maggie Stefvater okaże się moją miłością na lato, ale nawet nie udało mi się poznać ani kartki z tej historii :/ ✘

DZIEŃ 7 - 1500 stron: Jedno słowo - niezaliczone. Przeczytałam jedynie 525, więc praktycznie 1/3 z zaplanowanych stron.

A wy, braliście udział w BookAThonie? Jak wam poszedł? :D

niedziela, 10 lipca 2016

#102 Ja, diablica - Katarzyna Berenika Miszczuk

★★★★★☆☆☆☆☆

Okej, nie uwierzę wam, jeśli powiecie mi, że ani razu nie zastanawialiście się nad tym, co czeka nas po śmierci. Może Niebo, gdzie będziemy mogli robić wszystko, co chcemy, zupełnie jak w "Bruce wszechmogący"? A może cała ludzka populacja będzie smażyć się w Piekle, przedstawionym w tych wszystkich mrożących krew w żyłach horrorach? A co jeśli żadna z tych hipotez nie jest prawdziwa, a nasza dusza spocznie w czyśćcu albo odrodzimy się jako karaluch? Poznajcie Wiktorię Biankowską, która właśnie objęła stanowisko Diablicy w Piekle, po jednej stronie przekomarzając się z zakapturzoną śmiercią, po drugiej - omawiając kolejne sprawy z samym Lucyferem.

Studenckie życie to idealna okazja dla Wiktorii, aby uwolnić się z sideł nadopiekuńczego brata Marka. Kupuje własną kawalerkę, chodzi na studia i wzdycha ukrycie do Piotrka, swojego najlepszego kolegi. Jednak pewnego wieczoru, kiedy wracała po imprezie do domu, została napadnięta i brutalnie zamordowana. Dziewczyna, przez swe przewinienia, które popełniła podczas swojego dwudziestoletniego życia, trafia do Piekła. Tam jednak nie staje się zwykłą obywatelką Niższej Arkadii, a Diablicą, której zadaniem będzie sprowadzać nowe dusze pod władanie Lucyfera. 

Wielu chwali tę powieść za cudowny styl, którym posługuje się Katarzyna Berenika Miszczuk, no i oczywiście - to poczucie humoru! Jak dla mnie, niestety, to właśnie te wymienione wcześniej "plusy" były największymi wadami tej powieści. Dosłownie w dwóch momentach przy lekturze uśmiechnęłam się, kiedy jakiś bohater zrobił coś głupiego, czy wyszła jakaś zabawna sytuacja. W większości przypadków jednak te "żarty" czy komizm sytuacyjny, były po prostu wciskane w fabułę na siłę, będąc wręcz infantylnym.
Wybaczcie, że to zdjęcie tak ni z gruchy ni z pietruchy, tak na środku, ale blogger znowu odmawia współpracy i coś odwala z tekstem. Ale jeśli już czytasz ten drobny druczek to zrobię sobie #chamskąreklame i zapraszam na mojego instagrama (coffeethebook), z którego pochodzi zdjęcie :D
Do tego styl pisania pani Miszczuk - nie był zły, naprawdę, ale po prostu nie przypadł mi do gustu. Naprawdę uwielbiam, kiedy autor bawi się słowem, wymyśla nietuzinkowe zwroty czy porównania, po prostu maluje słowem. A w "Ja, diablica" po prostu tego nie ma. Opisy nie są nudne, ale przede wszystkim rzeczowe. To właśnie ta rzeczowość tak odepchnęła mnie od tej powieści, a autorka nie pokazała, co potrafi. 

Widzę tu jednak coś, co bardzo mnie boli - niewykorzystany potencjał. Naprawdę nie wiecie, jak bardzo szkoda mi takich historii, które pomysł na fabułę mają wręcz fenomenalny, ale wykonanie już takie nie jest. Pomysł z Piekłem, Diablicami, wplataniem postaci historycznych i tym całym diabelskim uniwersum był po prostu genialny. I czuję, że gdyby nie wymienione wady - rzeczowość w stylu autorki i te żarty na siłę - książka również by taka była.

Możliwe, że bohaterowie mieli być satyryczni, prześmiewczy, ale wyszli lekko naiwni i niezbyt mądrzy. Większość z nich po prostu mnie irytowała swoimi głupimi postanowieniami, a główna bohaterka? Podejmowała najgłupsze decyzje, jakie kiedykolwiek by mi się przyśniły.

Jednak nie ulegajcie złudzeniu, że wszystko było w tej książce złe. Jako recenzent czuję potrzebę totalnego zmieszania z błotem jakiejś książki, ale moja optymistyczna natura nie pozwala mi na to w pełni. Jak już wspomniałam - pomysł był świetny. Tak samo świetna była wartka akcja i ładnie wplątany wątek miłosny. Choć trójkąty mi się już przejadły, tutaj nie czułam tego aż tak bardzo. A coś, co najlepiej wychodzi autorce? Zdecydowanie zaskakiwanie czytelnika! :) Także słowem podsumowania - najwybitniejsze arcydzieło to nie było, ale mimo wszystko ma kilka zalet.

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tłumaczenie: -
Oryginalny tytuł: -
Data wydania: 2010-10-07
Strony: 414
Grzbiet: 3 cm
Czas czytania: 2 dni

piątek, 8 lipca 2016

#101 Jak upolować tanie książki?

Cześć kochani!

Dzisiaj temat, który nurtuje zapewne większość z nas, książkoholików. Jako że wielu z nas - w tym ja, muszę się przyznać - ma okrojony budżet na książki, pojawia się pytanie - gdzie zdobyć je, nie obciążając przy tym naszego lichego portfela? Myślę, że już jakiś czas temu znalazłam odpowiedź na to pytanie i właśnie dlatego powstał ten post, abym mogła się tym z wami podzielić. Zapewne o większości z tych "form zdobycia" nowych pozycji już wiedzieliście, ale możliwe, że komuś pomogę ;) 

1. Dyskonty książkowe
To chyba najpopularniejszy rodzaj "księgarni", w których zdobywamy swoje skarby. Niektóre oferują naprawdę dobre ceny, do tego asortyment jest nieograniczony, a może i uda nam się upolować coś po angielsku, albo przed premierą? Mam tu na myśli takie dyskonty jak Aros (na którym zazwyczaj dokonuje zakupów). Na Arosie niemal każdą książkę mamy przecenioną o 30/35%, więc są to naprawdę super ceny, do tego przesyłka to ok. 4 zł, jeśli chcemy odebrać naszą przesyłkę w placówce pocztowej. Najtańszy dyskont, jaki znam to jednak nieprzeczytane.pl, bo ceny są tam naprawdę nieporównywalne do tych okładkowych, ale niestety, z tego co pamiętam to koszt wysyłki jest dość wysoki. Więc jeśli chcecie oszczędzić, polecam robić duże zamówienia bądź podzielić koszt wysyłki na dwa i zrobić zamówienie z koleżanką ;)

2. Supermarkety
Ostatnio wpadłam w manię szukania tanich książek tam, gdzie teoretycznie nie znajdziemy książek. Większość z was wie, że w Biedronce idzie upolować cuda za marne grosze, ale jest też kilka sklepów, w których za naprawdę niską cenę możemy obkupić się tak, że będziecie musieli wspomagać się wózkiem. Na przykład owocem mojej toruńskiej wyprawy (#julkapodróżniczka) były dwie książki za 19,98 zł w Media Markt. Także mała podpowiedź - szukajcie książek tam, gdzie nie powinno ich być! :D

3. Wymiany
Takie np. na lubimyczytac.pl albo na różnych facebook'owych grupach. Wiem, że jest to pewne ryzyko i możemy trafić na oszusta, ale powiem wam szczerze - prawdopodobieństwo, że wy wyślecie swoją książkę, a nie dostaniecie nic w zamian, jest naprawdę nikłe. I dobrze, bo wymiany to naprawdę cudowna transakcja, bo w końcu możemy się pozbyć książki, na którą już nie możemy patrzeć, a w zamian dostać coś, co może nam się naprawdę spodobać. Wiadomo, jeśli nie przypadnie nam do gustu, możemy wymienić się raz jeszcze! Ale ostrzegam, nie liczmy tu na nowiutki egzemplarz bez śladów użytkowania, choć i takie się zdarzają ;)

4. Używane książki
Czyli różne aukcje na Allegro albo coś, co znalazłam dzięki Remi i już niedługo będę "wypróbowywać". Jest to Targ Książek na bookgeek.pl. To katalog z książkami, które ktoś wystawił na sprzedaż. Mamy podaną cenę, stan i gdzie możemy danej książki szukać. Można upolować prawdziwe perełki za małe pieniądze, a i sami możemy coś wystawić :)

5. Kiermasze
Coś, z czego raczej nie korzystam, bo są tam raczej starsze książki, ale może jakiś klasyk w starym wydaniu? Jednak jest to naprawdę tania opcja, bo możemy zdobyć kolejne pozycje od złotówki w górę - zależy od stanu i od samej książki. Nie wiem, czy można to nazwać kiermaszem, ale nad morzem często są takie namioty z różnymi powieściami. Rok temu udało mi się upolować cztery pierwsze części "Akademii Wampirów" za niecałe 50 złotych, więc sami oceńcie, czy warto ;)

6. Targi książki
Tej opcji nie możemy użyć sobie od tak, bo targi książki są tylko kilka razy w roku. Będę tu się skupiać bardziej na Targach Książki w Warszawie i w Krakowie. Wiadomo, wydawnictwa chcą do siebie zachęcić, muszą obniżyć trochę ceny! Dobra, może tegoroczne "przeceny" nie powalały, ale np. wydawnictwo Czarna Owca miała -50% na cały asortyment. Do tego ta cudowna atmosfera targów, gdzie wszyscy książkoholicy, autorzy i księgarze są w jednym miejscu!


7. Promocje na stronach wydawnictw
To akurat wymaga trochę wkładu naszej pracy, bo musimy sami sobie takich przecen szukać. Ale czasami naprawdę się opłaca, jak np. ostatnie przeceny na Znaku bądź Zielony Czwartek na Galerii Książki, gdzie wszystko było -50% (kupiłam wtedy całą sagę Percy'ego w nowym wydaniu za ok.70 zł). Ale jest wersja dla leniwych - na facebook'u istnieją specjalne stronki.

8. Antykwariaty
Żałuję, że nie używam tej opcji, bo słyszałam, że można upolować nówki sztuki (nieśmigane) dosłownie za grosze! Niestety, w pobliżu mojego miejsca zamieszkania takowego antykwariatu nie ma, ale wciąż poszukuję! :D

A wy gdzie najczęściej zdobywacie swoje tanie książki? :)

środa, 6 lipca 2016

#100 Sekretne życie pszczół - Sue Monk Kidd

 ★★★★★★★☆☆☆

Lata 60. XX wieku - przez wielu Amerykanów nazywane golden sixties. Dlaczego? To właśnie wtedy USA przeżywało rozwój kulturowy i gospodarczy. Wszyscy zachwycają się rolą Audrey Hepburn w "Śniadaniu u Tiffany'ego", a kobiety, na znak protestu i wciąż zaślepione chęcią zdobycia większych praw, wychodzą na ulicę i palą biustonosze. Przez te dziesięć lat zmieniło się wiele rzeczy, ale rewolucja pominęła pewną liczną grupę społeczną na terenie Stanów Zjednoczonych - ludzi o czarnej skórze.

Lily Melissa Owens żyje wraz ze swoim ojcem, którego nazywa - wcale nie pieszczotliwie - T. Rey'em, na brzoskwiniowej farmie. Ma dość braku miłości ze strony taty oraz klęczenia na kaszy za najdrobniejsze przewinienia. Oparcie ma w swojej czarnoskórej gosposi Rosaleen, której czasami brak ludzkiego odruchu "Lepiej ugryź się teraz w język". Kiedy seria niefortunnych zdarzeń zaprowadza obydwie do Tiburonu w Karolinie Południowej, Lily chce dowiedzieć się prawdy o swojej tragicznie zmarłej matce, zgłębić tajemnice Czarnej Madonny i rozwikłać zagadkę rasizmu panującego w ówczesnej Ameryce. Na pomoc przyjdą jej trzy siostry - May, June i August, zobaczy, co to znaczy prawdziwa, bezwarunkowa miłość. 

Każda z nich jest tajemnicza, ma swoją historię, którą ujawniają wraz z trwaniem powieści - to właśnie jest cudowne i to pokochałam w tej książce. Może nie jest to do końca mój klimat - jak wiecie, jestem zapaloną miłośniczką fantastyki - ale naprawdę dobrze czytało mi się te powieść. Pszczela metafora wiary, rodzinnej troski i wspierania się nawzajem może przemówić do człowieka bardziej, niż zrobiłaby to historia z wartościami podanymi na tacy.

Dużą, wręcz kluczową rolę gra tu Maryja. Prowadzi przez życie siostry Boatwright i wyznacza drogę, którą powinien przebyć człowiek, aby trafić do nieba. Czarna Madonna prowadzi również Lily, która, do tej pory wychowana w wierze baptystów, dowiaduje się, że Matka Boża będzie z nami do końca i do końca będzie nam pomagać nieść ciężki bagaż życia codziennego.

W "Sekretnym życiu pszczół" poruszono jeszcze jakże trudny temat równości rasowej, która akurat w latach sześćdziesiątych nie miała prawa bytu. Czarnoskórzy byli dyskryminowani, poniżani na środku ulic i wykorzystywani w najgorszy możliwy sposób. Wielu ludzi jednak walczy o równouprawnienia, w tym Rosaleen, niania czternastoletniej Lily. Po miesięcznym pobycie w domu sióstr Boatwright, mała Owens, swym jeszcze niedokształconym, młodym tokiem myślenia, zastanawia się, dlaczego w ogóle ktoś dopuścił do takiego biegu wydarzeń. Dlaczego o naszym charakterze musi decydować pigment w skórze? Czy jesteśmy przez to lepsi? Czy nie lepiej byłoby, gdyby ten pigment zniknął i wszyscy bylibyśmy tacy sami?

Książka ta usiana jest tajemnicami - czy któraś z sióstr znała jej matkę? Dlaczego biała Deborah w ogóle przebywała w tym różowym domu w Tiburonie, w Karolinie Północnej? Kiedy wszystkie te odpowiedzi ujrzą światło dzienne, na wierzch wyjdą wszystkie słabości, skryte marzenia i żale. Okaże się, że nie wszyscy są kryształowo czyści, każdy grzeszy i popełnia błędy, ma prawo zrobić coś źle. Mała Lily dowie się też, że miłość nie musi objawiać się czułym głaskaniem po ramieniu i wyznawaniem w kółko swoich uczuć, a może przybrać postać chorobliwej zazdrości i niekiedy nawet przemocy.

To historia o kobiecej jedności, poczuciu winy i ograniczonej swobodzie, czujemy się, jakbyśmy smakowali słodki miód, klęcząc jednocześnie na ziarnach kaszy. Powieść Sue Monk Kidd zdecydowanie zasługuje na uwagę i jest warta poznania. Jest to metafora spisana na kartkach, metafora miłości, samotności i w niektórych momentach przyjaźni.

No i macie tu jeszcze piosenkę, która powstała trzy lata przed wydarzeniami przedstawionymi w powieści, na której punkcie mam obsesję ♥ Ktoś kojarzy w jakim filmie ją wyczaiłam? :D


Autor: Sue Monk Kidd
Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Oryginalny tytuł: The Secret Life of Bees
Data wydania: 2015-03-18
Strony: 347
Grzbiet: 2,2 cm
Czas czytania: 8 dni
lubimy czytać

niedziela, 3 lipca 2016

#99 Dlaczego praktykuję zasadę "najpierw książka, potem film"?

Cześć kochani!

Dzisiaj może krótko, może długo, nie wiem, jeszcze się okaże. Jeśli obejrzycie notkę kilka postów wcześniej, chyba była to recenzja "Wielkiego Gatsby'ego", zobaczycie fragment jednego akapitu, gdzie piszę, żebyście pamiętali o zasadzie "najpierw książka, potem film". Dostałam wtedy komentarz z zapytaniem, dlaczego to praktykuję. I właśnie w tym poście postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Odpowiedzmy sobie najpierw jednak na pytanie z innej beczki - dlaczego czytamy książki? Co nam to daje? Oczywiście, jest to swego rodzaju rozrywka i założę się, że większość z nas czyta tylko ze względu na czas, który miło spędzimy przy lekturze. Inni chcą się dowiedzieć czegoś na dany temat, a jeszcze kolejna grupa osób chce poszerzyć swoje słownictwo żeby później wykorzystać to może w szkole, może do pisania własnej powieści. Ale zastanawialiście się kiedyś, drodzy czytelnicy, jakie "efekty uboczne" (oczywiście w dobrym sensie) daje nam czytanie?

CZYTANIE ROZWIJA WYOBRAŹNIĘ
Najważniejszym efektem nadmiernego czytania, efektem, którego możemy wcale nieraz nie dostrzec, jest lepsza wyobraźnia. Jaki będzie sens obejrzenia filmu, gdzie wszystko mamy na tacy, bohaterów, miejsce, sytuacje, kiedy możemy przeczytać książkę i sami dokładnie to sobie wyobrazić? Nawet nie wiecie, jakie to cudowne. Bo przecież w filmie mamy jakby narzucony wygląd danego bohatera, a w książce kto nam zabroni mieć w głowie obraz czarnowłosego Rona (Harry Potter)? Albo białej August (Sekretne życie pszczół)?


KSIĄŻKI CZĘSTO SĄ LEPSZE OD EKRANIZACJI
Książki z reguły są lepsze od filmów, tyle wam powiem. Rzadko kiedy spotykam się z książkami, które poziomem nie dorównują do swoich odpowiedników na dużym ekranie. Dla mnie jedynym wyjątkiem kiedykolwiek, przez całą moją czytelniczo-filmową karierę było "Gwiazd Naszych Wina". Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Greena, ale akurat ta książka w moim mniemaniu wyszła mu najsłabiej (no i to opowiadanie w "W śnieżną noc"). A film? Film był naprawdę ciekawy, wzruszający i do tego idealnie dobrani aktorzy! :)


ZŁA EKRANIZACJA MOŻE NAS ZNIECHĘCIĆ DO KSIĄŻKI
No błagam was - która z osób tu obecnych zabrałaby się za sagę o Percym Jacksonie najpierw obejrzawszy film? Mimo że kocham Lermana, to jednak obsadzenie go, dorosłego chłopaka, w roli dwunastoletniego herosa było okropnym posunięciem. Albo "Miasto kości", które mnie się akurat bardzo podobało, głównie dlatego, że występuje tam Lily Collins, ale wiem, że dużo osób nie znosi tej ekranizacji. Sięgnęlibyście po dzieło pani Clare po nieudanym filmie? To logiczne, że kiedy historia na ekranie nas nie zaciekawi, nie sięgamy po książkę. Przecież jak pierwowzór takiego chłamu miałby być lepszy?

Mam nadzieję, że tymi trzema punktami troszkę przybliżyłam was do mojego punktu widzenia, ale jeśli podzielacie moje zdanie, albo totalnie się z nim nie zgadzacie, koniecznie dajcie mi znać w komentarzu! Może wyjdzie z tego jakaś fajna dyskusja? :)