niedziela, 3 lipca 2016

#99 Dlaczego praktykuję zasadę "najpierw książka, potem film"?

Cześć kochani!

Dzisiaj może krótko, może długo, nie wiem, jeszcze się okaże. Jeśli obejrzycie notkę kilka postów wcześniej, chyba była to recenzja "Wielkiego Gatsby'ego", zobaczycie fragment jednego akapitu, gdzie piszę, żebyście pamiętali o zasadzie "najpierw książka, potem film". Dostałam wtedy komentarz z zapytaniem, dlaczego to praktykuję. I właśnie w tym poście postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Odpowiedzmy sobie najpierw jednak na pytanie z innej beczki - dlaczego czytamy książki? Co nam to daje? Oczywiście, jest to swego rodzaju rozrywka i założę się, że większość z nas czyta tylko ze względu na czas, który miło spędzimy przy lekturze. Inni chcą się dowiedzieć czegoś na dany temat, a jeszcze kolejna grupa osób chce poszerzyć swoje słownictwo żeby później wykorzystać to może w szkole, może do pisania własnej powieści. Ale zastanawialiście się kiedyś, drodzy czytelnicy, jakie "efekty uboczne" (oczywiście w dobrym sensie) daje nam czytanie?

CZYTANIE ROZWIJA WYOBRAŹNIĘ
Najważniejszym efektem nadmiernego czytania, efektem, którego możemy wcale nieraz nie dostrzec, jest lepsza wyobraźnia. Jaki będzie sens obejrzenia filmu, gdzie wszystko mamy na tacy, bohaterów, miejsce, sytuacje, kiedy możemy przeczytać książkę i sami dokładnie to sobie wyobrazić? Nawet nie wiecie, jakie to cudowne. Bo przecież w filmie mamy jakby narzucony wygląd danego bohatera, a w książce kto nam zabroni mieć w głowie obraz czarnowłosego Rona (Harry Potter)? Albo białej August (Sekretne życie pszczół)?


KSIĄŻKI CZĘSTO SĄ LEPSZE OD EKRANIZACJI
Książki z reguły są lepsze od filmów, tyle wam powiem. Rzadko kiedy spotykam się z książkami, które poziomem nie dorównują do swoich odpowiedników na dużym ekranie. Dla mnie jedynym wyjątkiem kiedykolwiek, przez całą moją czytelniczo-filmową karierę było "Gwiazd Naszych Wina". Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Greena, ale akurat ta książka w moim mniemaniu wyszła mu najsłabiej (no i to opowiadanie w "W śnieżną noc"). A film? Film był naprawdę ciekawy, wzruszający i do tego idealnie dobrani aktorzy! :)


ZŁA EKRANIZACJA MOŻE NAS ZNIECHĘCIĆ DO KSIĄŻKI
No błagam was - która z osób tu obecnych zabrałaby się za sagę o Percym Jacksonie najpierw obejrzawszy film? Mimo że kocham Lermana, to jednak obsadzenie go, dorosłego chłopaka, w roli dwunastoletniego herosa było okropnym posunięciem. Albo "Miasto kości", które mnie się akurat bardzo podobało, głównie dlatego, że występuje tam Lily Collins, ale wiem, że dużo osób nie znosi tej ekranizacji. Sięgnęlibyście po dzieło pani Clare po nieudanym filmie? To logiczne, że kiedy historia na ekranie nas nie zaciekawi, nie sięgamy po książkę. Przecież jak pierwowzór takiego chłamu miałby być lepszy?

Mam nadzieję, że tymi trzema punktami troszkę przybliżyłam was do mojego punktu widzenia, ale jeśli podzielacie moje zdanie, albo totalnie się z nim nie zgadzacie, koniecznie dajcie mi znać w komentarzu! Może wyjdzie z tego jakaś fajna dyskusja? :)

17 komentarzy:

  1. W sumie nigdy nie spotkałam się z takim podejściem. Sama własnie dopiero po filmie zaczęłam czytać Percego Jacksona, ponieważ chciałam poznać zakończenie historii. Tak samo było z Igrzyskami śmierci. Najpierw obejrzałam pierwszą część w kinie, a potem sięgnęłam po książki. Moja przyjaciółka po obejrzeniu Miasta Kości wzięła się za czytanie Darów Anioła i nie mogła wyjść z podziwu jakie są genialne. :) Przecież ludzie, którzy oglądają filmy (nie czytali wcześniej książek) nie odbierają ich za chłam, ponieważ nie mogą ich porównać z książkami, których nie czytali, a porównywając z innymi filmami to te wcale tak źle nie wypadają. Ja od dawna nie porównuję filmu z książką, ponieważ to bez sensu, gdyż to są całkiem dwie inne produkcje. Wiadomo, że zawsze książka będzie lepsza, bo pozwala nam wykorzystać naszą wyobraźnię, ale przecież reżyser też ją wykorzystuje i widzimy to w formie filmu. Uważam, że wszystko jest dla ludzi i trzeba mieć do tego odpowiednie nastawienie, bo z takim podejście ,,jedno lepsze od drugiego" to zawsze będziemy tylko narzekać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym poście przedstawiam jedynie mój punkt widzenia - to trzeba mieć na uwadze. W poście przedstawione są zalety takiego sposobu myślenia, użyte jako argumenty. Nie twierdzę jednak, że w każdej sytuacji ta reguła musi być wdrażana w życie, bo jest wiele zalet w oglądaniu najpierw filmów, a później poznaniu ich pierwowzorów. I o ten "chłam" chodziło mi o ekranizacje, które swoim poziomem nie umywają się do książek, nie chodzi mi tu o każdą możliwą adaptację filmową ;)

      Usuń
  2. W pełni zgadzam się z tym, że kiepska ekranizacja może bardzo mocno zniechęcić do konkretnej powieści! Choć czasem zdarzają się również ekranizacje/adaptacje udane (pamiętniki wampirów były o wiele lepsze, oczywiście do pewnego momentu bo obecnie to już tasiemiec) i zachęcają do zapoznania się z książką. Nawet niedawno trafiłam na tak dobry serial jakim jest 22.11.63 nakręcony na podstawie książki Kinga ;) Dawno już nie oglądałam niczego tak klimatycznego, przy okazji zapragnęłam poznać w końcu twórczość króla.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, z "Pamiętnikami" to się zgodzę! Próbowałam przeczytać je w wersji książkowej, ale nie mogłam przebrnąć przez pierwsze strony (szczególnie irytowało mnie imię "Stefano", nie wiem, czemu XD). Producenci przesadzają z ilością odcinków :/

      Usuń
  3. http://ksiegoteka.blogspot.com/2016/03/najpierw-film-potem-ksiazka-warto-12.html ;) (to nie autoreklama!!)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w szczególności z trzecim punktem. Ja chyba nie spotkałam się do tej pory z tym żeby jakaś ekranizacja podobała mi się bardziej niż jej książkowy odpowiednik. Zazwyczaj najpierw sięgam po książkę a dopiero potem zabieram się na film, aczkolwiek czasem zdarzają mi się wyjątki.
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Staram się czytać najpierw książkę, potem oglądać film - a dlatego, że po obejrzeniu filmu, który trwa dajmy 90 minut, przeczytanie książki (którą czyta się znacznie dłużej niż 90 minut) już nie jest takie fajne i często zaprzestaje czytania czegoś, co znam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również wolę w pierwszej kolejności sięgać po książki - z przyzwyczajenia. Nie znaczy to jednak, że mam problem z obejrzeniem wcześniej filmu. Czy to w przypadku "Parku Jurajskiego" czy dwóch części "Więźnia labiryntu" ekranizacje jedynie przekonały mnie, że warto kontynuować przygodę z tymi historiami przenosząc się na wersję papierową :)

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się "Miasto kości" podobało. Nie było jakieś wybitne, ale naprawdę mi się podobało. Seria też jest okej, chociaż nie powala. Jestem taka inna i po Clare sięgnęłam właśnie dzięki zapowiedzi filmu, bez niej prawdopodobnie nie dowiedziałabym się, kim jest Clary czy mój cudowny Alec...
    Percy. Cóż, ekranizacja podobno jest okropna, nie wiem nie biorę tego filmu pod uwagę z takiego punktu widzenia. Dla ludzi, którzy nie czytali książki film jest naprawdę przyjemny, serio, przekonałam się o tym, oglądając go :)
    A po wujka Ricka i tak sięgnę, bo to w końcu wujek Rick.
    Ekranizacja nie zawsze jest gorsza, ale tytułowa zasada jest przeze mnie szanowana, zwykle najpierw oglądam film i jakoś mi to nie przeszkadza, Ty wolisz przeczytać książkę i też jest okej :D
    Każdy punkt widzenia na tę sprawę jest dobry - należy jedynie wytyczyć pozytywy i negatywy całej sprawy :)
    Pozdrawiam gorąco i zapraszam na recenzję "Dreszcza",
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja także praktykuję tą zasadę i nigdy nie oglądam filmu przed przeczytaniem książki ;)

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do mnie na 'Książkowe Nawyki Tag - Special na 5000 wyświetleń! GOŚĆ SPECJALNY!' :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zawsze najpierw czytam książkę, a potem dopiero film. Zawsze, gdy robiłam odwrotnie, książka podobała mi się o wiele mniej od filmu, nie wiem czym jest to spowodowane :)
    Juliana Bookworm

    OdpowiedzUsuń
  10. Całkowicie zgadzam się z Twoim podejściem. Też zawsze staram się najpierw zapoznać z książką, a potem oglądać ekranizację. Czasami jednak zdarza mi się obejrzeć jakiś film, a książce, na podstawie której powstał dowiaduje się później. W takich sytuacjach muszę zrobić wyjątek, gdyż muszę wtedy koniecznie jedno z drugim porównać! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż, ja mam trochę inny punkt widzenia :D Zgadzam się z tym, że czytanie rozwija wyobraźnię :D Ale hm, książki z reguły są lepsze od ekranizacji, jednak ja nie porównuję ich w ten sposób, 'które było lepsze', a patrzę na to, co zmieniło się wśród bohaterów, co zostało dodane lub objęte w fabule, itp. Film to druga wizja tej samej historii (książka jest pierwszą) i ja zawsze patrzę na to pod tym kątem i cieszę się filmem :D Oraz nie sądzę, by ekranizacja zniechęcała, ja np. najpierw obejrzałam Igrzyska śmierci, a potem byłam ciekawa wersji książkowej, więc przeczytałam :D Poza tym, najpierw oglądając film, nie znamy treści książki, więc skąd mamy wiedzieć, czy ona bardzo różni się od książki? Jak już więc mówiłam, ja traktuję ekranizację jako drugą wizję (bo nie ma sensu oczekiwać idealnego odwzorowania książki, reżyser nie jest przecież autorem powieści :P) i jest dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja czasami robię na odwrót i też jest dobrze. ;]

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zazwyczaj staram się na początku przeczytać książkę, a potem obejrzeć ekranizację, ale czasem różnie to bywa. Ale zgadzam się Twoimi przedstawionymi argumentami - poza tym na palcach jednej ręki mogę zliczyć ekranizacje, które okazały się lepsze od książki :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja, ja! Ja sięgnęłam po serię o Percym już PO obejrzeniu filmu. I naprawdę pozytywnie się zaskoczyłam, bo książka faktycznie okazała się dużo lepsza. Choć, nie powiem, wersja zekranizowana również mi się podobała. Chociaż pewnie uważałabym inaczej, gdyby kolejność zapoznawania się z tymi dziełami była... odwrotna. :p Ja generalnie też wyznaję zasadę: "najpierw książka, potem ekranizacja" (z tego też powodu jeszcze nie sięgnęłam po serial GoT, mimo że tak mnie do niego ciągnie). I żałuję, że, jeśli chodzi o Harry'ego Pottera, jako pierwsze obejrzałam filmy... Naprawdę, bardzo żałuję! D:

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja również jestem całym sercem za zasadą ,,Najpierw książka, potem film". Najlepsze jest to, ze możemy sobie sami wyobrazić bohaterów czy miejsca (chociaż moja wyobraźnia działa tak, że mimo danego opisu, np., że ktoś jest blondynem, jak już sobie wyobrażę bruneta, to koniec i kropka. Będzie brunet :D). Za to, gdy już obejrzę film ciężko jest mi wyrzucić z głowy aktorów grających w ekranizacji.
    Prawda faktycznie jest taka, że książki są lepsze od filmów, gdzie wszystko jest o wiele uboższe (choć owszem, wyjątki się zdarzają).

    Werisa - vverisa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń