środa, 14 czerwca 2017

#148 Miłość, która przełamała świat - Emily Henry PREMIERA

★★★★★★★★★★

Okej, jestem w totalnym załamaniu nerwowym, bo przed chwilą skończyłam tę książkę, dlatego ostrzegam, że recenzja może był (bardzo) chaotyczna i... emocjonalna. Ale do rzeczy - jestem człowiekiem, który uważa, że każdy człowiek (a szczególnie książkoholik), ma swój wyznacznik dobrej lektury, czyli coś, co robi podczas czytania tych książek, które są najlepsze z najlepszych. U mnie takim wyznacznikiem jest zdecydowanie chodzenie z książką do toalety. Ta powieść odwiedziła moją łazienkę tyle razy, że zastanawiam się, czy nie zrobić tam dla niej ołtarzyka.

Natalie jest osiemnastolatką o indiańskich korzeniach, co jeszcze bardziej przypomina jej o fakcie, że jest adoptowana. Ale dziewczyna ma na głowie dużo poważniejsze sprawy niż to, że kolor skóry zwraca na nią dodatkową uwagę, o którą nie zabiega. Mianowicie od kilku lat, co pewien okres czasu odwiedza ją starsza kobieta, którą nazywa Babcią. Dziewczyna jest przekonana, że nie widzi staruszki jedynie w swoich snach, ale że przychodzi do niej naprawdę. Zawsze ma ze sobą historie. 

Beau - chłopak, który w połowie jest marzeniem. Dosłownie i w przenośni. Natalie zauważa go najpierw na szkolnym boisku, ale po ułamku sekundy znika. Widzi go ponownie, tym razem w sali muzycznej, nawiązując z nim kontakt. Kiedy dziewczyna zaczyna się z nim spotykać, wokół niej dzieją się niewyjaśnione, dziwne rzeczy - w miejscu, gdzie powinna znajdować się szkoła, w ciepłym słońcu leżą bizony. Jej dom stoi pusty, a niektórzy ludzie zachowują się, jakby widzieli ją pierwszy raz w życiu. Jakby czasoprzestrzeń w jakiś sposób się zagięła. Co z tym wszystkim łączy Beau, najcudowniejszego chłopaka pod słońcem?

Na pewno nie uda mi się zawrzeć wszystkich swoich myśli w tej recenzji, ale mimo to, chcę podzielić się z wami moim entuzjazmem. Jako że książka opiera się na uczuciu dwójki młodych ludzi, Natalie i Beau, wypadałoby coś o tym opowiedzieć. Niesamowicie podobało mi się to, że chociaż ich miłość była szybka, to jednocześnie dojrzała, pełna niezgłębionych tajemnic i niewypowiedzianych słów, a przez to prawdziwsza. Żadne z nich nie powiedziało przy pierwszym spotkaniu "kocham cię", bo jako jedyni bohaterowie literatury młodzieżowej zdają się rozumieć wagę tego wyrażenia.

Nie mogę słowami określić, jak bardzo zauroczona jestem tą książką. Może jestem teraz w amoku, bo skończyłam ją dosłownie przed kilkunastoma minutami, ale muszę wam powiedzieć, że ta książka to powieść mojego życia. Mimo wszystkich (a jednak bardzo nielicznych) mankamentów, które jednak całość czynią realną, uważam ją za książkę idealną. Wiecie, jak każdy niemal bloger czy booktuber ma swoją książkę, z którą jest kojarzony i którą poleca wszystkim - "Miłość, która przełamała świat" to moja historia.

Kocham absolutnie wszystkich bohaterów, od Beau, który (jak łatwo się domyśleć) został moim nowym książkowym mężem, po przyjaciół Natalie. Henry nie wyidealizowała ich (choć jak dla mnie Beau jest idealny), podkreśliła ich osobowość, problemy i sprawiła, że każdy może znaleźć coś w sobie z głównej bohaterki, utożsamić się z nią choć w małym stopniu. I choć występuje tu całkowite pomieszanie z poplątaniem, ja kocham ten chaos i chociaż mam ochotę zabić autorkę za ten cały skomplikowany wątek (o którym dowiecie się, czytając książkę ;) i za zakończenie, po którym siedziałam z otwartą gębą, to i tak kocham ją i jej fenomenalny styl pisania. Nie mogłam odłożyć jej chociażby na sekundę i to w niej kocham.

Autor: Emily Henry
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Oryginalny tytuł: The Love that Split the World
Data wydania: 14.06.2017
Strony: 415

ZA TĄ FENOMENALNĄ POWIEŚĆ SERDECZNIE DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU YA!
Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo ya

13 komentarzy:

  1. Twoja recenzja jeszcze bardziej zachęciła mnie do przeczytania tej książki :D Też już ją mam i nie umiem się doczekać, aż zacznę czytać :D

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja też mam taką książkę i doskonale rozumiem :) a tą będę miała na uwadze obiecuje!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem trochę mniej oczarowana niż ty, jednak w dalszym ciągu ta książka jest warta uwagi. No i to zakończenie... dalej mi siedzi w głowie!

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, świetny wstęp :D Ale książka rzeczywiście niezwykła i podpisuję się pod tym obiema rękami ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam jeszcze okazji jej czytać, ale po Twojej recenzji zapowiada się ciekawie! Okładka zwróciła moją uwagę, ponieważ nawiązuje dość mocno do zespołu Pink Floyd - nie wiem czy śmiać się z tego powodu, czy płakać. Oby więcej tak wspaniałych pozycji i pamiętaj, że kąpiel z lekturą może zakończyć się opłakanymi skutkami!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, więc chyba lepiej, że częściej biorę prysznic! xD

      Usuń
  6. Też twierdze, że zabieranie książki do toalety jest wyznacznikiem dobrej lektury. Nie wiedziałam, że ta książka robi aż takie wrażenie. Prawdę mówiąc, nie zwracałam na nią większej uwagi, ale chyba muszę to naprawić. Niech no tylko skończy się ta piekielna sesja...

    PS: znów masz świetne pazurki

    OdpowiedzUsuń
  7. Też wczoraj ją skończyłam i również mam wrażenie, że moja recenzja jest chaotyczna. Ale co z tego, skoro książka była naprawdę świetna! <3
    zapraszam też do mnie, na wymianę doświadczeń :)
    aga-zaczytana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Hhahaha wstęp mnie rozwalił :D
    Niby po samym opisie mnie nie zachęca, ale ogrom entuzjastycznych emocji, jaki bije z tej recenzji brzmi naprawdę intrygująco. No nie wiem,bo raczej nie siegam po romanse, ale... Może się skuszę!

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zastanowię się, bo do takich książek podchodzę z coraz większym dystansem. ;3

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładka jest fenomenalna. Szkoda, że książka nie jest w mojej tematyce... :p

    OdpowiedzUsuń
  11. chyba będę musiała ją przeczytać,wydaje się być idealna na wakacje mój blog

    OdpowiedzUsuń