piątek, 21 kwietnia 2017

#140 Wyścig Śmierci - Maggie Stiefvater

★★★★★★★☆☆☆

Dla wielu z nas pojęcie "rodzina" równoznaczne jest z całym bożym światem. Nie wyobrażamy sobie życia bez mamy, która codziennie budzi nas o 6 rano i zrywa z naszego ciała pościel, bo znowu nie chcemy wstać z łóżka. Bez taty, który woła nas z dołu, żebyśmy poszli z nim do garażu obejrzeć nowe dzieło, które wyszło spod ręki tego zapalonego Pana Robótki. Za rodzeństwem też byśmy tęsknili, bo mimo to, że czasami zjedzą coś słodkiego, co należało to nas, albo jesteśmy zmuszeni oddać im swój większy pokój. Co więc zrobiłby każdy z nas, gdyby tych osób zabrakło?

Domem Kate Connolly od zawsze była i na zawsze będzie wyspa, na której urodziła się i wychowała. Miasto, w którym mieszka, emanuje inną energią od wielkich metropolii Ameryki. Każdy każdego zna, wiedzą o sobie wszystko. Mieszkańcy żyją jazdą konną, chociaż nie w zwykły, stałolądowy sposób. Na wyspie (a właściwie w morzu) mieszkają each uisce, ogromne konie wodne, które dosiadają tylko śmiałkowie. Konie te są bowiem niebezpieczne, potrafią jednym ruchem rozszarpać komuś gardło i pohasać spokojnie z powrotem do wody.

Co roku, wraz z nadejściem listopada, na wyspie organizowany jest Wyścig Skorpiona. Rywalizacja jest zacięta, a niektórzy jeźdźcy są gotowi posunąć się do haniebnych czynów. Sean Kendrick kompletnie nie wdraża się w ducha rywalizacji, startując w Wyścigu bardziej dla uczczenia pamięci swojego ojca niż dla wygranej. W tym roku ma jednak cel - tak samo jak rudowłosa Connolly, która, nie dość, że jest pierwszą kobietą biorącą udział w zawodach, ale też startuje na zwykłej klaczy Dove. 

Jeśli nie wiecie, jestem wielką fanką "Króla Kruków" Maggie Stefvater (taaak, taka ze mnie fanka, a nie tknęłam jeszcze drugiego tomu). Ucieszyłam się, kiedy miałam możliwość przeczytania kolejnej książki tej fantastycznej autorki. Mimo tego, że Kruczy Cykl zachwyca mnie milion razy bardziej, tej książce też nie brakuje plusów. Styl pisania jest jednym z nich, choć tutaj muszę przyznać, że bardziej zachwycił mnie we wcześniej wspomnianej powieści. Z tego co mi wiadomo, "Wyścig Śmierci" ukazał się pierwszy, także nic dziwnego, a wręcz cieszę się, że język okazał się w tej książce słabszy, bo to znaczy, że autorka cały czas się rozwija.

Jej kreacja bohaterów to rzecz, którą najbardziej sobie w niej cenię, także i tu nie mogło zabraknąć kilka słów pochwały. Sean i Puck są bardzo unikatowymi, o ściśle określonym charakterze postaciami, o uwypuklonych niektórych cechach, aby jeszcze bardziej podkreślić ich rolę w całej książce. Niektórym może się to podobać, niektórym wręcz przeciwnie, ja jestem jak najbardziej za. Cały ten wyspiarski klimat również bardzo mnie do siebie przekonał, to, jak wszyscy się tam znali w ten dobry i ten zły sposób. Dodatkowo autorka bardzo dobrze ukazała trudność relacji rodzinnych, czy też to, że niektóre dobre osoby potrafią zrezygnować z rzeczy naprawdę ważnych dla ukochanej osoby. Pokazuje, jak bardzo można zżyć się ze zwierzęciem.

Żeby nie było, że mówię w samych superlatywach - trochę ponarzekać trzeba. Niektóre postacie były niezwykle wkurzające i przez nie irytowałam się przez cały czas czytania. Rozumiem, że trzeba powtykać trochę czarnych charakterów, ale kurczę, nie tak, żeby zirytować czytelnika. Dodatkowo, co jest chyba największą zarazą jaka może spotkać książkę, czyli akcja rozgrywająca się w tempie ślimaczego spaceru. Wszystko usłane jest tą otoczką Wyścigu, jakie to niebezpieczne, bla, bla, bla, ale taka prawda, że tego tam prawie nie ma i wcale nie jest on taki przerażający. Słowem podsumowania, warto poczytać jako czytadło zapychające wolny czas, warto dla bohaterów i stylu pisania, ale niekoniecznie dla rozgrywającej się tam akcji. Więc jak najbardziej polecam, jeśli nie nastawicie się na wybuchy i dużo krwi. Będzie tylko odrobinka krwi.

Za możliwość przeczytania dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal! :)

2 komentarze:

  1. Chyba w wakacje sięgnęłam po tę książkę, ledwo zaczęłam i już utknęłam i jakoś nie mogę jej dokończyć xD Czytałam tylko Drżenie tej autorki i mam wrażenie, że jest lepsze niż własnie Wyścig śmierci, a poza tym teraz ta pozycja kojarzy mi się z Tytanami, które miałam przyjemność czytać jakiś czas temu xD
    Hmmm, pewnie kiedyś skończę i może jednak mnie wciągnie :D Liczę na to :D

    strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem właśnie takie czytadło jest naprawdę potrzebne, pozwala się trochę zrelaksować i odprężyć. Ogólnie z chęcią sięgnęłabym po książkę, obawiam się jednak, że te postacie, które irytowały Ciebie również mnie doprowadzałyby do szewskiej pasji.

    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń